Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O ludziach.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą O ludziach.... Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 marca 2015

Dawno mnie nie było.. ale odchudzam się dalej :)

Witam wszystkich po bardzo długiej przerwie..
na którą składało się naprawdę dużo złego.

Ale .. ale ale..
blog jest o odchudzaniu! I niech tak zostanie :)

Wcześniej pisałam o mojej chorobie (endometriozie) torbielach i im podobnych, sytuacja w skrócie wygląda następująco.
Torbiel jak była tak jest, raz duża raz większa, po przybyciu do szpitala ze skierowaniem na operacje zostałam poinformowana o możliwych konsekwencjach takiego zabiegu, a następnie odesłana do domu z zaleceniami dalszego przyjmowania hormonów – to już ponad rok na tabletkach – o zgrozo!

A tabletki jak tabletki..
Apetyt wilczy, tłuszcz odkłada się w zastraszająco szybkim tempie, cellulit jak 150! Cera jak u nastolatki (wulkany i im podobne są na porządku dziennym), potworna wysypka na całych nogach (krew, pokrzywka, strupy), a nastawienie... jak u seryjnego mordercy.

Temat rzeka pełen niesmacznych opisów, wróćmy więc do odchudzania,

Jakiś czas temu doszłam do prostego wniosku - najwyższa pora zacząć myśleć o sobie.. Nie przejmować się innymi i robić to co dla mnie najlepsze. Łatwo pomyśleć, ciężko przejść do realizacji.
Skąd taki problem? Otóż od kilku lat, nieustannie myślałam tylko jak dogodzić innym, wielokrotnie rezygnowałam z aktywności fizycznej, przygotowania zdrowego posiłku czy chociażby nałożenia maseczki na twarz.. bo czas, czas, czas.. bo są inni i czekają. Tym sposobem ćwiczenia zaplanowane na godzinę 16 w poniedziałek, wykonywałam o 17 w piątek, przygotowanie zdrowych posiłków na kilka dni do przodu, zmieniłam na smażenie tłustych kotletów i frytek. Nie szłam na spacer, bo trzeba było zrobić 4 prania. Cały czas pojawiały się zachcianki innych, a ja posłusznie je spełniałam odbierając sobie możliwość zadbania o samą siebie.



Byłam z tego powodu rozżalona i niesamowicie zła. Aż wreszcie pewnego zimnego, grudniowego dnia coś we mnie wybuchło. Naprawdę ciężko to opisać, następnego ranka otworzyłam oczy i wszystko stało się oczywiste, CHCESZ BYĆ SZCZĘŚLIWA? MYŚL O SOBIE! Takie nastawienie towarzyszy mi od ponad dwóch miesięcy.
Zaplanowałam wielkie zmiany w moim życiu i postawiłam sobie nowe cele, niektóre tak nieprawdopodobne, że sama sobie gratuluje pomysłu :)




Powoli ale stanowczo wprowadzam je w życie.


W związku z tym od 7 tygodniu uparcie i regularnie ćwiczę – siłowania, hantle (2x 5 kg) i od kilku cieplejszych dni, rower.
Minimalny czas ćwiczeń to ok 50-60 min – hantle, 60-120 min – rower i siłowania ok 60-120 min. Chociaż ćwiczenia na siłowni ostatnio odpuściłam na rzecz roweru :) Przede wszystkim dlatego, że na tam robiłam głównie cardio, a przejażdżka rowerem to przecież najzdrowsze cardio jakie można sobie zafundować.









Jak często ćwiczę?

5-6 dni w tygodniu, reguła jest prosta 3 dni ćwiczeń 1 dzień przerwy. Chociaż często w dniu przerwy i tak przejadę się na rowerze lub wyskoczę na 2 godzinny spacer.

Jednego dnia zrobię tylko hantle, kolejnego tylko cardio. Przy pięknej pogodzie i lepszym samopoczuciu i jedno i drugie.

Suplementacja? 

Jedynie naturalna, przyjmuję raz dziennie mix składający się z łyżki stołowej młodego jęczmienia, łyżeczki kurkumy, łyżeczki imbiru oraz soku z jednej cytryny. - nieprawdopodobnie ohydne, ale staram się spożywać tę miksturę regularnie.

Właściwości młodego jęczmienia



W zielonym jęczmieniu znajdziemy witaminy z grupy B, antyoksydanty, wapń, żelazo, cynk i magnez. A ponadto w łodygach tej rośliny – chlorofil oraz naturalne hormony. Jest on również pełen aminokwasów, których organizm sam nie produkuje.

