Hej! Nazywam się Ida, walczę z wagą od ok 18 roku życia. Zatem minęło już prawie 10 lat, wprawdzie straciłam ok 50 kg.. ale moja waga nadal pozostawia wiele do życzenia. Dla jasności - w wieku 18 lat dobiłam do 120 kg!
wtorek, 24 września 2013
Dieta słoiczkowa – Baby Food Diet
Dieta słoiczkowa – Baby Food Diet
Niedawno dowiedziałam się, że jest
to nowy hit w kategorii diet cud....
Nie koniecznie taki nowy, na pewno nie
dla mnie :)
Ale zacznę od początku, dieta słoiczkowa to jedna prosta zasada, prawie wszystkie posiłki zastępuję się w niej jedzeniem dla niemowląt – słoikami. Tylko raz dziennie można skonsumować normalny posiłek, oczywiście im mniej kaloryczny tym lepiej.
Papki dla niemowlaków są z zasady
zdrowe, nie zawierają soli i innych zbędnych przypraw, a produkty
wykorzystywane do ich produkcji pochodzą z ekologicznych upraw.
Brzmi zachęcająco prawda?
Zdecydowanym plusem tej diety jest
fakt, że nie musimy codziennie gotować wymyślnych dietetycznych
potraw, bo wystarczy tylko odkręcić słoik..
Minusem jest koszt. Nie ukrywajmy,
słoiczki dla dzieci są dosyć drogie, a dorosła osoba zje ich
jednak więcej niż bobas:) Wg diety powinno się zjadać 14
słoiczków dziennie, tych większych – dla dzieci powyżej 1 roku
życia. Kalkulacje pozostawię zainteresowanym :)
Stosuje się ją przez 7 dni, a w czasie jej trwania można stracić nawet 5 kg. Natomiast dzienna dawka kalorii wynosi od 500 do 1400. Oczywiście przy zakupie takiego jedzonka należy wybierać te, które mają najmniej kalorii.
Wydaje się, że mamy do czynienia z
niezwykle zdrową dietą. Niestety, zapotrzebowanie na pokarm osoby
dorosłej jest zupełnie inne niż niemowlaka. Słoiki takie
zawierają dużo węglowodanów, dlatego stosowanie jej dłużej niż
7 dni to tylko strata czasu i pieniędzy. Wszystkim znane gerberki i
inne nie dostarczają wystarczającej ilości błonnika, nie
znajdziemy w nich produktów pełnoziarnistych, które są przecież
podstawą piramidy żywieniowej.
Osobiście nikomu nie poleciłabym tej
diety, no chyba że ktoś faktycznie chce żyć na słoiczkach przez
lata. Oczywiście, na pewno zdrowo byłoby gdybyśmy np. nasze
codzienne desery zastąpiły owocowymi musami dla niemowląt, bo są
zdrowe i zaspokajają naszą potrzebę na słodkie. Ale to będzie na
tyle.
Śmiesznie być na diecie cud, nawet o
tym nie wiedząc
Nie stosowałam tej diety celowo, tak
po prostu wyszło :) Kiedy 5 lat temu wycięto mi migdałki, po
prostu nie mogłam przełknąć niczego innego. Właśnie wtedy przez
około tydzień czasu żywiłam się gerberkami. Efekty były, ok 6
kilogramów.. chociaż podejrzewam, że w tej wadze odznaczał się
też wyraźnie brak płynów, bo z piciem też miałam problemy.
Niestety, nie obeszło się bez rozstrojów żołądkowych i
wielkiego efektu JO JO. No.. może nie tak wielkiego, ale pamiętam
że kiedy wreszcie rozpuściły się szwy i zaczęłam jeść
normalnie.. bardzo szybko odnalazłam te zaginione 6 kilogramów,
oprócz tego oczywiście.. strawienie makaronu, ryżu, kaszy czy po
prostu dania dla dorosłego człowieka powodowało rewolucję w
żołądku i jelitach.. nic przyjemnego. Wszyscy wiemy czym jest
zgaga, biegunka i inne rozstroje układu trawienia. Z nimi trzeba
się liczyć podejmując się diety słoiczkowej.
Dieta słoiczkowa
Baby Foof Diet
Dieta słoiczkowa efekty i opinie
słoiczki dla niemowlaków dieta
odchudzanie słoiczki
ile można schudnąć
jadłospis
błonnik
poniedziałek, 23 września 2013
niedziela, 22 września 2013
Jem żeby żyć, nie żyję aby jeść! - moja historia walki z jedzeniem.
