Hej! Nazywam się Ida, walczę z wagą od ok 18 roku życia. Zatem minęło już prawie 10 lat, wprawdzie straciłam ok 50 kg.. ale moja waga nadal pozostawia wiele do życzenia. Dla jasności - w wieku 18 lat dobiłam do 120 kg!
poniedziałek, 16 września 2013
Ile straciłam kilogramów przez całe swoje - jakby nie było - krótkie życie?
Starałam się wziąć pod uwagę
wszystkie stracone kilogramy, przynajmniej te z którymi walczyłam.
Nie chcę tutaj zniechęcać
czytających do dietkowania, ale uświadomić (po raz setny), że
zdrowe żywienie to nie dieta, która idzie w odstawkę po
osiągnięciu celu.
Mam 25 lat i dopiero teraz
przeanalizowałam dokładnie historię mojej wagi.
Na początku bloga opisałam moją
historię z egzemą i sterydami. Jednak moje uwielbienie do czekolady
– niemieckiej czekolady – już wcześniej pomogło mi obrosnąć
w tłuszcz :)
Będąc maluszkiem w przedszkolu,
miałam anemię, byłam blondyneczką bladą jak ściana. Chorowałam
na anginę co 3 tygodnie, czyli wyzdrowiałam i po tygodniu znów
byłam chora. Trwało to około 1-1,5 roku. Efektem tego było w
końcu wycięcie migdałków... w wieku 22 lat :D – ach Ci lekarze
:)
Wracając do mojego dzieciństwa,
faszerowano mnie wszystkim co mogło tylko poprawić apetyt. Nie mam
pojęcia czy lekarze wtedy nie wiedzieli do końca jak leczyć
anemię, a może po prostu nie chciało im się na tym skupiać. Tak
czy inaczej, przyszedł dzień kiedy wszystkie witaminki i
tableteczki zaczęły działać. Wcale nie dziwię się, że moi
rodzice z radością patrzyli jak pałaszuję kotleta z ziemniakami i
zagryzam to czekoladą. Niestety efekty takiego odżywiania pojawiły
się dosyć szybko. Wprawdzie waga wzrastała bardzo powoli –
stosunkowo do wzrostu, bo już w przedszkolu byłam najwyższa w
całej grupie. Okazało się jednak, że idąc do gimnazjum mam 25 kg
nadwagi!
Byłam młoda i mój organizm bardzo
szybko reagował na odchudzanie, dlatego szybciej je straciłam niż
hodowałam :) - Zacznijmy obliczenia 25 +....
W szkole średniej pojawiła się
fatalna egzema, w „hisotria grubasa” -
http://jakschudlam50kg.blogspot.com/search/label/HISTORIA%20GRUBASA
- dokładnie opisałam jej efekty.. przytyłam 50 kg i tyle samo
schudłam. W tym miejscu mamy już 25+50..
Mój pobyt w Anglii również zakończył
się przyrostem wagi, było to 9 kg, które oczywiście też
straciłam . 25+50+9...
Przebyta operacja i czyste lenistwo z
nią związane doprowadziło do kolejnego przyrostu wagi o 9 kg.. ok
77 kg to chyba mój punkt krytyczny :) - do tej pory straciłam 5 kg
.
Podsumowując
25 + 50 + 9 + 5 = 89 kg...
Zgadza się :) Jestem prawdziwą
weteranką walki z tłuszczem :D
niedziela, 15 września 2013
sobota, 14 września 2013
30 dniowe wyzwanie orbitrekowe – aktualizacja :)
30 dniowe wyzwanie orbitrekowe – aktualizacja :)
Jak wcześniej pisałam, podjęłam się
wyzwania 30 dni po 30 min na orbitreku. Za 6 dni dobiegnie ono końca.
Więc efekty opiszę dokładniej za
tydzień, na razie chciałam poinformować, że...
TO DZIAŁA! :)
Waga wprawdzie wariuje, najpierw
pokazywała 2 kg więcej, teraz pokazuje średnio 73-72 kg. Ale to
nie jest ważne. Od kwietnia zeszło mnie ok 5 kg :) RADOŚĆ!
To jest właśnie 5 kilogramów tłuszczu --->
A spodnie? Moje kochane! Spodnie
zaczynają
mi z tyłka spadać :) Nieprawdopodobne jak ogromne zmiany
widzę w lustrze.