Młody jęczmień działanie:
-przeciwwirusowe
-przeciwnowotworowe



-przeciwzapalne

Wpływa odkwaszająco na organizm, zatem sprzyja utrzymaniu równowagi kwasowo-zasadowej.
Do tego ( jak każda zieleninka) jest źródłem błonnika rozpuszczalnego, który obniża stężenie cholesterolu we krwi oraz przyspiesza metabolizm tłuszczu.


Właściwości kurkumy


„Lecznicze działanie kurkumy
Dzięki właściwościom żółciotwórczym, bakteriobójczym, przeciwzapalnym i antyoksydacyjnym, kurkuma pomaga chronić wątrobę, wspomaga trawienie i wspiera naturalne mechanizmy odtruwające.
Kurkumina wykazuje działanie przeciwnowotworowe. Odkryto, że związek doprowadza do apoptozy, czyli naturalnego procesu zaprogramowanej śmierci zużytych lub uszkodzonych komórek, które mogłyby stać się źródłem nowotworzenia. Na Uniwersytecie Stanu Michigan przeprowadzono badania, które sugerują, że kurkumina może zapobiegać postępującej degeneracji komórek mózgowych, charakterystycznej między innymi dla choroby Alzheimera i parkinsonizmu. Ekstrakt z kłącza kurkumy jest w stanie przeniknąć przez barierę krew-mózg i zapobiegać tworzeniu się patologicznych skupisk uszkodzonych białek, będących jedną z przyczyn chorób neurodegeneracyjnych.”



Właściwości imbiru


  • pomaga łagodzić mdłości
  • zmniejsza bóle miesiączkowe
  • ułatwia trawienie
  • leczy migreny i przeziębienia
  • ma działanie przeciw-obrzękowe
  • poprawia krążenie krwii
  • zwiększa koncentrację





Sok z cytryny..

tutaj chyba nie muszę pisać o jego cudownych właściwościach :) Wszystkie je znamy.

Efekty.

Czy zauważyłam jakieś efekty?
Osobiście, tylko boczki jakby się zmniejszyły ( nie wylewają się jak wielkie buły ze spodni ). I te wielkie pączki pod biustonoszem jakby zmalały :)
Kg? Nie ważę się, przy ćwiczeniach z ciężarkami waga nie jest dobrym sposobem na mierzenie postępów, ponieważ mięśnie ważą więcej od tłuszczu.

Za to moje samopoczucie... 
 
Z dnia na dzień czuję się lepiej, wszystko jest bardziej kolorowe i pozytywne. Mam dużo siły i chęci do wszystkiego, a ćwiczenia?
Pierwsze 4 tygodnie były katorgą.. tak strasznie mi się nie chciało. A teraz? Już nie mogę się doczekać dzisiejszej serii squatów z hantlami.

Czy to wszystko? 

Nie wiem :) Ale spieszę się bardzo, a chciałabym już opublikować ten wpis.

Pozdrawiam cieplutko i życzę dużo motywacji i wytrwałości :) 

młody jęczmień właściwości kurkuma imbir odchudzanie jak schudłam aktywność fizyczna jak ćwiczyć żeby schudnąć suplementacja ćwiczenia motywacja chcesz być szczęśliwa myśl o sobie




piątek, 2 maja 2014

Tymczasem u mnie..

Podczas wielu miesięcy walki o nową pracę uświadomiłam sobie, że znalezienie jej na dzień dzisiejszy graniczy z cudem. W miasteczku takim jak moje ( ok 70 tys) miejsc pracy jest niewiele, a bezrobotni wyrastają jak grzyby po deszczu.

W kwietniu byłam na dwóch rozmowach ( to naprawdę dużo jak na naszą mieścinę ), na pierwszej miałam starać się o pracę kasjerki w punkcie banku, tak się składa że już to robiłam i wiem doskonale na czym owa praca polega, przychodzi klient wpłaca albo wypłaca pieniążki... to tyle.

Ku mojemu zaskoczeniu rozmowa nabrała bardziej charakteru przesłuchania na komisariacie, stanęły nade mną 3 babeczki i zaczęły maltretować pytaniami z podręcznika od haeru... żal i smutek ogarnął moją duszę, a cała rozmowa zakończyła się klapą, nie jestem w stanie udawać, że zdaję sobie sprawę jak wiele umiejętności wymaga taka praca... bo byłoby to większym kłamstwem niż 2+2=5 . No i oczywiście nie dam sobie wcisnąć pełnej odpowiedzialności za najniższą krajową..

Tydzień później zadzwonił telefon, sprzedawca E papierosów na pasażu. No może nie jest to robota marzeń ale wymagań nie mieli prawie wcale, rozmowa trwała 3 minuty i już na 2 dzień wiedziałam że mam tę pracę...

