sobota, 14 września 2013

30 dniowe wyzwanie orbitrekowe – aktualizacja :)

 30 dniowe wyzwanie orbitrekowe – aktualizacja :)


Jak wcześniej pisałam, podjęłam się wyzwania 30 dni po 30 min na orbitreku. Za 6 dni dobiegnie ono końca. 

Więc efekty opiszę dokładniej za tydzień, na razie chciałam poinformować, że...
TO DZIAŁA! :)

Waga wprawdzie wariuje, najpierw pokazywała 2 kg więcej, teraz pokazuje średnio 73-72 kg. Ale to nie jest ważne. Od kwietnia zeszło mnie ok 5 kg :) RADOŚĆ!


 
 

 To jest właśnie 5 kilogramów tłuszczu --->








A spodnie? Moje kochane! Spodnie zaczynają
 mi z tyłka spadać :) Nieprawdopodobne jak ogromne zmiany widzę w lustrze.



Boczki? Mniejsze :)

Uda? Mniejsze :)

Tyłek? Nabiera kształtu :)

Skóra? Mięciutka w dotyku :)



I tak bez końca, w samych superlatywach :)



Podejmę to wyzwanie jeszcze raz, za tydzień. Jeżeli któraś z was posiada orbitrek serdecznie zapraszam do wspólnych ćwiczeń.



Wyzwanie orbitrekowe – edycja II – 22.09.2013 – 22.10.2013 :)

Jak możesz to jeść?! Przecież to jest tektura!

Wafle ryżowe, ziołowe herbatki i surowe warzywa - dlaczego są traktowane jak jedzenie dla psa?


Wstaję rano i zaparzam dzbaneczek z pokrzywą i skrzypem, zalewam pół litrowy kufel wodą i dodaję do niej sok z cytryny. Na stół wędruje kawałek placka otrębowego, a herbatka z jeżówki purpurowej już się parzy. Cisza i spokój.. ogólny relaks..

Wiadomości już przeczytane, teraz pora pograć w Angry Birds, za 20 minut pewnie włączę sobie jakiś ciekawy dokument z serii Jamesa Maya albo Richarda Hammonda.. Cud, miód i orzeszki!


Słyszę chrapanie, tzn że Pan Domu zaraz podniesie swoje zacne cztery litery i przyczłapie do kuchni w poszukiwaniu kawy. Mija 5 minut,a obok mnie pojawia się wielce zniesmaczona postać komentująca moje śniadanie.

  • „Po co tyle na otręby wydajesz ? Ja Ci wióry z tartaku za darmo przyniosę, nawet 10 kg”
  • „Ble.. co Ty za mlecze parzysz w tym dzbanku?”
  • „Jakaś brudna ta Twoja woda w szklance”
  • „Idź sobie lepiej Pepsi kup”

Wprawdzie wcale tak nie myśli, ale powiedzieć musi :) Wydaje mi się, że każda z nas często przerabia podobny scenariusz.

Dla faceta jedzenie to białe pieczywo ( najlepiej ogromna biała buła ), masło (bez niego nawet najbardziej pachnący chlebek będzie niezjadliwy ), ser żółty, szynka, serek topiony, kiełbaska, pasztet (najlepiej wszystko razem, tak po kawałeczku dla urozmaicenia). 

 


Na obiad koniecznie kartofle.. polane tłuszczykiem, najważniejsze kotleciki – najlepiej dwa. Do tego suróweczka. Na przekąskę? Tosty, zapiekanki.. i czasami batonik. Kolacja? Zupka chińska i 6 kromek, podobnych do tych ze śniadania.






I kto tutaj miałby prawo komentować jedzenie drugiej osoby?

Minęło pół dnia, jest sobota i umówiliśmy się ze znajomymi w rynku. Dzisiaj będzie obiad 'na mieście', wybieramy sałatkę najlepiej z sosem jogurtowym – bo po co nam dodatkowy tłuszcz. Każdy przygląda się zawartości naszego talerza.. Bóg jeden wie co im po głowie chodzi.

  • „Może też powinnam była zamówić sałatkę?”
  • „Je te sałatki od lat, a i tak nie schudła”
  • „Żarcie dla królika”
Itp. Itd.

Ze spotkania zbieramy się na zakupy, w lodówce nie ma prawie niczego, nawet kasza się skończyła. Robimy nalot na TESCO.. Teraz zaczną się schody, mamy listę podzieloną na dwie grupy - „jedzenie dla mnie i dla niego”. Nasza część jest dokładnie opisana, często nawet z dokładną nazwą produktu i firmy, a u niego?

-pasztet
-ser
-keczup
-musztarda
-ziemniaki
-mięso
-parówki
itd.