Jem żeby żyć, nie żyję aby jeść! - historia walki z jedzeniem, zaburzenia odżywiania i emocjonalne podejście do jedzenia, kompulsywne jedzenie.
Od jakiegoś czasu przyglądam się, w
jaki sposób kształtują się moje relacje z jedzeniem. Jestem
naprawdę niemile zaskoczona wynikami tej obserwacji.
Emocjonalne podejście do jedzenia,
czyli najzwyczajniej w świecie zburzenie odżywiania. Wbrew temu co
myślałam, jednak dotyczy to również mnie. Nie jest to może
skrajny przypadek , anoreksja czy bulimia, ale są to np. mdłości
przy śniadaniu. Walczę z tym od lat, staram się zawsze rano coś
przekąsić ale możecie mi wierzyć, po prostu chce mi się rzygać
na myśl o zjedzeniu rano czegokolwiek. Czasami jest to również
poczucie winy, bo zjadłam za dużo – tutaj ciężko określić ile
to za dużo, ale pierwsze myśli po większym jedzeniu (urodziny,
grille, święta) to – O Boże! Ile ja zjadłam, przytyje, znów
pójdzie mi w nogi itd. I wiem, że duża grupa kobiet nie potrafi
cieszyć się samym tym, że okazjonalnie możemy zjeść coś
naprawdę pysznego, tradycyjnymi świątecznymi daniami Polskiej
kuchni.. NIE! Bo to tuczy! - Zamiast myśleć o tym, że spędzimy
czas z rodziną, otworzymy prezenty, a na stole pojawią się znów
smaki dzieciństwa -babciny sernik, jabłecznik mamy i przekładana
sałatka cioci – my myślimy, że po takiej imprezie będziemy
musiały spędzić 10 dni na siłowni. Cały czar świąt pryska..
Kilka lat temu przerabiałam również
przykry temat kompulsywnego jedzenia – zabierałam ze sobą do
pokoju tyle żarcia ile tylko się dało i po 2 minutach wszystko
znikało z talerza. Najczęściej zdarzało się to na tle nerwowym i
wydaje mi się, że nie jest to po prostu efekt dużych nerwów,
raczej sposób na odwrócenie swojej uwagi od kłopotów. Lepiej
skupić się na tym, że zjadłam obiad za 3 osoby i przytyje, niż
na faktycznym problemie. Całe szczęście, mnie już to nie dotyczy.
Teraz na nerwy, słucham muzyki. Oczywiście na słuchawkach i tak
głośno żeby nic i nikt nie było w stanie mi przeszkodzić :)
Wracając do tytułu tego wpisu.
Jem żeby żyć, nie żyję aby jeść!
Emocjonalne podejście do jedzenia, jest wbrew pozorom poważnym problemem. Wiele razy słyszałam, że odchudzanie nie jest kwestią podejścia do pokarmu tylko jego racjonowania. Często jednak okazywało się to kłamstwem, kiedy walczy się z otyłością, walczy się z jedzeniem! Nikt nie przytył dlatego że najadł się powietrza, a ważąc (znów mój przykład :P ) 120 kg nie myśli się o niczym innym, tylko o wpływie tego jedzenia na proces tycia. Poza milionem innych czynników, które przeważały wówczas szalę zdrowego i niezdrowego jedzenia, zawsze zwraca się uwagę tylko na papu! Bo czasu nie da się cofnąć, ale można zmienić sposób odżywiania. Rodzi się wtedy swego rodzaju nienawiść do tego pokarmu, no bo dlaczego batonik jest sprzedawany jako przekąska skoro ma okrutny wpływ na nasze boczki? Dlaczego mama smaży naleśniki, przecież one tuczą? Po co babcia piecze ciasto, ja i tak go nie zjem! Koleżanka przyszła na kawę i przyniosła ciastka- wariatka! I tak bez końca.
A jeżeli sam fakt spożywania posiłku
zaczyna się źle kojarzyć? Nawet jeżeli jemy sałatkę, czy
tekturkę z twarogiem.. A co kiedy uczucie sytości przypomina nam o
tym, że miałyśmy się odchudzać? I zaczyna być dla nas sygnałem
o przejedzeniu? Kiedy żołądek się napełnia, a my myślimy że to
zły znak... wtedy jest już bardzo niedobrze.. I mimo że ja nigdy
ze skierowania do psychologa nie skorzystałam ( a miałam takich
wiele ), polecam wszystkim mającym takie problemy wizytę u
specjalisty.