Ale, no właśnie ALE!
Wg ogłoszenia umowa o pracę na pełny etat, na rozmowie sprostowanie – zlecenie ( ale z szansą na umowę), nie jest to do końca moje marzenie, ale pomyślałam co mi tam? Pieniądze na drzewie nie rosną to idę.. No i poszłam..
Oczywiście moje nadzieje na umowę o pracę zostały zgaszone bardzo szybko, moja zmienniczka robi tutaj ponad rok i cały czas ciśnie śmieciową. Zero premii, bonusów i równe jak od linijki 1200 zł miesięcznie, praca świątek, piątek i niedziela, bez urlopu oczywiście i broń Cie Panie Boże od choroby bo L4 jest tutaj traktowane jak wypowiedzenie...
TRUDNO – pomyślałam i poszłam do pracy, w pierwszym tygodniu poznałam 3 dziewczyny, które robią za 5 zł/h – o zgrozo! W 2 tygodniu dostałam uczulenia na „Zeskanuj swoją kartę clubcard”, a pod koniec trzeciego zorientowałam się, że pracuję na czarno...
Zadzwoniłam zatem do szefa, pospieszyć go z wypisaniem umowy. W odpowiedzi usłyszałam „ A czego Ty się boisz, że Ci nie zapłacę? Możesz przecież w każdej chwili wyciągnąć pieniądze z kasetki i uciec”... Nie do końca tego się spodziewałam, ale zawsze to jakaś myśl :)

I tak sobie siedzę, w majówkę po 12h dziennie słońce widzę tylko z samego rana – o ile nie ma mgły. Następny dzień mam wolny, ale jestem padnięta i wolny czas ucieka mi przez palce zanim się rozbudzę wstaję na następne 12h pracy. Nie mam jak zrobić sobie kawy ani herbaty, na stoisku nie ma nawet czajnika. Na cotygodniowe rozliczenie stanowiska muszę przynosić swojego laptopa, a żeby wysłać owe rozliczenie jestem zmuszona prosić się ludzi z innych sklepów i stanowisk o chwilowy chociaż dostęp do internetu... Toaleta, co tu dużo mówić każdy wie jak wyglądają kibelki w tesco, klucz do pracowniczego wc? Zapomnij, firma nie zapłaci za dorobienie – muszę go wyrobić na własny koszt.

Może gdybym miała 20 lat taka praca mogłaby mnie satysfakcjonować.. niestety mam 26 i w tym momencie czuję się już wykorzystywana.. 

Za dużo opowiadania..
chciałam pracę, mam pracę, a w pracy szukam pracy...

środa, 19 lutego 2014

Nieodchudzająco – Czyli luźne przemyślenia o wynajmowaniu mieszkania.

Nieodchudzająco – Czyli luźne przemyślenia o wynajmowaniu mieszkania.

Witajcie w Polsce, rok 2014, perspektyw na kupno mieszkania BRAK. Zdolność kredytowa? Max 1500 zł. A jednak co miesiąc do cudzej kieszeni trafia 700 zł z naszego budżetu + rachunki.
To jak jest? Stać nas na kredyt czy nie? Bank mówi, że nie, historia pokazuje coś zupełnie innego.



Styczeń 2013 - wielka radość z pierwszego wynajętego mieszkania, lokalizacja – centrum (okropieństwo – zero drzew, ani grama trawy naprzeciwko stara kamienica z której sypie się tynk, wszędzie pełno alkonów, za oknem wojny pijaków, co 2 dni interwencja straży i policji) – na ogłoszeniu brzmiało to lepiej. No nic, umowa podpisana więc już po ptokach. Opóźnienie z zapłatą czynszu? W ciągu 15 miesięcy 3 razy, zapłata przed terminem 6 razy. Sms od właściciela mieszkania ? Ok 200 :/ Stan techniczny? Tragedia! Wszystko się psuje i rozpada, a kuchenka i lodówka są w moim wieku – jak nie starsze.

Termin płatności – do 1 każdego miesiąca, sms od właściciela ? Średnio 3 - 25,27,28 każdego miesiąca. Tak dla przypomnienia.

Roczne rozliczenie za prąd – 400 zł, za wodę 840 zł! Bez wglądu w samo rozliczenie – kwoty 'na gębę'. Po głębszej analizie i postawieniu warunku – będzie rozliczenie na papierze będą pieniądze – kwota magicznym sposobem zmniejsza się o 240 zł, a wglądu w papiery nadal brak.

Wynajmujący mówi, że najemca jest złym człowiekiem, że niszczy, nie płaci na czas, olewa, nie oddzwania.. a co myśli najemca? Że wynajmujący jest zwykłym oszustem.