W czasie kiedy my buszujemy po sklepie w poszukiwaniu konkretnego artykułu z naszej listy, on zebrał już wszystko co chciał. Przewracając oczami, pcha wózek zbierając po drodze wszystko co jest smaczne, ale niepotrzebne.




Walka o pokarm zakończyła się sukcesem:) Wracamy do domu , zakupy wędrują na swoje miejsca w kuchni. Przychodzi wieczór i pora na kolację. Zasiadamy do stołu, każde robi sobie na co ma ochotę.. Podejrzanie okazuje się, że nasz placek otrębowy jest .. tak jakby nadgryziony.
Nagle!! Pan Domu chwyta wafla pszenno - ryżowego i zaczyna go smarować pasztetem!

CO SIĘ WŁAŚNIE STAŁO?!

Spoglądamy na niego nie do końca przekonane co chce nam udowodnić i spotykamy się z prostą odpowiedzią - „no co? Ja lubię te wafelki”. Za chwilę pada pytanie - „ A dasz mi spróbować tej swojej herbaty?”.

Ręce opadają! Po co oni zgrywają takich wrogów dietetycznego jedzenia, skoro im smakuje?
Bo to nie jest męskie! To jedzenie dla ciot! :)

Co to w ogóle za pojęcie ' męskie jedzenie'? Jedzenie jak jedzenie, jeżeli nie jest trujące to jest dla każdego :)



piątek, 13 września 2013

Nocne napady głodu - moja historia

Nocne napady głodu, moje mniej i bardziej skuteczne sposoby, które staram się wdrażać do dzisiaj :) Przepis na placek otrębowy.


Odchudzamy się i odchudzamy, nie jemy całe dnie, bo przecież nie jesteśmy głodne. Po co wciskać w siebie dodatkowe kalorie, skoro nie mamy zupełnie ochoty na posiłek?

Często piszę o tym czego potrzebują nasze organizmy, więc dzisiaj przedstawię sprawę troszeczkę inaczej.

Wyobraźmy sobie, że mamy naprawdę fajny samochód. Ba, fajny to małe słowo, niech będzie to np. Aston Martin DBS Volante … o taki :) 



Wychodzisz rano z domu, otwierasz garaż i jedziesz do pracy, później odbierasz dzieci ze szkoły albo przedszkola. Dodajmy do tego popołudniową rodzinna przejażdżkę i zakupy. Wieczorkiem odstawiasz swojego Astona do garażu.





Następnego dnia sytuacja się powtarza, ale w pewnym momencie pojawia się problem.. coś furczy i burczy i rzęzi! Niedobrze! Zatrzymujesz autko np. pod szkołą, dzieci dumnie do niego wskakują, ale tym razem nie chce odpalić.. ale wstyd! Zepsułaś taki samochód! Dzwonisz do męża, a on zadaje Ci proste pytanie:  A zalałaś go? 

Teraz załóżmy, że ten wspaniały pojazd jest naszym ciałem, garaż jest naszym łóżkiem, a paliwo.. no właśnie! Paliwo jest naszym jedzeniem..
 
Zasadnicza różnica między nami, a samochodem jest taka, że.. kiedy kończy się nam paliwo, mamy niepohamowaną potrzebę „zalania baku” do pełna, bo jesteśmy słabe i nieprawdopodobnie głodne.

Taka sytuacja nie będzie miała miejsca, jeżeli dostarczymy organizmowi odpowiedniej ilość pokarmu o odpowiednich porach. Oczywiście pokarmu wartościowego, który będzie uzupełniał braki witamin, minerałów, enzymów itd. niezbędnych organizmowi do przeprowadzenia tysięcy reakcji chemicznych dzięki którym w ogóle żyjemy.

 
Sama popełniałam takie błędy, nie jadłam cały dzień, a wieczorami dumnie liczyłam zaoszczędzone kalorie. Natomiast w nocy.. no właśnie w nocy.. atakowałam lodówkę jak zombie! Nawet nie byłam świadoma tego co jadłam, po prostu brałam łyżkę albo widelec i pakowałam do buzi wszystko co w niej znalazłam.
Często rano byłam nieźle zaskoczona, że np. odbija mi się kiełbasą albo makrelą...no bo, przecież niczego nie jadłam.

Dopiero później dowiedziałam się, że niejedzenie nie jest sposobem. Organizm, który jest niedożywiony wcale nie spala tłuszczu, magazynuje go bo boi się, że jutro, pojutrze czy za tydzień znów nie dostanie jeść. Tak, BOI SIĘ... nasze organizmy to bardzo mądre systemy, które często myślą bez naszej wiedzy.

