poniedziałek, 9 września 2013

Moje motywacje do odchudzania – lepsze i gorsze dni.

Motywacje do odchudzania - lepsze i gorsze dni 

Jak zmotywować się, żeby schudnąć 50 kg

 

Już wcześniej pisałam jak trudno przyszło mi podjęcie decyzji o odchudzaniu. Przy wadze 120 kilogramów naprawdę jest potrzebny kop w tyłek, żeby się za siebie zabrać.



Z tego co pamiętam, najpierw chciałam być w stanie ubrać się w rozmiar 42, który dla mnie był praktycznie nieosiągalny. Byłam przekonana, że 42 to idealny rozmiar dla 173 cm wzrostu ( po utracie kg okazało się, że jednak dla 175 cm – kręgosłup mi się wyprostował :). Co tu dużo mówić, pewnego dnia 50 zaczęła robić się bardzo ciasna. Wiedziałam, że jeżeli przekroczę 50 to będzie już za późno.


 

Kolejną motywacją dla mnie, był fakt że byłam w szkole średniej i zapewne po jej ukończeniu będę chciała iść do jakiejś pracy czy na staż, a kto normalny zatrudni wieloryba? Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak szybko będą mi uciekały kilogramy, doszłam do wniosku, że do 20 urodzin, czyli do matury, mam jeszcze 3 lata, wychodząc z tego założenia, czekało mnie 36 miesięcy odchudzania.



 
Nie ukrywam, że między tymi bardziej poważnymi celami, miałam jeszcze jeden. Otóż bardzo chciałam utrzeć nosa tym, który zawsze patrzyli na mnie z odrazą. Mieszkam w małym mieście, dlatego na ulicach, w sklepach czy barach często spotykałam tych samych ludzi. Pomyślałam, że w pięty im pójdzie kiedy zobaczą mnie z wagą poniżej 100 kg.




Problemy ze stawami, skrzypienie, chrupanie, bóle i inne, codziennie dawały mi do zrozumienia, że muszę zabrać się za siebie. Że odchudzanie nie jest czymś, czym mogłabym się zająć, ale tym na czym koniecznie muszę się skupić.




Było też miejsce na syndrom typowego Polaka :) - „ Co?! Ja nie dam rady!?” bardzo głupie, ale często pomagało, zwłaszcza na orbitreku, kiedy próbowałam 120 kg człowieka, którym byłam zmuszać do wysiłku przez dłużej niż 40 min :)





Nie wolno też zapominać o internecie, który jest potężnym źródłem wiedzy, jeżeli nie ma się problemów z wyszukaniem konkretnych informacji :) Nie googlowałam suplementów, diet cud, ani nie szukałam najbliższej siłowni w okolicy, najzwyczajniej w świecie nie było mnie na to stać. Za to znalazłam historie wielu dziewczyn, które straciły dziesiątki kilogramów. Zdecydowana większość z nich, schudła bez niczyjej pomocy, bez dietetyka czy trenera. Ja też nie miałam funduszy na takie inwestycje, więc po zapoznaniu się z setkami ich opowieści o odchudzaniu byłam już przekonana, że nie mogę tłumaczyć się sama przed sobą - „nie da się, nie stać mnie na to i tamto”, po prostu wzięłam sprawy w swoje ręce i byłam sobie dietetykiem i trenerem :) 

 

Wzloty i upadki ? Oczywiście były.




Czasami waga nie ruszała się przez miesiąc czasu, chociaż pilnowałam diety i ćwiczyłam. Każdy kto się kiedyś odchudzał, wie że taka sytuacja potrafi zniechęcić. Bywały dni, kiedy odpuszczałam ćwiczenia „bo po co? Skoro nie działają”..