Jakiś czas temu czytałam cykl artykułów dotyczących wynajmowanych mieszkań i złapałam się za głowę. Bo zamiast owocnej dla obu stron współpracy pojawiają się wieczne zarzuty - wynajmujący najemcy i odwrotnie. Przejrzystość umów jest raczej słaba, a kwestie finansowe są jak puzzle, których sporo brakuje.

Średnio co 3 miesiące pojawia się pytanie ' Kiedy się Państwo wyprowadzacie?' - Boże!? Naprawdę jesteśmy tacy straszni? Nie robimy imprez, staramy się płacić na czas, sami naprawiamy usterki... czego ona jeszcze chce?!

Czy jestem w stanie czuć się tutaj jak w domu? Nie ma takiej możliwości, nie mogę czuć się jak w domu mając wrażenie, że ktoś ciągle zagląda mi przez ramię próbując na siłę wyciągnąć ze mnie ostatni grosz.

50 % tego co mamy przeznaczamy na wynajem, czynsz i rachunki. Jak tu się odchudzać mając w lodówce pasztet i serek topiony?! Są dni kiedy nie mogę wyjść z podziwu że jeszcze nie przytyłam, bo co człowiekowi z dobrych chęci skoro sytuacja niespecjalnie pomaga je realizować?

Czas zmienić mieszkanie, wynajmujący otrzymuje informację że do końca marca opuścimy lokal. I znów pojawiają się pytania: „ Kiedy się Państwo wyprowadzicie?”, „ Kiedy się rozliczymy?”, „ Kiedy zdacie klucze?”, „ Macie to odmalować”.. i tak bez końca. W mojej głowie rodzi się pytanie.. Czy ona naprawdę nie wie kiedy kończy się marzec?! Ja wiem, chociaż jestem o jakieś 25 lat młodsza, więc chyba nie jest to żadną wielką filozofią.

Kwestia odmalowania – bardzo zastanawiająca, już przy przeprowadzce wszyscy, którzy pomagali mi przewieźć- przenieść graty zwrócili uwagę na obrzydliwie pociapaną kuchnię. Czy odmaluję? Ani mi się śni, na ścianach i sufitach jest 10 warstw farby która zwinie się i pod wałkiem i pod pędzlem, przy każdej próbie kolejnego zamalowania. Czy nie jest przypadkiem tak, że mieszkania wynajmowane z kaucją mają jakiś fundusz na naprawy? Kaucja do nas nie wróci, to wiem na pewno nawet nie muszę pytać, zatem pędzla do ręki nie wezmę!

I ciągle się zastawiam, czy to był wielki pech? Czy w tym kraju, w którym na starcie należy zapomnieć o pomocy Państwa, nie można nawet liczyć na uczciwość 2 człowieka? A może wszyscy najemcy mają takie problemy? I będę musiała się tak męczyć przez następne nie wiadomo ile lat z każdym kolejnym wynajmującym?

Zmiana mieszkania jest w toku, luksusów nie ma ale jest przytulnie i kilka drzew za oknem – sukces! Ale siedzę i myślę, czy tam będę czuła się jak w domu? A może ktoś znów będzie mi zaglądał przez ramię? Czy zrozumie, że jestem tylko człowiekiem i czasami nie będę w stanie zapłacić czynszu na czas? .. Mam 25 lat i coraz częściej myślę, że może lepiej byłoby wrócić do rodziców.. Bo chociaż nie mają dużo, to wiem że tam nikt nie będzie do mnie wydzwaniał jeżeli spóźnimy się o kilka dni z czynszem, nikt nie będzie męczył smsami, jeżeli zajdzie potrzeba remontu nie będzie to malowanie na ostatnią chwilę, a w lodówce obok pasztetu i sera topionego zawsze będzie kilka warzyw, twarożek, mleko i garnek zupy.

Ciekawa jestem czy wśród zaglądających tutaj osób, są takie które wynajmują mieszkania? Bo nie wiem, czy to ja mam pecha czy powinnam się takich utrudnień spodziewać w każdym kolejnym lokalu?





Na co zwracać uwagę

wynajmowanie mieszkania

najemca

wynajmujący

czynsz



wtorek, 14 stycznia 2014

Otyłość tematem tabu...

Otyłość tematem tabu...



Dlaczego stwierdzenie „ jesteś otyły/a” jest często traktowane jak zupełny brak kultury ?



Albo ja czegoś nie rozumie, albo świat zwariował!



„Nie mów jej, że jest gruba bo się obrazi”.. Co?! No może nie powiem  „ jesteś grubas”.. ale uważam, że ktoś powinien taką osobę uświadomić, dać do zrozumienia że już pora zabrać się za swoje zdrowie.