Obsesja odchudzania, bo właśnie to mną kierowało, nie pozwalała mi jeść. Wiedziałam, że muszę, ale nie robiłam tego.. BO KALORIE ! - głupek :)
Kiedy pojawiały się napady głodu, próbowałam wszystkiego – jogurtów, marchewek, pomidorów, owoców, słoneczników i orzechów. Ale nie trwało to długo, po prostu nie mogłam się najeść. Nie ważne ile bym w siebie wcisnęła jedzenia, nawet kiedy z przeżarcia chciało mi się rzygać .. dalej byłam głodna.
Naprawdę dużo czasu minęło, zanim dotarło do mnie, że ' w taki sposób' nie schudnę.

Dzisiaj staram się mieć zawsze w lodówce coś, co mogę zjeść na śniadanie i kolację, bo obiadki jem regularnie :) Ostatnio moim ulubieńcem jest placek otrębowy a'la pizza, piekę go sobie kiedy mam ochotę i trzymam w lodówce, zjadam po kawałku na śniadanie, na przekąskę czy na kolację.

Podzielę się przepisem, który znalazłam na youtubie.
Placek otrębowy al'a pizza.

  • 12 łyżek otrąb
  • 1 jajko
  • jogurt naturalny
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • serek wiejski
  • pomidor
  • przyprawy
  • sos pomidorowy (może być zwykły keczup albo koncentrat)
  • blaszka do pizzy, ale może być też zwyczajna do ciasta

Otręby mieszam z proszkiem do pieczenia i całym jajkiem. Do tak przygotowanej mikstury dodaję po łyżce jogurtu, aż otręby ładnie się posklejają ( nie może być za mokre, ale musi to być jednolita masa ). Przyprawiam pieprzem, solą, bazylią... na co mam ochotę:) Wykładam na blaszkę – cienką warstwę, jak ciasto pizzowe. Smaruję wierzch sosem pomidorowym, a na górę wykładam odsączony serek wiejski, jego też przyprawiam i kładę na niego kilka grubych plastrów pomidora.

Całość wrzucam do piekarnika na 20 min (ok 200stopni) – po wyjęciu, wyciągam placek. Jak dla mnie musi odparować, bo mokry jakoś mi nie smakuje :)


Właśnie wczoraj przygotowałam sobie jeden więc załączam zdjęcie.

Wiem, że nie wygląda świeżo :) Jest wczorajszy i 'nadgryziony' :D Ale smakuje rewelacyjnie!









Smacznego!

Nocne napady głodu jak radzić sobie z nadmiernym apetytem, co jeść żeby nie przytyć - placek otrębowy przepis. 









czwartek, 12 września 2013

Super jedzenie dla super babek! Spirulina, trawa pszeniczna, jeżówka purpurowa, morwa indyjska i kolcowój chiński ( jagody goji). Jaki mają wpływ na organizm i ich nieprawdopodobne właściwości lecznicze.

Super jedzenie dla super babek! Spirulina, trawa pszeniczna, jeżówka purpurowa, morwa indyjska i kolcowój chiński ( jagody goji). Jaki mają wpływ na organizm i ich nieprawdopodobne właściwości lecznicze.

Każdy kraj, każda kultura, każdy człowiek na świecie wie że jesteśmy tym co jemy.


 

 

Jak stare jest nasze jedzenie? 
Tak naprawdę w najlepszym przypadku ma ono 7 dni. Tutaj nasuwa się kolejne pytanie. Jaką wartość odżywczą ma jedzenie, które ma tydzień czasu? Odpowiedź jest prosta ma około 40% tego co powinien dostarczyć nam świeży produkt.



 
Wszystko co znajdziemy w sklepach jest wysoko przetworzone, warzywa i owoce są stare, urosły na polu, na którym skład gleby przypomina bardziej skład pustyni. Jakby tego było mało, wszystko to zostało opryskane pestycydami, środkami grzybobójczymi i herbicydami.

 

 

Herbicydy – najbardziej popularne środki eliminujące chwasty, stosowane w rolnictwie od wielu lat. Oczywiście nie bez ofiar, najpierw zauważono ich szkodliwy wpływ na płazy, następnie na ryby, ale dzisiaj już wiemy że ofiarami są też ludzie. W Ameryce Południowej pojawia się coraz więcej doniesień o wadach rozwojowych u niemowląt, których rodzice zamieszkiwali w sąsiedztwie pól traktowanych regularnie herbicydem.