To jest błąd mojej młodości, brak
zdrowego rozsądku i czysta nienawiść do jedzenia. Może jestem
silna, a może miałam szczęście, bo sama pokonałam te schody i
pogodziłam się wreszcie z tym co jem. Baaaa...! teraz lubię moje
jedzenie. Ale to była długa i męcząca droga, męcząca dla mnie i
straszna dla moich bliskich.
Wcześniej żyłam bo jedzenie było
rozwiązaniem wszystkich problemów, w tym także sposobem na nudę.
Później przyjmowanie pokarmów było wyzwaniem, cały mój świat
krążył wokół jedzenia, było ono pierwszą myślą rano i
ostatnią przed snem. Myślę, że fobia to dobre słowo. Bałam się
go jak ognia i obwiniałam je za całe zło tego świata, za moje
niepowodzenia za to, że otyłość stała się chorobą
cywilizacyjną.. za głód, za dzieci umierające z powodu jego
braku.
Minęło bardzo dużo czasu, zanim
uświadomiłam sobie, że między jedzeniem a pożywieniem jest
ogromna różnica. Jedzeniem może być tabliczka czekolady,
hamburger czy batonik. Jedzeniem, bo możemy to po prostu zjeść.
Pożywieniem natomiast, jest wszystko to co jest pożywne, co odżywia
nasz organizm, nie odkłada się w boczkach i udach, a pozwala nam
poprawnie funkcjonować.
Teraz jem żeby żyć :) Bo bez
pożywienia, po prostu się nie da :)
Jem żeby żyć nie żyję żeby jeść
kompulsywne jedzenie
odchudzanie
emocjonalne podejście do jedzenia
nienawiść do jedzenie
wstręt do jedzenia
jak walczyć z kompulsywnym jedzeniem
piątek, 20 września 2013
30 dni Wyzwanie orbitrekowe – podsumowanie miesiąca :)
Wyzwanie 30 dni z orbitrekiem
efekty 30 dni na orbitreku
30 min dziennie na orbitreku
Na początek, bez bicia przyznam się,
że nie ćwiczyłam 30 dni.. To jest po prostu niewykonalne. Po
pierwsze, jestem przekonana że nikt nie jest w stanie zaplanować
sobie całego miesiąca co do minuty, po drugie każdy miewa gorsze
dni, gdzieś po drodze pojawiają się spadki formy, dziwne bóle
albo .. kobiece dolegliwości. Po trzecie, nie można ćwiczyć dzień
w dzień.. a przynajmniej ja nie mogę, po 25 dniach czułam bardzo
nieprzyjemne mrowienie w udach, zwłaszcza kiedy siedziałam z nogą
na nogę i kiedy próbowałam cokolwiek przejechać na orbitreku.
Oprócz tego, pojawiał się ból 'piszczeli' przy spacerowaniu. Mówi
się, że trzeba dać mięśniom odpocząć.. no cóż, cykl 26 dni
bez przerwy to trochę za dużo.
Dlatego następne wyzwanie (przypominam
wszystkim chętnym 22.09 – 22.10.2013) będzie trwało owszem 30
dni ( dokładniej 31), ale z rozpisem na przerwy i takie dni, kiedy można będzie
pojechać więcej niż 30 min, np. 40 czy 50 :)
|
22.09.2013 |
30 min |
|
|
23.09.2013 |
30 min |
|
|
24.09.2013 |
40 min |
|
|
25.09.2013 |
40 min |
|
|
26.09.2013 |
Przerwa |
|
|
27.09.2013 |
40 min |
|
|
28.09.2013 |
30 min |
|
|
29.09.2013 |
50 min |
|
|
30.09.2013 |
30 min |
|
|
1.10.2013 |
Przerwa |
|
|
2.10.2013 |
30 min |
|
|
3.10.2013 |
40 min |
|
|
4.10.2013 |
30 min |
|
|
5.10.2013 |
50 min |
|
|
6.10.2013 |
Przerwa |
|
|
7.10.2013 |
40 min |
|
|
8.10.2013 |
30 min |
|
|
9.10.2013 |
40 min |
|
|
10..10.2013 |
30 min |
|
|
11.10.2013 |
40 min |
|
|
12.10.2013 |
50 min |
|
|
13.10.2013 |
Przerwa |
|
|
14.10.2013 |
30 min |
|
|
15.10.2013 |
30 min |
|
|
16.10.2013 |
Babskie sprawy |
|
|
17.10.2013 |
Babskie sprawy |
|
|
18.10.2013 |
Babskie sprawy |
|
|
19.10.2013 |
40 min |
|
|
20.10.2013 |
40min |
|
|
21.10.2013 |
40min |
|
|
22.10.2013 |
40 min |
|
A podsumowanie?