 TUTAJ napisałam posta, który może wydawać się sprzeczny z tym co dzisiaj powiem. Ale tak nie jest..Ten post nie dotyczył bezpośrednio tematu otyłości, mówiłam tam o kilku kg.. tutaj powiem o kilkunastu/kilkudziesięciu.




„Otyłość (łac. obesitas) – patologiczne nagromadzenie tkanki tłuszczowej w organizmie, przekraczające jego fizjologiczne potrzeby i możliwości adaptacyjne, mogące prowadzić do niekorzystnych skutków dla zdrowia. Za otyłość uważa się stan, w którym tkanka tłuszczowa stanowi więcej niż 20% całkowitej masy ciała u mężczyzn oraz 25% u kobiet. Otyłości towarzyszy nadwaga, czyli nadmierna masa ciała powyżej masy optymalnej.
Nie tylko ilość, ale również rozmieszczenie nadmiernej ilości tkanki tłuszczowej ma znaczenie. Zgromadzenie tkanki tłuszczowej w jamie brzusznej, nazywane otyłością brzuszną (otyłość androidalna), ma większe znaczenie patologiczne niż równomierne rozłożenie lub podskórne zgromadzenie tkanki tłuszczowej.
Stwierdzono, że otyłość zwiększa ryzyko zapadalności na niektóre choroby, w tym choroby układu krążenia, cukrzycę typu 2, obturacyjny bezdech senny, niektóre typy nowotworów, zapalenie kości i stawów i dlatego też skraca oczekiwaną długość życia. Wyjątkowo duża otyłość prowadzi do niepełnosprawności.” - wikipedia



Dwa ostatnie zdania nie brzmią zachęcająco, ba! Brzmią wręcz groźnie. Dlaczego zatem nie wolno mi uświadomić osoby otyłej co jej grozi jeżeli nie zrobi porządku ze swoim ciałem? Obrazi się jeżeli powiem „ Posłuchaj, Twój stan jest poważny zagraża Twojemu zdrowiu a nawet życiu, zrób coś dla siebie i bliskich, przebadaj się dokładnie i jeżeli będzie żadnych przeciwwskazań, postaraj się schudnąć”?

Mam doświadczenie i wiem jak otyłość wpływa na stan zdrowia, samopoczucie i relacje międzyludzkie. Wiem też, że jeżeli któreś z powyższych jest zachwiane, przekłada się to na sposób w jaki funkcjonujemy – OGÓLNIE, w każdej dziedzinie życia.

Gdyby przyszedł do mnie ktoś z poważnym zapaleniem płuc, wysłałabym go bez chwili zastanowienia do szpitala i nikt by się nie obraził. Zapewne powiedziałabym po prostu „ Słuchaj, masz zapalenie płuc idź się wyleczyć”. Dlaczego więc nie mogę powiedzieć „Słuchaj, jesteś otyła/otyły, to niebezpieczne.. postaraj się schudnąć”?... Dlaczego? Skoro i jeden i drugi stan są zagrożeniem dla zdrowia/życia.


Poruszanie tematu odchudzania przy osobach otyłych zostało sprowadzone do kategorii obrażania i czegokolwiek byśmy nie powiedzieli zostaniemy „wrednymi chamami”. Nawet wtedy, kiedy po prostu troszczymy się o kogoś bliskiego, kiedy ta otyłość dotyczy naszych rodzin i przyjaciół.. 


Czasami mam wrażenie, że chcą nas pozabijać żarciem.


„Snickers – Głodny nie jesteś sobą doładuj się”

„Mars – i jest dobrze”

„McDonald – sycące śniadanie ”...Paryskie, Nowojorskie.. jakieś tam jeszcze :)


Szczerze mówiąc, nie chce mi się dalej szukać tych 'hasełek' bo jest ich całkiem sporo.


A warzywa i owoce? Kampanie o nich są kierowane jedynie do rodziców i mówią o tym, że dziecko potrzebuje owoców i warzyw aby zdrowo rosnąć... OK! A dorosły to co? Może zagryzać McDonalda Snickersem?..Bez Sensu!


Otyłość to poważny problem! I nie powinien być TABU.. 


Są kampanie mówiące o tym, że mamy się rozmnażać jak mrówki bo nie będzie emerytur dla naszych rodziców/dziadków czy dla nas. Mówią nam żebyśmy studiowali robotykę bo ma przyszłość, zalewają informacjami o nowych wirusach, raku, o tym że nie wolno pić alkoholu i prowadzić pojazdów, a papierosy zabijają, że lekarstwa stosowane bez konsultacji z lekarzem zagrażają życiu i zdrowiu...itp itd. 

A gdzie informacja o tym, że otyłość jest niebezpieczna?

Nie ma, albo ja nie miałam okazji jej widzieć – tak czy tak oznacza to tylko jedno, problem nie jest wystarczająco nagłośniony.