Jak wielkie było moje zaskoczenie, kiedy zorientowałam się, że waga nie jest wyznacznikiem. Kilogramy nie spadały, ale... spodnie z tyłka owszem :) Przestałam wtedy ważyć się codziennie, obsesja kilogramów zniknęła, od wtedy co tydzień przymierzałam tę samą parę spodni i nie mogłam wyjść z podziwu. Najpierw zapinały się luźniej, później zsuwały się z tyłka, a na koniec zupełnie spadały :) 


Czasami było też piweczko.. wprawdzie nie wolno pić alkoholu na diecie, ale byłam młoda i wszyscy chodzili do barów, a dla mnie kontakt ze znajomymi był wtedy bardzo ważny. Chciałam czasami zejść z tego orbitreka, ubrać się i wyjść z domu. Po prostu przestać liczyć kalorie i godziny ćwiczeń. Dlatego, robiłam przerwy.. najczęściej w weekend. Teraz brzmi to trochę głupio, ale byłam młodsza i miałam inne priorytety. Piłam piwko, zjadałam kilka chipsów i paluszków, a po powrocie do domu wciągałam jeszcze kilka kanapek :) - śmiać mi się chcę na samo wspomnienie :D

Ale to chyba dzięki takim wypadom, uświadomiłam sobie, że nie można przeżyć życia licząc kalorie i centymetry. Postanowiłam, że 6 dni w tygodniu to dieta i ćwiczenia, a niedziela się nie liczy :) Przecież wszystkim należy się coś od życia, a kubki smakowe też potrzebują trochę radości.





Sto dwadzieścia kilogramów, to ogrom wagi. Kiedy schudłam pierwsze 20 kg, byłam z siebie niesamowicie dumna, niestety tylko ja widziałam w sobie różnicę, dla innych dalej byłam grubasem. Nie oszukiwałam się, miałam świadomość tego, że 100 kg to nadal ogromna otyłość. Dopiero po kolejnych 10-15 kg zaczęłam słyszeć miłe słowa, wszyscy byli pełni podziwu i nareszcie zaczęły pojawiać się komplementy i pytania : „ Boże! Ile Ty schudłaś?” „Jezu jaka Ty się mała zrobiłaś” „Patrzcie! Ubrała normalne damskie spodnie” „Dopiero teraz widać jakie masz wielkie oczy” i tak bez końca – pamiętam te miłe słowa dokładnie, bo były niesamowicie motywujące i przyjemne dla ucha. Przez lata ludzie patrzyli na mnie z odrazą, a nagle mój świat przewrócił się do góry nogami.. straciłam 30 kg, znajomi zaczęli mnie bardziej dopingować, rodzina była ze mnie bardzo dumna, a ja wiedziałam, że „już bliżej niż dalej”. Kiedy zeszłam do 80 kg ubrałam moje pierwsze spodnie w rozmiarze 42 ! Kamień milowy! :) Została już tylko dyszka, wprawdzie spadała bardzo powoli, ale sam fakt że z przodu pojawiła się 7 był wzruszający.

Po utracie 45 kg, po raz pierwszy w życiu dowiedziałam się czym w ogóle jest zwracanie na siebie męskiej uwagi, byłam nastolatką i sprawiało mi to ogromną radość. Pierwsza randka, pierwsze pocałunki, spacery za rękę.. Niewiele brakowało, a wszystkie radości z dojrzewania przeszłyby bokiem :) I doskonale wiem, że byłabym dzisiaj zupełnie inną osobą.




Motywacje do odchudzanie

sposoby na skuteczne odchudzanie

plan odchudzania

niedziela, 8 września 2013

Jak się postrzegamy i dlaczego mężczyźni są zawsze pewni siebie.

Kobiece kompleksy - skąd i dlaczego je mamy. Jak w ogóle zrozumieć kobietę?

Czyli jak się postrzegamy i dlaczego mężczyźni są zawsze pewni siebie.


Ile razy w ciągu dnia stajemy przed lustrem i patrzymy na siebie z odrazą?
Jedna z nas ma oponkę inna kółko do pływania, a jeszcze inna koło od ciągnika. Nogi? Za chude, za grube, bez kształtu, całe w cellulitisie, albo z żylakami czy odstającymi kolanami. Ramiona są za szerokie, kościste albo przypominają wieszak, a ta blizna po szczepiące?! Szkoda słów. Męskie dłonie, krzywe palce, kruche paznokcie? Małe oczy, żółte zęby, a może krzywe? Usta też jakieś nie takie, za małe, dolna warga nie proporcjonalna do górnej albo odwrotnie. Łokcie szorstkie, stopy za duże, szyja za krótka, włosy jak siano i tak bez końca.. 