Boczki? Mniejsze :)
Uda? Mniejsze :)
Tyłek? Nabiera kształtu :)
Skóra? Mięciutka w dotyku :)
I tak bez końca, w samych
superlatywach :)
Podejmę to wyzwanie jeszcze raz, za
tydzień. Jeżeli któraś z was posiada orbitrek serdecznie
zapraszam do wspólnych ćwiczeń.
Wyzwanie orbitrekowe – edycja II –
22.09.2013 – 22.10.2013 :)
Jak możesz to jeść?! Przecież to jest tektura!
Wafle ryżowe, ziołowe herbatki i surowe warzywa - dlaczego są traktowane jak jedzenie dla psa?
Wstaję rano i zaparzam dzbaneczek z
pokrzywą i skrzypem, zalewam pół litrowy kufel wodą i dodaję do
niej sok z cytryny. Na stół wędruje kawałek placka otrębowego, a
herbatka z jeżówki purpurowej już się parzy. Cisza i spokój..
ogólny relaks..
Wiadomości już przeczytane, teraz
pora pograć w Angry Birds, za 20 minut pewnie włączę sobie jakiś
ciekawy dokument z serii Jamesa Maya albo Richarda Hammonda.. Cud,
miód i orzeszki!
Słyszę chrapanie, tzn że Pan Domu
zaraz podniesie swoje zacne cztery litery i przyczłapie do kuchni w
poszukiwaniu kawy. Mija 5 minut,a obok mnie pojawia się wielce
zniesmaczona postać komentująca moje śniadanie.
- „Po co tyle na otręby wydajesz ? Ja Ci wióry z tartaku za darmo przyniosę, nawet 10 kg”
- „Ble.. co Ty za mlecze parzysz w tym dzbanku?”
- „Jakaś brudna ta Twoja woda w szklance”
- „Idź sobie lepiej Pepsi kup”
Wprawdzie wcale tak nie myśli, ale
powiedzieć musi :) Wydaje mi się, że każda z nas często
przerabia podobny scenariusz.
Dla faceta jedzenie to białe pieczywo
( najlepiej ogromna biała buła ), masło (bez niego nawet
najbardziej pachnący chlebek będzie niezjadliwy ), ser żółty,
szynka, serek topiony, kiełbaska, pasztet (najlepiej wszystko razem,
tak po kawałeczku dla urozmaicenia).
Na obiad koniecznie kartofle.. polane
tłuszczykiem, najważniejsze kotleciki – najlepiej dwa. Do tego
suróweczka. Na przekąskę? Tosty, zapiekanki.. i czasami batonik.
Kolacja? Zupka chińska i 6 kromek, podobnych do tych ze śniadania.
I kto tutaj miałby prawo komentować
jedzenie drugiej osoby?
Minęło pół dnia, jest sobota i
umówiliśmy się ze znajomymi w rynku. Dzisiaj będzie obiad 'na
mieście', wybieramy sałatkę najlepiej z sosem jogurtowym – bo po
co nam dodatkowy tłuszcz. Każdy przygląda się zawartości naszego
talerza.. Bóg jeden wie co im po głowie chodzi.
- „Może też powinnam była zamówić sałatkę?”
- „Je te sałatki od lat, a i tak nie schudła”
- „Żarcie dla królika”
Itp. Itd.
Ze spotkania zbieramy się na zakupy, w
lodówce nie ma prawie niczego, nawet kasza się skończyła. Robimy
nalot na TESCO.. Teraz zaczną się schody, mamy listę podzieloną
na dwie grupy - „jedzenie dla mnie i dla niego”. Nasza część
jest dokładnie opisana, często nawet z dokładną nazwą produktu i
firmy, a u niego?
-ser
-keczup
-musztarda
-ziemniaki
-mięso
-parówki
itd.
W czasie kiedy my buszujemy po sklepie
w poszukiwaniu konkretnego artykułu z naszej listy, on zebrał już
wszystko co chciał. Przewracając oczami, pcha wózek zbierając po
drodze wszystko co jest smaczne, ale niepotrzebne.
Walka o pokarm zakończyła się
sukcesem:) Wracamy do domu , zakupy wędrują na swoje miejsca w
kuchni. Przychodzi wieczór i pora na kolację. Zasiadamy do stołu,
każde robi sobie na co ma ochotę.. Podejrzanie okazuje się, że
nasz placek otrębowy jest .. tak jakby nadgryziony.
