środa, 22 października 2014

Prosty sposób na przygotowanie kaszy



 Jak gotować kasze...

Kasza, kasza i jeszcze raz kasza :)

 


Dzisiaj chciałabym zaproponować Wam prosty sposób na kasze.

Możliwe, że już go znacie ale dla mnie to absolutna nowość.  

Gotowanie kaszy bywa uciążliwe, ile razy klepałyśmy w google „ile szklanek wody na szklankę (jakiejś tam) kaszy”,” ile minut gotuję się kaszę”, „jak gotować kaszę jaglaną”.. 

A po zakończeniu gotowania, zaskoczenie.. kasza i tak za twarda/ miękka/lepka no i klawiatura cała pokryta żarciem. 

Ale koniec z tym!

Całkiem niedawno, przy okazji rozmowy o kaszy, koleżanka zdradziła mi swój sekret.

Tutaj podziękowania dla „koleżanki” :)

 

Przed wyjściem do pracy wsypuje kaszę do termosu i zalewa ją w odpowiedniej proporcji wodą ( dla mnie 1 szklanka kaszy na 2 szklanki wody)! W ten sposób po powrocie do domu ma gotową, ciepłą i idealnie przygotowaną kaszę do obiadku.

 

Postanowiłam spróbować.. jaki wniosek? Banalnie proste, wygodne, kasza idealnie sypka, zero ziarenek pod klawiaturą, a dla oszczędnych dodatkowy plus – mniejsze zużycie gazu i wody, bo i zmywania niewiele :)



Prosty sposób, który mogłabym zachwalać godzinami, tylko po co?




Spróbujcie same :)

 

 

Jak gotuje się kasze

ile minut gotować kaszę

ile szklanek wody na szklankę kaszy 

jak ugotować kaszę 

jak ugotować kaszę jaglaną gryczaną jęczmienną kuskus bulgur

czwartek, 19 czerwca 2014

Klasyczny rower, a rower treningowy..



Klasyczny rower, a rower treningowy..


Dawno dawno temu, w moim domu stał i kurzył się rowerek treningowy – zwany również stacjonarnym.  Nie jestem nawet w stanie zliczyć ile razy próbowałam się do niego przekonać, wsiadałam i pedałowałam.. ale po 15 minutach dostawałam świra i uciekałam przed komputer.. Tylko po to, aby następnego dnia spróbować raz jeszcze.
Wiem, że rowerek stacjonarny jest ulubieńcem wielu kobiet, wygodny, cichy, a w trakcie „jazdy” można sobie pooglądać TV.  
 


Dlaczego napisałam „jazdy” ? Bo wg mnie ćwiczenie na rowerku stacjonarnym nigdy nawet nie leżało obok klasycznej rowerowej przejażdżki. 
Oczywiście nie twierdzę tutaj, że rower treningowy jest gorszy, albo nie warty uwagi. Myślę jednak, że kalkulatory spalania kalorii – których pełno w sieci – nie są wiarygodne, właśnie w kategorii „jazda na rowerze”. 

Skąd ta pewność? 

Otóż tocząc się na rowerku stacjonarnym przez 60 min ze średnią prędkością 20 km/h mój organizm nie jest w stanie wycisnąć nawet kropelki potu.. tutaj muszę podkreślić, że pocę się bardzo, bardzo, bardzo rzadko.. 
Natomiast kiedy jadę na klasycznym rowerze przez 60 min i w tym czasie robię 20 km, mam zupełnie mokre plecy i brzuch, czuję przyjemne mrowienie w nogach a mój tyłek dochodzi do siebie jeszcze przez następne 60 min – co nie dzieje  się w przypadku roweru treningowego. 

Jazda na rowerze po za domem, to nierówności terenu, wredny przeciwny wiatr, wspaniałe pobocza, na których utrzymanie kierownicy wymaga sporej pracy rąk, polne drogi i wiele innych. Za to trening na stacjonarnym to telewizor/muzyka i co najwyżej zmiana tempa i obciążenia. Dlatego uważam, że rower klasyczny jest zdecydowanie lepszy od swojego domowego odpowiednika.