 
„Jak ona może narzekać na chude nogi! Lepsze takie, niż moje serdelki!” - brzmi znajomo prawda?
Choćbyśmy miały milion argumentów przemawiających za tym, że wcale nie zazdrościmy posiadaczce ( w tym przypadku ) chudych nóg, gdzieś głęboko w środku, też będziemy chciały takie mieć.

Smuci mnie fakt, że potrafimy krytycznie spoglądać na przyjaciółki , koleżanki, ciotki i mamy.
Załóżmy, że spotykamy się z koleżanką, której nie widziałyśmy 3 miesiące, a ona pierwsze co nam mówi to „Ooo ale Ci oponkę wywaliło”... super! Wszystkie tematy, które planowałyśmy z nią poruszyć, poszły w niepamięć.. teraz będziemy się tłumaczyły, mówiły jak mało jemy, ile ćwiczymy itd. Tak jakby wszystkie inne rzeczy, które w ciągu tych 3 miesięcy się wydarzyły, były mniej istotne od dodatkowych 4 cm w brzuchu :(



A jak to wygląda u mężczyzn? Przyjmijmy ten sam scenariusz co wyżej. Przychodzi 2 kolegów do baru, pada hasło „ O stary ale ty się wielki zrobiłeś (śmiech). A co słychać?”. Na tym koniec tematu dodatkowych kilogramów, pomijając fakt, że taka uwaga w przypadku facetów pada tylko kiedy któryś zrobi się naprawdę duży. Nie mówię tutaj o 5 kg, ale o 10 i więcej. Oczywiście, pewność siebie u mężczyzny nie spada ze wzrostem wagi, oni twierdzą że najważniejszy jest charakter.

Poważnie?!

NIE! Tylko facet może być gruby, może być nieogolony i w dresie. Choćby ważył 130 kg i tak powie, że kobieta mająca np. 8kg za dużo, jest lochą. Miło panowie... bardzo miło :(
Ja np. nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek docinała komuś grubszemu.
Nigdy nie wiesz jaka historia kryje się za otyłością danej osoby, zwłaszcza kiedy jej nie znasz.

Mój wniosek jest następujący, popadamy w swego rodzaju paranoję, a kult ciała jest naszą obsesją. Nasza pewność siebie jest zawsze zachwiana, a otaczająca nas z każdej strony golizna jest przerażająca. Bo np. po co w reklamie mydła pokazują nagą kobietę? Oczywiście nagą i piękną. W reklamach żeli pod prysznic dla mężczyzn, widać tylko ramiona i twarz faceta? Zastanawiające prawda?

Zatracamy równowagę między duchem a ciałem, albo wmawiamy sobie, że ciało jest najważniejsze, albo zupełnie się na nim nie skupiamy. Niestety kluczem do czerpania radości z bycia sobą jest harmonia ducha i ciała.

Kobiety często zapominają o całym świecie, tylko po to, by skupić całą swoją uwagę na pięknym ciele. Niestety, coś kosztem czegoś. Jeżeli zamykamy się w świecie krążącym wokół naszych niedoskonałości, zapominamy o rozwoju duchowym i psychicznym.






Nie oceniam tutaj wszystkich :) Jeżeli ktoś ćwiczy ciało, ale znajdzie też czas na medytację, dobrą lekturę i swoje hobby, to fantastycznie. Obyśmy wszyscy znaleźli taki sam złoty środek. 

Jednak, przerażają mnie dziewczyny, które zamiast dbać o siebie, po to by czuć się dobrze we własnym ciele, robią to żeby dobrze wyglądać w zestawie mini + kozaczki na najtańszych w miesicie baletach :( 
Przecież nie na takim wizerunku nam zależy, prawdziwa kobieta to styl, szyk i seks. A nie gwiazdka porno :/
(piszę 'gwiazdka' bo dla mnie samo określenie 'gwiazda porno' to po prostu synonim ku*wy).

 
Jesteśmy warte więcej niż nam się wydaje. Jeżeli mężczyźni nie ślinią się na nasz widok, to wcale nie znaczy że jesteśmy brzydkie! Nie wolno nam zatracać się w świecie ciała i nie ma sensu skupianie całej swojej uwagi na wyglądzie. Owszem, dbajmy o siebie, ćwiczmy, odżywiajmy się zdrowo.. ale pamiętajmy, że ładne opakowanie tylko na początku robi wrażenie, najważniejsza jest zawartość. Raz otwarte powinno nieustannie przyciągać uwagę.