Pestycydy – środki naturalne lub chemiczne, których zadaniem jest niszczenie chwastów. Stosowane są na polach uprawnych, w zbiornikach wodnych, budynkach inwentarskich, szpitalach i mieszkaniach. Ich działanie nie kończy się na zniszczeniu niechcianych elementów, równie skutecznie zabijają wszystkie pożyteczne organizmy bytujące na danym terenie, tym samym przerywając łańcuch pokarmowy określonego ekosystemu. Co za tym idzie, gatunki drapieżne i pożyteczne, z powodu braku pokarmu giną. Gromadzące się z pożywienia, wody i powietrza pestycydy, wywierają duży wpływ na procesy rakotwórcze – zapoczątkowując je lub nasilając – są one substancjami neurotoksycznymi zaburzającymi regulacje enzymatyczną i hormonalną.
 
Pominę tutaj fakt, że prowadzą one do wyginięcia pszczół, a każde dziecko wie, że bez nich my też wyginiemy.







„No tak, przestaniemy pryskać pola i co będziemy jeść?” Odpowiedź jest bardzo prosta, będziemy jeść mniej, a raczej mniej się zmarnuje. Ile produktów spożywczych trafia codziennie do śmietnika bo minął termin przydatności? Setki milionów! Cierpimy na nadprodukcję, jeżeli można tak powiedzieć. Niszczymy ekosystemy tylko po to, żeby za dwa tygodnie dużą część z tego co wyprodukowaliśmy - wyrzucić.


Nasz dzień trwa mniej więcej 16 godzin, więc dlaczego już popołudniu jesteśmy zmęczeni? Skoro to właśnie wtedy powinniśmy być pełni energii i gotowi na spędzenie aktywnego popołudnia?

Dzieje się tak ponieważ źle się odżywiamy, smażymy i gotujemy dosłownie wszystko, dopychamy się ciasteczkami i zapijamy to wszystko gazowanymi napojami, albo sklepowymi sokami – które obok soku nawet nie stały.



Jest kilka sposobów na poprawienie samopoczucia, na poprawę stanu w jakim znajduje się nasz organizm. Całe szczęście mamy do dyspozycji wiele roślin, które nie są produkowane na tak masową skalę jak np. soja, pszenica itd. A ich skład to bomba minerałów i witamin :) I wcale nie musimy żywić się tylko nimi, wystarczy dodawać je najlepiej w formie płynnej do naszej diety.




Super jedzenie dla Super Babek :)




 

TRAWA PSZENICZNA - Picie soku z takiej trawki zwiększa ilość czerwonych komórek krwi, oczyszczając przewód pokarmowy i większość organów. Rozszerza naczynia krwionośne, pobudza przemianę materii, stymuluje tarczycę, zwalcza otyłość, chroni przed czynnikami rakotwórczymi, neutralizuje toksyny, przedłuża życie komórek i zdolność naturalnego występowania enzymów w organizmie. Zawiera chlorofil, minerały, enzymy, witaminy i aminokwasy. 




JEŻÓWKA PURPUROWA – uważana za najbardziej skuteczny środek odtruwający układ krążenia, oddechowy i limfatyczny. Jej korzeń wykazuje dużo mocniejsze działanie niż ziele. Stosuje się ją przy przeziębieniach, wystarczą 3 filiżanki aby poczuć ulgę. Wzmacnia naturalną odporność organizmu, przyspiesza leczenie pobudzając układ immunologiczny, działa antywirusowo, przeciwzapalne i przeciwbakteryjnie. Wykazuje również wewnętrzne działanie przy chorobach skóry, grzybicach, czyrakach, pryszczach, ranach i infekcjach górnych dróg oddechowych. Zewnętrznie stosowana przy opryszczce, trądziku, łuszczycy i zainfekowanych urazach.

 

MORWA INDYJSKA – sok z tego owocka wspomaga naturalną odporność organizmu, procesy lecznicze w wielu różnych schorzeniach, ma działanie przeciwbólowe, antybakteryjne, przeciwzapalne, antyoksydacyjne i znacznie wzmacnia organizm dręczony chorobami układu krążenia i nowotworowymi. Spożywanie regularnie soku z morwy indyjskiej, poprawia kondycję fizyczną. Zawarte w nim duże ilości manganu chronią organizm przed utleniaczami. Także miąższ owocu może zostać wykorzystany w celu złagodzenia bólu i przyspieszenia gojenia się oparzeń i ran.

 

KOLCOWÓJ CHIŃSKI (jagody goji)- zwierają mnóstwo witamin, minerałów i składników odżywczych. Zawierają 8 aminokwasów egzogennych, czyli takich które występują jedynie w pokarmach- ludzki organizm ich nie produkuje. Są naprawdę potężnym źródłem pierwiastków śladowych takich jak wapno, german, fosfor, selen, miedź, cynk i żelazo. Dla przykłady jest w nich 3 razy więcej żelaza niż w szpinaku. Mało tego, w 100 g goji jest 50 razy więcej witaminy C niż w połówce pomarańczy. W ich skład wchodzą również witaminy B6, B2, B1 oraz E, karoten, nienasycone kwasy tłuszczowe, beta-sitosterol. Zawierają polisacharydy, spowalniające proces starzenia i wzmacniające organizm, no i oczywiście antyoksydanty.