Mój wniosek jest następujący kategoria „ jazda na rowerze” w przypadku w/w kalkulatorów przedstawia realne ilości spalonych kalorii tylko w przypadku jazdy na prawdziwym rowerze… No chyba, że ktoś naprawdę zagina czasoprzestrzeń na stacjonarnym :)

 
Za mną dzisiaj ok 800 kalorii, a jak do tej pory z 400 km do przejechania w ciągu miesiąca zrobiło się 330 km :) Jutro 12h pracy, ale w weekend znów wskakuję na moje 2 kółka! 

rower klasyczny a rowerek stacjonarny

na odchudzanie

jak schudłam

jak schudnąć

wyzwanie rowerowe 

kalkulator kalorii

kalkulator spalania kalorii 

piątek, 13 czerwca 2014

Wyzwanie rowerowe - Czyli jak się ruszać kiedy lekarz zabronił..



Już wcześniej pisałam, że do końca leczenia nie wolno mi ćwiczyć. Długo się zastanawiałam, jak włączyć do codzienności odrobinę aktywności. Oczywiście internet mnie nie zawiódł i odpowiedź znalazła się stosunkowo szybko.
Nie myślę już nawet o odchudzaniu, bo przy tak silnych hormonach nawet nie warto… Dokładnie to samo powiedział mi dietetyk, więc na tym zakończmy temat diet, wyczerpujących ćwiczeń, czy sałateczek – bo właśnie nimi się żywię, a i tak tłuszczyk rośnie na potęgę.

No ale, wracając do tematu aktywności.. 

Na pierwsze miejsce w wyszukiwarce wskoczył po prostu ROWER..
Poczytałam, pooglądałam, policzyłam i doszłam do wniosku, że koniecznie muszę załatwić  takie dwa kółka! Przypomniałam sobie, że jeszcze kilka lat temu wycieczki po 40 km pojawiały się w moim kalendarzu naprawdę regularnie.  Niestety mój rower przepadł bez wieści, a o towarzystwo na przejażdżki było coraz trudniej.


Po dociekliwym (2tygodniowym) śledztwie rower odnalazł się, cały ale nie zdrowy. Do pełni świetności jeszcze sporo mu brakuje, ale jeździ. Nie mam licznika,  a łańcuch spadł mi 3 razy w ciągu 50 min… ale przejechałam 15 km  i poczułam się fantastycznie ! Co najważniejsze, nic mnie nie bolało, nie swędziało i nie kłuło :)

Tak więc postanowiłam, do urlopu zrobić 400 km.. no w zasadzie już 385. Nie wiem w jakim stopniu to pomoże mojej sylwetce (obecnie błagającej o zakończenie przyjmowania leków – najlepiej oczywiście z pozytywnym skutkiem), ale wiem że  regularne przejażdżki poprawią mi samopoczucie :)

Zatem, jaki wpływ na organizm ma rower? A właściwie rowerowe wycieczki :)
- Poprawia kondycję
- poprawia samopoczucie - endorfiny
- kształtuje sylwetkę 
- zmniejsza poziom złego cholesterolu
- poprawia wydolność wielu organów (zwłaszcza płuc)
- poprawia krążenie
- przy odpowiednim ustawieniu siodełka i kierownicy ma wspaniały wpływ na kręgosłup
-  zwiększa siłę mięśni
- pomaga pozbyć się tłuszczu i cellulitu
- pomaga utrzymać stawy w dobrej formie
- poprawia się wygląd naszej skóry, czyli zdrowa promienna cera

Same zalety prawda?  Tak więc, z okazji dnia wolnego od pracy, z wizją 2x12h postaram się wykorzystać ten dzień jak najlepiej i za jakieś 2h wskakuję na rower :)
Kto wie, może za jakiś czas znajdę kilka groszy, które zainwestuję w rower i bez obaw będę mogła wyjechać po za miasto :)


Odpowiedzi na możliwe pytania:
 - Skąd wiem ile przejechałam? Z google maps :)
 - Jaki mam rower? Zwykły, żółto- niebieski :)
 - Jakie lubię wycieczki? Dalekie, ale sama na takim rowerze boję się jechać 20 - 30 km  poza  miasto :)

Wpływ roweru na zdrowie

Jak wpływa jazda rowerem na organizm

wyzwanie rowerowe 2014 

jak jeździć na rowerze

rower na odchudzanie

jak schudnąć 

 

Odchudzanie

Jak schudnąć

Jak schudłam



piątek, 2 maja 2014

Tymczasem u mnie..