Nie warto układać swojego życia pod media i mężczyzn. Jesteśmy kobietami, powinnyśmy skupiać się na tym co dla nas najważniejsze:



na kochanych dzieciaczkach :)  



 na sukcesie :)



 na naszych pasjach :)


Nie zatracajmy radości z życia tylko dla tego, że nie jesteśmy podobne do jakieś tam gwiazdeczki za która wariują faceci.

Mogłabym o tym napisać książkę :D Ale ten wpis jest już i tak zdecydowanie za długi.. możliwe, że któregoś dnia cdn. :)

Jak zrozumieć kobietę

dlaczego kobiety chcą być chude

dlaczego kobiety się odchudzają




sobota, 7 września 2013

Grill na diecie - warzywne szaszłyki i inne :)

Grill na diecie, czyli szaszłyki z warzyw, kukurydze i inna zielenina :)


Wyglądam przez okno i nie mogę wyjść z podziwu, jak cudownie świeci słoneczko jesienią :)

Wczoraj cały dzień spędziłam na nogach, dzisiaj planuję dokładnie to samo! Nie będę kręciła się na orbitreku! Wychodzę:) Popołudniu czeka mnie rodzinny grill, ale nie będą to dla mnie 4h z kiełbasą.

Wspominałam wcześniej, że zdecydowanie ograniczam mięso, dlatego dzisiaj na grillu pojawią się warzywne szaszłyki ,kukurydza i warzywka duszone w folii aluminiowej. 

Przepis na szaszłyki z warzyw... nie ma takiego. W tym przypadku możemy na patyczek wbić po kawałku wszystkiego :) Pieczarki, cebulę, paprykę, cukinię, kabaczki, ziemniaczki (opcjonalnie), szparagi, marchewki, pietruszki, kalafiory, brokuły itd. itd. 



Przepis na kukurydzę ? Banalne! Kukurydzę zawinąć w folię aluminiową, położyć na grillu i czekać :) Ja najczęściej czekam ok 60 min. Można ją tak samo zapiekać na aluminiowej tacce, lub po prostu bezpośrednio na grillu.



Przepis na warzywa duszone ? Swoją ulubioną mieszankę warzyw pokroić w dosyć cienkie plastry, położyć na folii, przyprawić, zawinąć i grillować :) Tutaj, tak samo jak w przypadku kukurydzy, można je pokroić w grubsze plastry i zapiekać bezpośrednio, lub piec na tacce.

Oto cała filozofia. Grill nie musi być strasznym wyzwaniem dla dietkowiczów, przecież też mamy prawo się smacznie najeść! 

Smacznego :)





piątek, 6 września 2013

Z cyklu – niedoceniane warzywa i owoce – agrest

Agrest - co zawiera i czym jest kwas bursztynowy?  




Wiem, że nie wszyscy lubią podjadać ten kwaśny owoc prosto z krzewu, ale na pewno nie pogardzą pysznymi przetworami z agrestem w roli głównej. Bo kto nie chciałby wpałaszować agrestowego ciasta, kisielu czy galaretki? Albo najzwyczajniej w świecie, opić się sokiem agrestowym? Pyszności :)

Agrest swój kwaśny smak zawdzięcza zawartym w nim kwasom, cytrynowemu i jabłkowemu. Zawiera minerały i pierwiastki śladowe, takie jak potas, wapń, fosfor, krzem, sód, żelazo i magnez. Jest bogatym źródłem witamin E, C, tych z grupy B oraz prowitaminy A.


Dzięki swoim właściwościom moczopędnym, skutecznie oczyszcza organizm ze szkodliwych produktów przemiany materii. Przyspiesza i poprawia metabolizm, reguluje zatem apetyt i procesy trawienne jednocześnie zwiększając wydzielanie żółci.


Badania dowodzą, że kwas bursztynowy, którego najwięcej znajdziemy w agreście, morelach i czarnych jagodach, normalizuje przemianę materii, wzmacnia organizm, usprawnia proces przemiany energii w komórkach mózgu, wątroby i serca. Ma również wpływ na poprawę nastroju i pamięci, a także spowalnia proces starzenia.