Wiem po sobie, że ludzie otyli, latami starają się funkcjonować normalnie. Dopiero kiedy organizm zaczyna odmawiać posłuszeństwa, za pomocą internetu i książek uświadamiają sobie, że trzeba coś z tym problemem zrobić.. Ale wtedy zazwyczaj jest już trochę późno, sama cierpię na tzw. skrzypiące kolana, taka pozostałość po otyłości i sama będąc nastolatką uważałam uwagi rodziców za niesmaczne.. A oni po prostu się o mnie martwili. Teraz to rozumie, podobnie jak zdecydowana większość osób dorosłych. Niestety otyłość jest również problemem wśród nastolatków, nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że nawet jeżeli teraz jest szczupły żywiąc się w fast-foodach, przyjdzie dzień kiedy ciało powie 'dość' i zacznie tyć. U niektórych może to być tydzień u innych kilka lat, ale efektów niezdrowej diety doczeka się każdy. 


U palaczy pokazują czarne płuca, u alkoholików- marskość wątroby, dlaczego wśród reklam nie pojawi się obrazek organów wewnętrznych odrośniętych w tłuszcz ? Przecież jest to tak samo niebezpieczne dla zdrowia. 


Szukam w tym komercyjnym świecie jakiegoś okruszka logiki, odrobiny sensu.. patrzę i patrzę i niczego takiego nie widzę. Najpierw jest reklama snickersa, a zaraz po niej przedstawia się cudowną herbatkę z sensem, która ma nas magicznie odchudzić.. Po co? Równie dobrze mogliby po reklamie snickersa powiedzieć „ Zawsze możesz pobawić się w bulimiczkę i go wyrzygać”- to tak samo 'zdrowe' podejście.


A temat promowania modelek XXXL po prostu pominę..  równie dobrze mogliby promować samobójstwa.


Dodam tylko, że nie chcę nikogo urazić. Uważam po prostu że otyłość to poważna sprawa i powinna być poważnie traktowana. Kilka lat wstecz sporo się nacierpiałam, bóle stawów, pleców, brzucha, wątroby, zadyszki, wysypki, przeziębienia i cała masa innych dolegliwości.. wszystko to spowodowane otyłością. Może gdyby taka kampania uświadamiająca została przeprowadzona w czasie, kiedy przybierałam na wadze, nigdy nie dobiłabym do 120 kg.. 
Nie chcę żeby ten post był czymś kontrowersyjnym, jestem po prostu ciekawa czy tylko ja odnoszę wrażenie, że problem otyłości, który dotyczy tak wielkiej grupy ludzi jest tabu.

otyłość

tabu


Odchudzanie

Jak schudnąć

Jak schudłam

środa, 8 stycznia 2014

Tyle wymagają od nas ile chcieliby dawać od siebie :) - Czyli jak zamienić doła w motywację!

Kolejny raz dopadły mnie przemyślenia.. o ludziach, bo o kim innym :)

Jak wiele od nas wymagają.. no może wymagają to za duże słowo, ile wydaje im się,  że moglibyśmy dać z siebie.


Tak więc (Boże powtarzam to w kółko – ale taki tytuł bloga :P) schudłam 50 kilogramów, każdy kto stracił dwie cyferki wie jak trudno później utrzymać wagę w ryzach. Niestety takich ludzi jest niewielu, przynajmniej w moim otoczeniu. Ci którzy przyzwyczaili się do mojego obecnego wyglądu często twierdzą, że powinnam jeszcze coś tam stracić.. niby nic, kilka kilo.. a jednak!

Staram się uparcie, ale moje życie to nie tylko dieta i ćwiczenia. To moje ŻYCIE.. drobne przyjemności, mniejsze i większe grzeszki, potknięcia, upadki, a po nich klasycznie wzloty. Ale cały czas mam w głowie jedną myśl „tyle schudłaś, dasz radę jeszcze tylko kilka kilogramów”.

Jeszcze pół roku temu robiło mi się niezwykle przykro, kiedy ktoś powiedział „ o przytyło Ci się „ i będę teraz szczera do bólu.. wiecie co miałam ochotę odpowiedzieć? „ Zamknij mordę bo gówno wiesz o odchudzaniu!” No właśnie, miałam ochotę ale nie powiedziałam, wiązałoby się to z bardzo długimi rozwodami na temat osób otyłych, a zdawałam sobie sprawę z tego, że i tak nie zrozumieją.. Moja podróż nie skończyła się na osiągnięciu 70 kg.. to byłoby zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Mało tego byłoby wbrew naturze, niestety tak jesteśmy skonstruowani, że będąc raz otyłymi możemy nimi być ponownie, przyjdzie to nam szybciej i łatwiej niż innym. Dlatego musimy się pilnować..