Podczas wielu miesięcy walki o nową pracę uświadomiłam sobie, że znalezienie jej na dzień dzisiejszy graniczy z cudem. W miasteczku takim jak moje ( ok 70 tys) miejsc pracy jest niewiele, a bezrobotni wyrastają jak grzyby po deszczu.

W kwietniu byłam na dwóch rozmowach ( to naprawdę dużo jak na naszą mieścinę ), na pierwszej miałam starać się o pracę kasjerki w punkcie banku, tak się składa że już to robiłam i wiem doskonale na czym owa praca polega, przychodzi klient wpłaca albo wypłaca pieniążki... to tyle.

Ku mojemu zaskoczeniu rozmowa nabrała bardziej charakteru przesłuchania na komisariacie, stanęły nade mną 3 babeczki i zaczęły maltretować pytaniami z podręcznika od haeru... żal i smutek ogarnął moją duszę, a cała rozmowa zakończyła się klapą, nie jestem w stanie udawać, że zdaję sobie sprawę jak wiele umiejętności wymaga taka praca... bo byłoby to większym kłamstwem niż 2+2=5 . No i oczywiście nie dam sobie wcisnąć pełnej odpowiedzialności za najniższą krajową..

Tydzień później zadzwonił telefon, sprzedawca E papierosów na pasażu. No może nie jest to robota marzeń ale wymagań nie mieli prawie wcale, rozmowa trwała 3 minuty i już na 2 dzień wiedziałam że mam tę pracę...

Ale, no właśnie ALE!
Wg ogłoszenia umowa o pracę na pełny etat, na rozmowie sprostowanie – zlecenie ( ale z szansą na umowę), nie jest to do końca moje marzenie, ale pomyślałam co mi tam? Pieniądze na drzewie nie rosną to idę.. No i poszłam..
Oczywiście moje nadzieje na umowę o pracę zostały zgaszone bardzo szybko, moja zmienniczka robi tutaj ponad rok i cały czas ciśnie śmieciową. Zero premii, bonusów i równe jak od linijki 1200 zł miesięcznie, praca świątek, piątek i niedziela, bez urlopu oczywiście i broń Cie Panie Boże od choroby bo L4 jest tutaj traktowane jak wypowiedzenie...
TRUDNO – pomyślałam i poszłam do pracy, w pierwszym tygodniu poznałam 3 dziewczyny, które robią za 5 zł/h – o zgrozo! W 2 tygodniu dostałam uczulenia na „Zeskanuj swoją kartę clubcard”, a pod koniec trzeciego zorientowałam się, że pracuję na czarno...
Zadzwoniłam zatem do szefa, pospieszyć go z wypisaniem umowy. W odpowiedzi usłyszałam „ A czego Ty się boisz, że Ci nie zapłacę? Możesz przecież w każdej chwili wyciągnąć pieniądze z kasetki i uciec”... Nie do końca tego się spodziewałam, ale zawsze to jakaś myśl :)

I tak sobie siedzę, w majówkę po 12h dziennie słońce widzę tylko z samego rana – o ile nie ma mgły. Następny dzień mam wolny, ale jestem padnięta i wolny czas ucieka mi przez palce zanim się rozbudzę wstaję na następne 12h pracy. Nie mam jak zrobić sobie kawy ani herbaty, na stoisku nie ma nawet czajnika. Na cotygodniowe rozliczenie stanowiska muszę przynosić swojego laptopa, a żeby wysłać owe rozliczenie jestem zmuszona prosić się ludzi z innych sklepów i stanowisk o chwilowy chociaż dostęp do internetu... Toaleta, co tu dużo mówić każdy wie jak wyglądają kibelki w tesco, klucz do pracowniczego wc? Zapomnij, firma nie zapłaci za dorobienie – muszę go wyrobić na własny koszt.

Może gdybym miała 20 lat taka praca mogłaby mnie satysfakcjonować.. niestety mam 26 i w tym momencie czuję się już wykorzystywana.. 

Za dużo opowiadania..
chciałam pracę, mam pracę, a w pracy szukam pracy...