Podsumowując …. jutro idę na działkę i zjem cały agrest :D




Na prośbę - Wykład o błonniku – czym jest, w czym jest i jak włączyć go do diety?

W czym jest błonnik, w jakim celu go stosować? Błonnik na odchudzanie.

Odpowiedź na pytanie zawarte w komentarzu, przy wpisie o siemieniu lnianym.

Zacznę od tego, że jestem fanką błonnika :) o ile można tak powiedzieć, bo zdecydowanie ułatwia mi życie.






Krótka historia.

Początek mojego odchudzania nie był wcale taki łatwy, ciągle byłam głodna – wielka i głodna :)
Po długich poszukiwaniach dowiedziałam się, że suplementacja błonnikiem powinna pomóc, ponieważ pęcznieje on w żołądku i daje uczucie sytości. W tym samym czasie dowiedziałam się również że mam zespół jelita drażliwego, wprawdzie błonnik planowałam nabyć w celach „odchudzających” jednak zalecenie lekarza po prostu przyspieszyło moją decyzję. No i oczywiście działał on dokładnie tak ja opisano. Minęło 6 lat, a ja dalej 'jem' błonnik, bo teraz mam endometriozę na jelicie :( - bardzo przykra sprawa i bardzo bolesna bez błonnika :)







Kiedy polecam zakup czystego błonnika? Kiedy występują zdiagnozowane dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego. 









Kiedy polecam włączyć do diety produkty bogate w błonnik? Zawsze! A szczególnie kiedy występują wszelkiego rodzaju, 'delikatne' problemy, takie jak zgagi, biegunki, zaparcia czy ogólne uczucie ciężkości.







Czym jest błonnik? Pisałam o tym wcześniej, ale niech stracę postaram się w skrócie przypomnieć :)

Błonnik jest roślinną substancją, której nasz organizm nie trawi. Jest to włókno pokarmowe, które nie powoduje zwiększenia ilości składników odżywczych w organizmie i mogłoby się wydawać zbędne w diecie. Nic bardziej mylnego!

Bla bla bla... odnośnik do tematu o błonniku, jego właściwościach itd. :)

Jak wprowadzić go do codziennej diety?
Najlepiej zapoznać się z tabelami zawartości błonnika i wprowadzać pojedyncze produkty do swojego jadłospisu.

Tutaj podana zawartość błonnika w 100g produktu.

 

Warzywa strączkowe suche
Fasola azuki
4,3
Fasola biała
15,7
Fasola czerwona
25
Fasola pstra
4,3
Groch
15
Soczewica czerwona
8,9
Soja
15,7

Warzywa i grzyby
Awokado
6,7
Bakłażany
3,3
Botwina
4,4
Bób
5,8
Brokuły
2,5
Brukselka
5,4
Buraki
2,2
Cebula
1,7
Chrzan
7,3
Cukinia
1
Cykoria
1
Czosnek
4,1
Dynia
2,8
Endywia
2,2
Fasola szparagowa
3,9
Groszek zielony
6
Jarmuż
2
Kabaczek
1,1
Kalafior
2,4
Kalarepa
2,2
Kapusta biała
2,5
Kapusta czerwona
2,5
Kapusta pekińska
1,9
Kapusta włoska
2,6
Karczochy
5,4
Koper ogrodowy
6,1
Kukurydza
2,4
Lucerna kiełki
2,4
Marchew
3,6
Ogórek
0,5
Papryka
2
Pasternak
4
Pędy bambusa
2,2
Pieczarka
2
Pietruszka korzeń
4,9
Pietruszka liście
4,2
Pomidor
1,2
Por
2,7
Rabarbar
3,2
Rzepa
3,5
Rzeżucha
3,3
Rzodkiewka
2,5
Sałata
1,4
Seler korzeń
4,9
Seler liście
1,8
Soczewica kiełki
3
Soja kiełki
2,6
Szczaw
2,6
Szczypiorek
2,5
Szparagi
1,5
Szpinak
2,6
Ziemniaki
1,5