 

SPIRULINA – alga morska która w dużej mierze przyczyniła się do powstania tlenu na ziemi, doceniana już przez Azteków. Składa się w 65-72% z białek dlatego jest ich idealnym źródłem, zawiera 18 aminokwasów, w tym 8 niezbędnych do budowy białek. Gwarantuję, że nigdzie nie znajdziecie ich więcej :) Aminokwasy te wyrównują poziom cukru we krwi. W tej małej niepozornej aldze znajdziemy również, kwasy tłuszczowe RNA i DNA, enzymy, glikolipidy, sulfolipidy, komplet witamin z grupy B, minerały, chlorofil, kwas gamma linolenowy i gamma linolowy . Wspomaga pracę nerek i wątroby ( detoks), wzmacnia system immunologiczny, regeneruje komórki centralnego układu nerwowego, obniża zły cholesterol, ma hamujące działanie na rozwój grypy, świnki, odry, opryszczki, przeziębienia a nawet HIV. Wspomaga procesy trawienia i wydalania, jest źródłem łatwo przyswajalnego żelaza, stymuluje tworzenie krwi oraz szpiku kostnego, zmniejsza skutki radioterapii i chemioterapii, pomaga w oczyszczaniu organizmu, ogranicza działanie złych bakterii i grzybów, przywraca równowagę kwasowo-zasadową , pobudza naprawę uszkodzeń DNA.

 


Podsumowując...

Mamy niewielki wpływ na agrokulturę i szczerze wątpię żeby moje narzekania do pani z warzywniaka przyniosły wielkie zmiany na skalę światową :) Ale nie warto też się załamywać i poddawać wyniszczającemu nasze organizmy przemysłowi spożywczemu. Jesteśmy tym co jemy, jeżeli nasze jedzenie jest 'smutne', my też będziemy smutni..



Dlatego warto wybrać się do zielarni ( Boże jak ja kocham takie miejsca :) i poszukać czegoś, co w naturalny sposób będzie pomagało nam poprawnie funkcjonować. Zdrowy organizm, to piękna cera, błyszczące włosy, długie paznokcie, wspaniała kondycja i genialne samopoczucie. Wszystkie tego chcemy.



Jeżeli zdecydujecie się wypróbować którąś z wyżej opisanych zieleninek, pamiętajcie że trzeba je stosować regularnie przez dłuższy czas. Nie wolno się zniechęcić bo po tygodniu nie ma efektów :)



Sama wybieram się dzisiaj do zielarni z moją nową listą :) Jeszcze trochę i wykupię tam dosłownie wszystko :)



Spirulina

jagody goji 

morwa indyjska

 jeżówka purpurowa 

trawa pszeniczna

jakie ma właściwości

na co wpływa

jak działa

co zawiera

środa, 11 września 2013

Tabletki z tasiemcem na odchudzanie

 Tabletki z tasiemcem na odchudzanie


A co gdybym zaryzykowała? Przecież to można usunąć, a na pewno stracę zbędne kilogramy. Przecież na forach są setki wpisów, zadowolonych z wyników kobiet, z zakupem takiej tabletki też nie będzie problemu, swego czasu były nawet na allegro. A te wyniki? 20 kilogramów w miesiąc albo dwa! Upragniona waga na wyciągnięcie ręki! Wreszcie przestaną się ze mnie śmiać, wszyscy będą z niedowierzaniem patrzyli na moje piękne ciało...

Nie mogę w to uwierzyć ?!
I szczerze mówiąc, sama nie wiem co o tym myśleć. Czy osobom poszukującym takiego specyfiku faktycznie tak trudno schudnąć, czy są po prostu tak leniwe?
Zastanawiam się od kilku dni i nie mogę znaleźć żadnego logicznego wytłumaczenia, dla takiego postępowania.




 
Stwierdzenie, że ciało jest świątynią duszy, nie znaczy wcale, że mamy je odchudzać bo duszy jest smutno! Znaczy, że ma być zdrowe.. czyli.. bez pasożytów.


 
Taką oto rozmowę znalazłam na jednym z forów, po jej przeczytaniu zrobiło mi się niesamowicie przykro. Do jak skrajnych metod odchudzania doprowadza nas kult ciała. Kobiety ryzykują własnym życiem, bo media i społeczeństwo wymagają od nas nienagannej sylwetki.