Nagle!! Pan Domu chwyta wafla pszenno -
ryżowego i zaczyna go smarować pasztetem!
CO SIĘ WŁAŚNIE STAŁO?!
Spoglądamy na niego nie do końca
przekonane co chce nam udowodnić i spotykamy się z prostą
odpowiedzią - „no co? Ja lubię te wafelki”. Za chwilę pada
pytanie - „ A dasz mi spróbować tej swojej herbaty?”.
Ręce opadają! Po co oni zgrywają
takich wrogów dietetycznego jedzenia, skoro im smakuje?
Co to w ogóle za pojęcie ' męskie
jedzenie'? Jedzenie jak jedzenie, jeżeli nie jest trujące to jest
dla każdego :)
piątek, 13 września 2013
Nocne napady głodu - moja historia
Nocne napady głodu, moje mniej i bardziej skuteczne sposoby, które staram się wdrażać do dzisiaj :) Przepis na placek otrębowy.
Odchudzamy się i odchudzamy, nie jemy
całe dnie, bo przecież nie jesteśmy głodne. Po co wciskać w
siebie dodatkowe kalorie, skoro nie mamy zupełnie ochoty na posiłek?
Często piszę o tym czego potrzebują
nasze organizmy, więc dzisiaj przedstawię sprawę troszeczkę
inaczej.
Wyobraźmy sobie, że mamy naprawdę
fajny samochód. Ba, fajny to małe słowo, niech będzie to np.
Aston Martin DBS Volante … o taki :)
Wychodzisz rano z domu, otwierasz garaż
i jedziesz do pracy, później odbierasz dzieci ze szkoły albo
przedszkola. Dodajmy do tego popołudniową rodzinna przejażdżkę i
zakupy. Wieczorkiem odstawiasz swojego Astona do garażu.
Następnego dnia sytuacja się
powtarza, ale w pewnym momencie pojawia się problem.. coś furczy i
burczy i rzęzi! Niedobrze! Zatrzymujesz autko np. pod szkołą,
dzieci dumnie do niego wskakują, ale tym razem nie chce odpalić..
ale wstyd! Zepsułaś taki samochód! Dzwonisz do męża, a on
zadaje Ci proste pytanie: A zalałaś go?
Teraz załóżmy, że ten wspaniały
pojazd jest naszym ciałem, garaż jest naszym łóżkiem, a paliwo..
no właśnie! Paliwo jest naszym jedzeniem..
Zasadnicza różnica między nami, a
samochodem jest taka, że.. kiedy kończy się nam paliwo, mamy
niepohamowaną potrzebę „zalania baku” do pełna, bo jesteśmy
słabe i nieprawdopodobnie głodne.
Taka sytuacja nie będzie miała
miejsca, jeżeli dostarczymy organizmowi odpowiedniej ilość pokarmu
o odpowiednich porach. Oczywiście pokarmu wartościowego, który
będzie uzupełniał braki witamin, minerałów, enzymów itd.
niezbędnych organizmowi do przeprowadzenia tysięcy reakcji
chemicznych dzięki którym w ogóle żyjemy.
Sama popełniałam takie błędy, nie
jadłam cały dzień, a wieczorami dumnie liczyłam zaoszczędzone
kalorie. Natomiast w nocy.. no właśnie w nocy.. atakowałam lodówkę
jak zombie! Nawet nie byłam świadoma tego co jadłam, po prostu
brałam łyżkę albo widelec i pakowałam do buzi wszystko co w niej
znalazłam.
Często rano byłam nieźle zaskoczona,
że np. odbija mi się kiełbasą albo makrelą...no bo, przecież
niczego nie jadłam.
Dopiero później dowiedziałam się,
że niejedzenie nie jest sposobem. Organizm, który jest niedożywiony
wcale nie spala tłuszczu, magazynuje go bo boi się, że jutro,
pojutrze czy za tydzień znów nie dostanie jeść. Tak, BOI SIĘ...
nasze organizmy to bardzo mądre systemy, które często myślą bez
naszej wiedzy.
Obsesja odchudzania, bo właśnie to
mną kierowało, nie pozwalała mi jeść. Wiedziałam, że muszę,
ale nie robiłam tego.. BO KALORIE ! - głupek :)
Kiedy pojawiały się napady głodu,
próbowałam wszystkiego – jogurtów, marchewek, pomidorów,
owoców, słoneczników i orzechów. Ale nie trwało to długo, po
prostu nie mogłam się najeść. Nie ważne ile bym w siebie wcisnęła
jedzenia, nawet kiedy z przeżarcia chciało mi się rzygać .. dalej
byłam głodna.