Słodycze
Babka biszkoptowa
0,9
Baton Bounty
5,4
Baton Kit Kat
1,9
Baton Mars
1
Baton Milky Way
0,5
Baton Snickers
2,9
Baton Twix
1
Chipsy bekonowe
8,7
Chipsy paprykowe
8,4
Ciasto drożdżowe
1,6
Czekolada deserowa
1,4
Czekolada gorzka
1,7
Czekolada mleczna
0,7
Czekolada mleczna z orzechami
0,4
Czekolada nadziewana
0,3
Delicje szampańskie
0,7
Eklery z bitą śmietaną
0,5
Herbatniki
1,3
Jagodzianki
2,1
Kakao proszek
5,7
Keks bakaliowy
3,6
Markizy
1,2
Paluszki
1
Pierniczki w czekoladzie
2
Piernik z bakaliami
2,7
Ptysie z bitą śmietaną
0,3
Sernik z rodzynkami
0,8
Wafle nadziewane
1,2

Przetwory warzywne
Fasolka szparagowa cięta konserwowa
2,4
Fasolka flageolet konserwowa
6,7
Frytki ziemniaczane
2,9
Groszek zielony konserwowy
5,7
Ketchup
3,2
Kiszona kapusta
2,1
Koncentrat pomidorowy 30%
2,8
Kukurydza konserwowa
3,9
Ogórek kiszony
0,5
Papryka czerwona konserwowa
1,8
Pędy bambusa konserwowe
1,4
Popcorn
10

Produkty zbożowe i śniadaniowe
Bułka tarta
6,1
Chrupki kukurydziane
7,6
Kiełki pszenne
4
Mąka pszenna typ 500
2,6
Musli owocowe
8
Musli z rodzynkami i orzechami
9,7
Otręby pszenne
42,4
Płatki jęczmienne
9,6
Płatki kukurydziane
6,6
Płatki owsiane
6,9
Płatki pszenne
10,1
Płatki żytnie
11,6
Ryż preparowany
5
Przetwory owocowe
Ananas w syropie
1
Brzoskwinie w syropie
0,9
Dżem owocowy niskosłodzony
0,8
Dżem owocowy wyskosłodzony
0,9
Powidła śliwkowe
1,8

Pieczywo
Bułki grahamki
5,4
Bułki kajzerki
2,1
Bułki maślane
2
Bułki pszenne zwykłe
2,1
Bułki wrocławskie
2
Chałka
2
Chleb graham
5
Chleb baltonowski
4,7
Chleb chrupki
6
Chleb mazowiecki
4,6
Chleb praski
4,7
Chleb pumpernikiel
6,4
Chleb wiejski
4,7
Chleb zwykły
4,9
Chleb żytni jasny
4,7
Chleb żytni pełnoziarnisty
6,1
Chleb żytni razowy
5,9
Chleb żytni razowy na miodzie
5,4
Chleb żytni razowy z soją i słonecznikiem
6,5
Chleb żytni staropolski
5,3
Pieczywo tostowe
2,1
Rogale maślane
2

Orzechy i nasiona
Dynia
1,9
Kasztany jadalne (marony)
6,8
Mak
20,5
Migdały
12,9
Orzechy arachidowe
7,3
Orzechy kokosowe świeże (miąższ)
13,6
Orzechy kokosowe suszone (miąższ)
23,5
Orzechy laskowe
8,9
Orzechy nerkowca
1,5
Orzechy pekan
2,3
Orzechy pistacjowe
6,1
Orzechy włoskie
6,5
Orzeszki ziemne
8,1
Sezam
9,1
Słonecznik
6
Wiórki kokosowe
21,1

Owoce suszone
Suszone banany
6,4
Suszone brzoskwinie
14,3
Suszone daktyle
8,7
Suszone figi
12,9
Suszone jabłka
10,3
Suszone morele
10,3
Suszone rodzynki korynckie
6,5
Suszone rodzynki sułtańskie
7
Suszone rodzynki zwykłe
6,8
Suszone śliwki bez pestki
16,1
Suszone śliwki z pestką
9,4

Owoce
Agrest
3
Ananas
1,2
Arbuz
0,3
Banany
1,7
Borówki
1,1
Brzoskwinia
1,9
Cytryna
2
Czarne jagody
3,2
Czereśnie
1,3
Daktyle
8,7
Figi
2,5
Grejfrut
1,9
Gruszka
2,1
Jabłko
2
Jeżyny
7,3
Kiwi
2,1
Maliny
6,7
Mandarynki
1,9
Mango
1,5
Marakuja
15,9
Morele
1,7
Morwy
1,7
Nektarynki
1,2
Papaja
1,8
Pomarańcza
1,9
Porzeczki białe
6,4
Porzeczki czarne
7,9
Porzeczki czerwone
7,7
Poziomki
2
Renklody
2,6
Śliwki
1,6
Truskawki
1,8
Winogrona
1.5
Wiśnie
3
Żurawiny
4,6