W mediach pojawiają się kampanie prorodzinne, dla osób starszych, dla studentów, uczniów.. fajnie.. A w którymś z domów ogląda te kampanie wykończona kobieta, bo hoduje swojego tasiemca od 2 miesięcy i nagle okazało się, że robak zagnieździł się nie w jelitach.. i nie można usunąć go tabletkami :(

Dlaczego nikt nie interweniuje? Prtsc który wyżej zamieściłam to tzw. pierwszy lepszy którego znalazłam, a wierzcie mi długo nie szukałam. W internecie roi się od takich tematów, a handel tabletkami zawierającymi segmenty tasiemca wręcz kwietnie. Ale to nie jest ważne, ważniejsze są emerytury i studenci. Przepraszam bardzo! Od kiedy jest coś cenniejszego od ludzkiego życia? Poruszam tutaj temat młodych matek i dziewczyn w wieku szkolnym! Czyli właśnie tych, które mają być przyszłością tego świata.



Tasiemiec nieuzbrojony, jest pasożytem, a człowiek jego żywicielem. Nie jest wcale tak, że robak zjada to co my zjemy, on najzwyczajniej w świecie zabiera wszystkie witaminy i minerały niezbędne do poprawnego funkcjonowania organizmu. Jego życie może trwać tyle ile życie jego żywiciela, osiąga rozmiary od 4 do 10 metrów! Może składać się nawet z 4000 segmentów (proglotydów) a najstarsze z nich po odrzuceniu zostają wydalane razem z kałem żywiciela.

A jakie są objawy ?

Bóle brzucha, utrata apetytu, osłabienie, nudności, chudnięcie, niedokrwistość, pokrzywki, biegunki,bóle kolkowe, zapalenie wyrostka robaczkowego, przypominające niedrożność dróg żółciowych, przewodu pokarmowego, przewodu trzustkowego.

A czasami obecność tasiemca jest nieodczuwalna – na to zapewne liczą dziewczyny odchudzające się z tasiemcem.


Poszukałam kilku zdjęć tasiemca i pewnie przez cały dzień nie włożę niczego do ust.. jest mi tak niesamowicie niedobrze, że chyba porozmawiam z muszlą :( Chcecie odchudzać się z tasiemcem? Ustawcie sobie jego zdjęcie na tapetę w telefonie i na komputerze..

A bardziej poważnie, pojawiające się na plotkarskich portalach artykuły o tabletkach z tasiemcem, są niestety niewiarygodne! W takich sytuacjach powinna interweniować instytucja państwowa! Może jakaś kampania plakatowa? Albo w mediach? COKOLWIEK!


Tabletki z tasiemcem na odchudzanie

gdzie kupić tabletki z tasiemcem

kto sprzedaje tabletki z tasiemcem

tabletki z tasiemcem na allegro

wtorek, 10 września 2013

Na odchudzanie kawa z ekspresu czy zbożowa?

Na odchudzanie kawa z ekspresu czy zbożowa? Co zawiera kawa zbożowa inka ? Kto powinien ją pić i jaki wpływ na organizm ma zbożówka? 

 

Nie jestem specem od kawy, więc nie będę się rozwodziła nad ich pochodzeniem, wypalaniem, mieleniem i parzeniem. Wiem natomiast, że znana nam czarna kawa podkręca metabolizm, oczywiście o ile pijemy ją bez dodatku mleka i niesłodzoną... obrzydlistwo!





Jestem przekonana, że każda z nas pamięta smak kawy Inka..

Większość jednak zupełnie zapomniała o smakach dzieciństwa, nie zastanawiając się jak wiele korzyści przynosiły naszym malutkim organizmom.




Dlaczego mama do śniadania wlewała w nas inkę?
Oprócz tego, że dzieciaczek za wszelką cenę chce upodabniać się do dorosłych i pijąc coś co nazywamy kawą czuje się jak mama i tata, kawa zbożowa ma wręcz zbawienny wpływ na organizm.


Zwykła mała czarna owszem pomaga nam się 'obudzić' , ale kosztem podwyższenia ciśnienia krwi, wzmożonego wydzielania insuliny przez trzustkę, podwyższonego poziomu tłuszczu we krwi i zakwaszenia żołądka. 

Co oferuje nam kawa zbożowa?




 
Zacznę od tego, że dzisiejsze kawy ze zbóż są nieporównywalnie lepsze od tych sprzed lat. Smakowo, mogą być o niebo lepszym zastępstwem dla kawy którą popijamy codziennie rano.

Jeżeli wypijemy np. Inkę z mlekiem, to zwiększymy przyswajanie wapnia i magnezu – kawa ziarnista wypłukuje magnez.



W jej skład wchodzą inulina, fenolokwasy, potas, fosfor, magnez i witaminy z grupy B.

Co to dla nas znaczy?

  • Fosfor jest budulcem kości i zębów. 