Naprawdę starałam się cieszyć z tego, że prawie mi się udało.. no przynajmniej, że obyło się bez jojo. Niestety świat jest okrutny,a ludzie nie są zbyt wyrozumiali. Widzę to na co dzień, dla przykładu w restauracji patrzą na mój brzuch.. myślą że to pięknie wypełniona oponka, zerkają z ciekawością w moją stronę, ale nikt nie wie, że to mój fartuszek. To skóra, która odkształca się kiedy siadam, schylam się, pływam, podskakuję, kucam itd. Nawet znajomi czasami podejrzliwie zerkają na moje nogi, które podobnie jak brzuch.. „trochę zwisają”. W szkole? Patrzyli na mnie z obrzydzeniem, odrazą byli niemili, wręcz wredni.. ale nikt nie zapytał „dlaczego przytyłaś?” Po prostu doszli do wniosku, że żarłam jak świnia – tak było, ale była też tego przyczyna.

Byłam smutna, niewiele brakowało a popadłabym w depresję. Miałam zespół jelita drażliwego – podłoże nerwowe, miałam dziwne myśli, a moim marzeniem było uciec stąd jak najdalej. Każdy przykry komentarz był jak igła w plecach, i kuł mnie tak długo jak długo trwa cała historia mojej otyłości i odchudzania – kuł do teraz.

Co się zmieniło? Nastawienie! Bez względu na to, co wg innych powinnam zrobić, ile wg nich powinnam ważyć.. ja zawsze będę z siebie dumna! Oczywiście nie będę się puszyła i mądrzyła, ale będę wiedziała, że osiągnęłam coś dużego.. (dziwnie to brzmi, w zasadzie coś dużego zgubiłam :), a to zdecydowanie pomaga w dalszej walce o szczupłą sylwetkę.

Przemyślałam wszystko 1 000 000 razy, teraz zamieniam żal w siłę. Nie złośliwe, absolutnie nie chcę robić komuś na złość – chcę udowodnić samej sobie, że potrafię! Bo kiedy ktoś po raz enty powtarza mi, że powinnam trochę stracić tu i tam.. to zaczynam brać to na wyzwanie.

Zawsze warto próbować coś zmienić na lepsze, jeżeli tego nie zrobię będę żałowała.

Skąd takie podejście? Z Bloga.. a w zasadzie od Was :) Może i jestem dla kogoś motywacją, może moje 'dziwne porady' komuś pomogą... ale Wy jesteście dla mnie jak baterie :) Pisząc, że dużo osiągnęłam i że dam sobie radę... stale przypominacie mi, że wcale nie przytyłam – w przeciwieństwie do tego co mówią inni. Wy otworzyłyście mi oczy.. teraz wiem, że kiedy przybędzie mi 1-2 kg.. nadal będę mogła powiedzieć, że schudłam.. z tą różnicą, że wtedy będzie to 48-49 kg :) A ja i tak, prędzej czy później osiągnę te -56 kg, o których marzę od lat!

Dziękuję :)



Odchudzanie

Jak schudnąć

Jak schudłam

 

motywacja

odchudzanie

motywacje

jak schudnąć

jak schudłam

czwartek, 2 stycznia 2014

Post nr 100 na Nowy Rok.. :) Noworoczne postanowienia... ? Poważnie ?!

Jak zawsze z początkiem roku nadchodzą nadzieje na 'lepsze jutro'.. Stawiamy sobie nowe cele i przez pierwsze 15-30 dni dążymy do nich, tylko po to aby w lutym zupełnie o nich zapomnieć :)
No.. powiedzmy sobie, że dotyczy to sporej grupy ludzi. Bo są i tacy, którym się udaje – JA TEŻ CHCĘ :P
 

Mogłabym powiedzieć, że chcę stracić 10 kg, że chcę znaleźć dobrą pracę, skończyć wreszcie prawo jazdy, zadbać bardziej o zdrowie (wybrać się czasami do lekarza), zmienić mieszkanie, kupić papugę... itd..
Tylko po co? Żeby po kilku dniach z tego wszystkiego zrezygnować. Nie warto skupiać się z całych sił na noworocznych postanowieniach, bo w lutym całe pozytywne nastawienie pójdzie w niepamięć, a razem z nim przepadnie szansa na powodzenie.

Zamiast zakładać sobie -10 kg lepiej obiecać sobie trochę więcej ruchu, zamiast płakać przed ogłoszeniami o pracę lepiej będzie przejść się od biura do biura i osobiście złożyć tam CV, a zamiast zastanawiać się 'dlaczego to i tamto mnie boli?” wystarczy po prostu wybrać się do lekarza.