Kasze i ryż
Kasza jaglana
3,2
Kasza jęczmienna perłowa
6,2
Kasza jęczmienna pęczak
5,4
Kasza gryczana
5,9
Kasza manna
2,5
Ryż biały
2,4
Ryż brązowy
8,7
Makarony
Makaron bezjajeczny
2,7
Makaron dwujajeczny
2,6
Makaron czterojajeczny
2,8

Wg WHO dorosły człowiek powinien średnio dostarczać swojemu organizmowi 20-40g błonnika dziennie, trzeba jednak pamiętać że jest to wartość uśredniona. Panuje tutaj prosta zasada, im więcej jesz tym więcej potrzebujesz błonnika.


W przypadku konieczności zażywania błonnika 'aptecznego' :)

Jedną łyżkę błonnika wypijać z wodą, dodawać do jogurtów lub zjadać na sucho popijając przynajmniej 0,5 litra wody.
Najlepiej zażywać go ok 1h przed posiłkiem, w innym przypadku składniki odżywcze z pokarmu nie zostaną do końca przyswojone.
Przyjmowanie błonnika w czystej formie np. proszku, odczuwa się bardzo szybko. Jeżeli przyjmiemy go zgodnie z zaleceniami na opakowaniu, możemy mieć pewność, że w ciągu 2- 3 dni nasze jelitka zostaną oczyszczone :) Nawet kiedy nie mamy potrzeby przyjmowania go codziennie, zawsze warto raz bądź dwa razy w miesiącu zrobić sobie takie 2-3 dni dodatkowej suplementacji błonnikiem.

Wiem, że się powtarzam, ale prawidłowo funkcjonujący ludzki organizm, sam pozbywa się toksyn, a robi to przy pomocy jelit – zwłaszcza jelita grubego. Jeżeli, nasza dieta jest uboga w błonnik i pojawiają się problemy z wypróżnianiem, należy go natychmiast dostarczyć. Ponieważ
toksyny zalegające w jelicie zostają ponownie przez nie wchłaniane, zamiast zostać wydalone, wędrują sobie po naszych komórkach i 'sieją zło' :)

Jaki 'apteczny' błonnik polecam?

  • błonnik owsiany (S.P.R.P GAL L.P.MŁ. Marek s.j.) - 150 g
  • błonnik 90 (Ekoprodukt) – 100 lub 200g
  • len mielony (Oleofarm) – 2x200g – wprawdzie nie jest to czysty błonnik, ale zawiera go naprawdę dużo, a oprócz tego ma wiele innych właściwości → http://jakschudlam50kg.blogspot.com/2013/09/na-odchudzanie-siemie-lniane-i-len.html



Myślę, że nie warto przepłacać za dodatki, których pełno w Xennach, Colonach i innych prawie błonnikach :) Wiem, że mają gorsze działanie, bo je też zdążyłam wypróbować w ciągu ostatnich 6 lat :)

Jak się przedstawia kwestia tabletek z błonnikiem.. hmmm
szczerze mówiąc, nie najlepiej. Przyjmowałam takie cudeńka zanim zaczęłam kupować proszki, ale zupełnie na mnie nie działały, było dokładnie tak jak bez błonnika.

Podsumowując, w moim przypadku po wprowadzeniu do diety dodatkowego błonnika, zupełnie ustąpiły bóle i krwawienia związane z wypróżnianiem, można powiedzieć 'ogólna ulga' :) Oczywiście proszek, tak jak obiecywano, pęcznieje w żołądku i faktycznie daje uczucie sytości – przynajmniej na jakiś czas.

Jedyna rada, jeżeli ktoś zdecyduje się na przyjmowanie takiego produktu, to może lepiej niech zacznie od weekendu :) Nie mam zielonego pojęcia, kto ma co w jelitach, ale nie chcę później spotkać się negatywną reakcją, bo okaże się że ktoś w ciągu 8h w pracy 3 spędził w WC :P