     

  • Potas reguluje gospodarkę wodną organizmu, utrzymuje prawidłowy rytm serca oraz zapotrzebowanie mózgu w tlen. Pomaga w usuwaniu produktów przemiany materii, jest niezbędny przy prawidłowej syntezie białek, bierze również udział w metabolizmie węglowodanów.

     

  • Magnez stabilizuje funkcje układu nerwowego i usprawnia pracę szarych komórek. Bierze udział w przemianie węglowodanów, białek oraz tłuszczów, dostarcza energii do komórek i tkanek, zwłaszcza do mózgu. Działa uspokajająco i poprawia pamięć. Razem z witaminą D i wapniem jest budulcem kości i zębów, poprawia trawienie, przeciwdziała powstawaniu kamieni nerkowych, reguluje pracę tarczycy, rozszerza drogi oddechowe ułatwiając tym samym leczenie astmy i zapalenia oskrzeli. Chroni przed toksynami i reguluje napięcie mięśni, pomaga w leczeniu kontuzji, przewlekłego zmęczenia, łagodzi PMS, zapobiega i łagodzi migreny – NIEŹLE! :)

     

  • Witaminy z grupy B są odpowiedzialne za zdrowy wygląd skóry oraz włosów

     

  • Inulina czyli błonnik rozpuszczalny – zmniejsza przyswajanie tłuszczu i metali ciężkich

     

  • fenolokwasy – przeciwutleniacze

     


Kto powinien pić kawę zbożową?



Osoby na diecie odchudzającej, osoby nerwowe, z nadciśnieniem, nadkwasotą, niewydolną śledzioną, owrzodzeniem przewodu pokarmowego, niewydolnymi nerkami, wątrobą i jelitami.

 

 

Od niedawna jest dostępna kawa Inka błonnik, zawierająca aż 43 % błonnika z czego 8% z jęczmienia, żyta i cykorii oraz 35% z inuliny.






Nie ma to tamto! Przy okazji następnych dużych zakupów przestawiam się na Inkę :)






kawa zbożowa

właściwości kawy zbożowej

inka z błonnikiem

cykoria inulina

jak działa

co zawiera

poniedziałek, 9 września 2013

Moje motywacje do odchudzania – lepsze i gorsze dni.

Motywacje do odchudzania - lepsze i gorsze dni 

Jak zmotywować się, żeby schudnąć 50 kg

 

Już wcześniej pisałam jak trudno przyszło mi podjęcie decyzji o odchudzaniu. Przy wadze 120 kilogramów naprawdę jest potrzebny kop w tyłek, żeby się za siebie zabrać.



Z tego co pamiętam, najpierw chciałam być w stanie ubrać się w rozmiar 42, który dla mnie był praktycznie nieosiągalny. Byłam przekonana, że 42 to idealny rozmiar dla 173 cm wzrostu ( po utracie kg okazało się, że jednak dla 175 cm – kręgosłup mi się wyprostował :). Co tu dużo mówić, pewnego dnia 50 zaczęła robić się bardzo ciasna. Wiedziałam, że jeżeli przekroczę 50 to będzie już za późno.


 

Kolejną motywacją dla mnie, był fakt że byłam w szkole średniej i zapewne po jej ukończeniu będę chciała iść do jakiejś pracy czy na staż, a kto normalny zatrudni wieloryba? Wtedy jeszcze nie wiedziałam jak szybko będą mi uciekały kilogramy, doszłam do wniosku, że do 20 urodzin, czyli do matury, mam jeszcze 3 lata, wychodząc z tego założenia, czekało mnie 36 miesięcy odchudzania.



 
Nie ukrywam, że między tymi bardziej poważnymi celami, miałam jeszcze jeden. Otóż bardzo chciałam utrzeć nosa tym, który zawsze patrzyli na mnie z odrazą. Mieszkam w małym mieście, dlatego na ulicach, w sklepach czy barach często spotykałam tych samych ludzi. Pomyślałam, że w pięty im pójdzie kiedy zobaczą mnie z wagą poniżej 100 kg.




Problemy ze stawami, skrzypienie, chrupanie, bóle i inne, codziennie dawały mi do zrozumienia, że muszę zabrać się za siebie. Że odchudzanie nie jest czymś, czym mogłabym się zająć, ale tym na czym koniecznie muszę się skupić.