Właściwie już je opisałam :)
o tutaj o -
http://jakschudlam50kg.blogspot.com/2013/09/30-dniowe-wyzwanie-orbitrekowe.html
Ciężko mi powiedzieć co chciałaby przekazać mi waga, bo
ostatnio pokazuje tylko napis LOW – podejrzewam, że już pora
wymienić baterię.
Nie zapisywałam dokładnie dat, ale
sumowałam minuty i wyszło ich – 760 ( 760 min/25 dni = 30,4 min
dziennie). Miło byłoby dobić do 900 min w II etapie tego wyzwania,
ale zobaczymy na co czas pozwoli, po 760 minutach widzę różnicę,
więc na pewno chcę ten wynik utrzymać i oczywiście w miarę
możliwości podkręcić :)
Polecam każdej osobie zainteresowanej
wspólnym podjęciem tego wyzwania, stworzenie własnej prostej
tabelki – 3 kolumny, 31 wierszy. W pierwszej tak samo jak ja, wpisać
sobie datę, w 2 ilość planowanych minut, dni przerwy i rezerwę na
kobiece dolegliwości, a w trzeciej codziennie zaznaczać czy
założony cel na dany dzień został osiągnięty.
Drogie Panie, dwa dni leniuchowania i
wskakujemy na orbitrek! :)
Jak ćwiczyć na orbitreku
Ile minut dziennie na orbitreku
efekty ćwiczeń na orbitreku
wyzwanie 30 dni orbitrek
miesiąc ćwiczeń na orbitreku
czwartek, 19 września 2013
Tanie nie znaczy złe 2013 wrzesień – czyli kosmetycznie
Tanie nie znaczy złe - wrzesień 2013
krem brązujący Alterrra
Alterra pomadka do ust - rumiankowa
Dzisiaj nie będzie to nic wielkiego :)
Tylko dwa produkty z rossmanna.
Najpierw krótko o kremie brązującym
Alterra.
Opinie na jego temat są bardzo
podzielone, ale wydaje mi się że wszystko jest kwestią cery.
Zazwyczaj dziewczyny polecają go na lato, ja natomiast lubię takie
kremy zimą. Wtedy moja cera jest przesuszona i bardzo wrażliwa, a
krem który nawilża i wyrównuje koloryt jest dla mnie idealny.
Po pierwsze... nie jest to krem
brązujący, tylko tonizujący. Mi osobiście to nie przeszkadza, nie
lubię sztucznego 'zabarwiania' czy ' odbarwiania' skóry.
Plusy :
- ma bardzo lekkie krycie
- wyrównuje kolor skóry
- wygląda naprawdę naturalnie
- bardzo przyzwoicie pachnie
- CENA 7-10 zł
- pojemność 50 ml
- matowe wykończenie
- przypudrowany utrzymuje się cały dzień
- można go mieszać z innymi kremami, np. BB lub podkładami
Minusy:
- szybko 'zastyga' – ale w moim przypadku nie robi smug
- jest dostępny tylko w jednym odcieniu
To jeden z tych produktów, które po
prostu must have :)
Druga rzecz to rumiankowa pomadka do
ust Alterra.
Jak wszystkie produkty Alterry, ma
skład przyjazny dla naszej skóry.
Jest kosmetykiem wielozadaniowym!
Kosztuje niecałe 6 zł.
Zastosowanie:
- Stosuję ją oczywiście na usta i spełnia swoje pierwotne zadanie naprawdę dobrze.
- Na suche skórki :) Kiedy mam placek czegoś suchego na twarzy, po prostu miziam palec w pomadce i nakładam ją na dane miejsce.
- Na rzęsy. Wystarczy dobrze wyszorowana szczoteczka po tuszu i pomadka, a gwarantuję że różnica będzie zauważalna. Nie jest to RapidLash, ale pozytywne efekty używania tej pomadki będą widoczne najlepiej po ok 6 tygodniach, bo tyle trwa cykl 'życia' rzęsy :) Sama używam jej dopiero od 3 tygodni, ale już widzę jak zagęszczają się rzęsy, a co najważniejsze odrastają mi te, które wypadły sto lat temu i uparcie nie chciały odrosnąć.
krem brązujący Alterra brzoskwiniowy
pomadka Alterra rumiankowa
pomadka do ust Alterra rumiankowa na rzęsy
opinie rzesy pomadka do ust Alterra
Subskrybuj:
Posty (Atom)