Przez ostatni tydzień było smacznie i wesoło.. ale się skończyło!

Mogę siedzieć i załamywać ręce, mogę przez najbliższy miesiąc dawać z siebie 550% tylko po to żeby szybko się wypalić, ale... mogę też powoli i uparcie starać się poprawić standard swojego życia.. i tak też zrobię :)

Co roku obiecywałam sobie w styczniu śliwki na sośnie.. tutaj nie ma się co rozpisywać :) Nic z tego nie wyszło :D Odmawiałam sobie przyjemności, tylko po to żeby za tydzień nadrobić je 2 razy :) Nie będę nad tym rozpaczała, bo płacz nad rozlanym mlekiem nie ma sensu! 
Czego mogę żałować? Nie starałam się tak bardzo jak powinnam.. czasami nie starałam się wcale :D No cóż było minęło..

Mogę sobie jedynie obiecać, że w tym roku postaram się trochę bardziej.. nie będę brała samej siebie na wyzwanie, po prostu dam z siebie trochę więcej i zobaczymy co z tego wyjdzie:)

Wszystkim Wam Kochani życzę sporego zapasu energii na spełnienie marzeń :) Bo przecież nic nie stanie się samo z siebie :)

odchudzanie

jak schudnąć

na odchudzanie

schudłam

piątek, 4 października 2013

Ludzie! Bądźmy ludźmi!

 Ludzie! Bądźmy ludźmi!



Kilka dni temu, idąc na zakupy zauważyłam mężczyznę w roboczym ubraniu, który zaczepiał ludzi wchodzących do sklepu, wszyscy odpowiadali mu „Nie. Nie stać mnie. Ja tylko po masło”. Kiedy doszłam do drzwi, mężczyzna ten zapytał mnie czy mogłabym kupić coś dla jego dzieci, cokolwiek nawet zupkę chińską. Zapytałam ile dzieci mają lat, w odpowiedzi pokazał mi zdjęcie które nosił w portfelu. Poprosiłam aby poczekał i wychodząc ze sklepu przyniosłam chleb, makaron jakiś sos i kilka wafelków. Kiedy zaczął mi dziękować ze łzami w oczach, wszyscy wchodzący do sklepu ustawili się w kolejce, aby zapytać co jeszcze można mu kupić.

Mówią, że jeśli chcesz zmienić świat, zacznij od siebie. Staram się tak robić, ale czasami zastanawiam się, dlaczego w takich sytuacjach jak ta opisana wyżej, prawie nikt nie reaguje.

Czasami czuję się jak jakiś kosmita, bo kiedy widzę człowieka leżącego na chodniku, nie twierdzę od razu, że to menel. Kiedy widzę małego Rumunka na rynku, nie mówię od razu, że to bezczelny cygan. Kiedy ktoś puka do moich drzwi, nie otwieram ich tylko po to żeby nimi trzasnąć. A kiedy widzę ranne zwierzątko, od razu wzywam pomoc... Kiedyś nawet zaniosłam znalezioną w parku sowę do weterynarza :) Wtedy właśnie zauważyłam, że ludzie dziwnie na mnie patrzyli. Wiem, że widok 12-latki z sową na zakrwawionej ręce – po prostu mocno wbiła się szponami – może być dziwny, ale nie były to spojrzenia miłe.. patrzyli tak jakby chcieli powiedzieć ' Wariatka '.

I tak jest do dzisiaj, wrzucam starszej kobiecie do kubeczka 2 zł i zaraz mają mnie za jakiegoś frajera. Przecież ja i tak wydam te 2 zł na coś zupełnie bezużytecznego, a może faktycznie tej kobiecinie przydadzą się bardziej?

Pamiętam też sytuację z dzieciństwa, kiedy po klatce schodowej chodziła niewiele wówczas starsza ode mnie dziewczynka, pytając o coś do jedzenia. Chociaż byłyśmy z siostrą – starszą oczywiście – same w domu, jedynie z zupą pomidorową na obiad :) Zaprosiłyśmy ją do środka, nigdy nie zapomnę jak pałaszowała tę zupę i jaka była wdzięczna, za ten odgrzewany posiłek. Mieszkałyśmy wtedy na trzecim pietrze i mimo że pod nami mieszkali sami dorośli ludzie, nikt nie dał jej niczego do przekąszenia, nawet bułki...

To takie smutne, jak zatracamy nasze człowieczeństwo w tej bezlitośnie pędzącej przed siebie cywilizacji.. :(

I chociaż nie jestem osobą wielce wierzącą, a w kościele widzieli mnie trzy lata temu.. to mam serce, którym chętnie się dzielę..