Było też miejsce na syndrom typowego Polaka :) - „ Co?! Ja nie dam rady!?” bardzo głupie, ale często pomagało, zwłaszcza na orbitreku, kiedy próbowałam 120 kg człowieka, którym byłam zmuszać do wysiłku przez dłużej niż 40 min :)





Nie wolno też zapominać o internecie, który jest potężnym źródłem wiedzy, jeżeli nie ma się problemów z wyszukaniem konkretnych informacji :) Nie googlowałam suplementów, diet cud, ani nie szukałam najbliższej siłowni w okolicy, najzwyczajniej w świecie nie było mnie na to stać. Za to znalazłam historie wielu dziewczyn, które straciły dziesiątki kilogramów. Zdecydowana większość z nich, schudła bez niczyjej pomocy, bez dietetyka czy trenera. Ja też nie miałam funduszy na takie inwestycje, więc po zapoznaniu się z setkami ich opowieści o odchudzaniu byłam już przekonana, że nie mogę tłumaczyć się sama przed sobą - „nie da się, nie stać mnie na to i tamto”, po prostu wzięłam sprawy w swoje ręce i byłam sobie dietetykiem i trenerem :) 

 

Wzloty i upadki ? Oczywiście były.




Czasami waga nie ruszała się przez miesiąc czasu, chociaż pilnowałam diety i ćwiczyłam. Każdy kto się kiedyś odchudzał, wie że taka sytuacja potrafi zniechęcić. Bywały dni, kiedy odpuszczałam ćwiczenia „bo po co? Skoro nie działają”..

Jak wielkie było moje zaskoczenie, kiedy zorientowałam się, że waga nie jest wyznacznikiem. Kilogramy nie spadały, ale... spodnie z tyłka owszem :) Przestałam wtedy ważyć się codziennie, obsesja kilogramów zniknęła, od wtedy co tydzień przymierzałam tę samą parę spodni i nie mogłam wyjść z podziwu. Najpierw zapinały się luźniej, później zsuwały się z tyłka, a na koniec zupełnie spadały :) 


Czasami było też piweczko.. wprawdzie nie wolno pić alkoholu na diecie, ale byłam młoda i wszyscy chodzili do barów, a dla mnie kontakt ze znajomymi był wtedy bardzo ważny. Chciałam czasami zejść z tego orbitreka, ubrać się i wyjść z domu. Po prostu przestać liczyć kalorie i godziny ćwiczeń. Dlatego, robiłam przerwy.. najczęściej w weekend. Teraz brzmi to trochę głupio, ale byłam młodsza i miałam inne priorytety. Piłam piwko, zjadałam kilka chipsów i paluszków, a po powrocie do domu wciągałam jeszcze kilka kanapek :) - śmiać mi się chcę na samo wspomnienie :D

Ale to chyba dzięki takim wypadom, uświadomiłam sobie, że nie można przeżyć życia licząc kalorie i centymetry. Postanowiłam, że 6 dni w tygodniu to dieta i ćwiczenia, a niedziela się nie liczy :) Przecież wszystkim należy się coś od życia, a kubki smakowe też potrzebują trochę radości.





Sto dwadzieścia kilogramów, to ogrom wagi. Kiedy schudłam pierwsze 20 kg, byłam z siebie niesamowicie dumna, niestety tylko ja widziałam w sobie różnicę, dla innych dalej byłam grubasem. Nie oszukiwałam się, miałam świadomość tego, że 100 kg to nadal ogromna otyłość. Dopiero po kolejnych 10-15 kg zaczęłam słyszeć miłe słowa, wszyscy byli pełni podziwu i nareszcie zaczęły pojawiać się komplementy i pytania : „ Boże! Ile Ty schudłaś?” „Jezu jaka Ty się mała zrobiłaś” „Patrzcie! Ubrała normalne damskie spodnie” „Dopiero teraz widać jakie masz wielkie oczy” i tak bez końca – pamiętam te miłe słowa dokładnie, bo były niesamowicie motywujące i przyjemne dla ucha. Przez lata ludzie patrzyli na mnie z odrazą, a nagle mój świat przewrócił się do góry nogami.. straciłam 30 kg, znajomi zaczęli mnie bardziej dopingować, rodzina była ze mnie bardzo dumna, a ja wiedziałam, że „już bliżej niż dalej”. Kiedy zeszłam do 80 kg ubrałam moje pierwsze spodnie w rozmiarze 42 ! Kamień milowy! :) Została już tylko dyszka, wprawdzie spadała bardzo powoli, ale sam fakt że z przodu pojawiła się 7 był wzruszający.

Po utracie 45 kg, po raz pierwszy w życiu dowiedziałam się czym w ogóle jest zwracanie na siebie męskiej uwagi, byłam nastolatką i sprawiało mi to ogromną radość. Pierwsza randka, pierwsze pocałunki, spacery za rękę.. Niewiele brakowało, a wszystkie radości z dojrzewania przeszłyby bokiem :) I doskonale wiem, że byłabym dzisiaj zupełnie inną osobą.




Motywacje do odchudzanie

sposoby na skuteczne odchudzanie

plan odchudzania