Naprawdę dużo czasu minęło, zanim
dotarło do mnie, że ' w taki sposób' nie schudnę.
Dzisiaj staram się mieć zawsze w
lodówce coś, co mogę zjeść na śniadanie i kolację, bo obiadki
jem regularnie :) Ostatnio moim ulubieńcem jest placek otrębowy
a'la pizza, piekę go sobie kiedy mam ochotę i trzymam w lodówce,
zjadam po kawałku na śniadanie, na przekąskę czy na kolację.
Podzielę się przepisem, który
znalazłam na youtubie.
Placek otrębowy al'a pizza.
- 12 łyżek otrąb
- 1 jajko
- jogurt naturalny
- 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
- serek wiejski
- pomidor
- przyprawy
- sos pomidorowy (może być zwykły keczup albo koncentrat)
- blaszka do pizzy, ale może być też zwyczajna do ciasta
Otręby mieszam z proszkiem do
pieczenia i całym jajkiem. Do tak przygotowanej mikstury dodaję po
łyżce jogurtu, aż otręby ładnie się posklejają ( nie może być
za mokre, ale musi to być jednolita masa ). Przyprawiam pieprzem,
solą, bazylią... na co mam ochotę:) Wykładam na blaszkę –
cienką warstwę, jak ciasto pizzowe. Smaruję wierzch sosem
pomidorowym, a na górę wykładam odsączony serek wiejski, jego też
przyprawiam i kładę na niego kilka grubych plastrów pomidora.
Całość wrzucam do piekarnika na 20
min (ok 200stopni) – po wyjęciu, wyciągam placek. Jak dla mnie
musi odparować, bo mokry jakoś mi nie smakuje :)
Wiem, że nie wygląda świeżo :) Jest wczorajszy i 'nadgryziony' :D Ale smakuje rewelacyjnie!
Smacznego!
Nocne napady głodu jak radzić sobie z nadmiernym apetytem, co jeść żeby nie przytyć - placek otrębowy przepis.
czwartek, 12 września 2013
Super jedzenie dla super babek! Spirulina, trawa pszeniczna, jeżówka purpurowa, morwa indyjska i kolcowój chiński ( jagody goji). Jaki mają wpływ na organizm i ich nieprawdopodobne właściwości lecznicze.
Super jedzenie dla super babek! Spirulina, trawa pszeniczna, jeżówka purpurowa, morwa indyjska i kolcowój chiński ( jagody goji). Jaki mają wpływ na organizm i ich nieprawdopodobne właściwości lecznicze.
Każdy kraj, każda kultura, każdy
człowiek na świecie wie że jesteśmy tym co jemy.
Jak stare jest nasze jedzenie?
Tak naprawdę w najlepszym przypadku ma
ono 7 dni. Tutaj nasuwa się kolejne pytanie. Jaką wartość
odżywczą ma jedzenie, które ma tydzień czasu? Odpowiedź jest
prosta ma około 40% tego co powinien dostarczyć nam świeży
produkt.
Wszystko co znajdziemy w sklepach jest
wysoko przetworzone, warzywa i owoce są stare, urosły na polu, na
którym skład gleby przypomina bardziej skład pustyni. Jakby tego
było mało, wszystko to zostało opryskane pestycydami, środkami
grzybobójczymi i herbicydami.
Herbicydy – najbardziej popularne
środki eliminujące chwasty, stosowane w rolnictwie od wielu lat.
Oczywiście nie bez ofiar, najpierw zauważono ich szkodliwy wpływ
na płazy, następnie na ryby, ale dzisiaj już wiemy że ofiarami są
też ludzie. W Ameryce Południowej pojawia się coraz więcej
doniesień o wadach rozwojowych u niemowląt, których rodzice
zamieszkiwali w sąsiedztwie pól traktowanych regularnie herbicydem.
Pestycydy – środki naturalne lub
chemiczne, których zadaniem jest niszczenie chwastów. Stosowane są
na polach uprawnych, w zbiornikach wodnych, budynkach inwentarskich,
szpitalach i mieszkaniach. Ich działanie nie kończy się na
zniszczeniu niechcianych elementów, równie skutecznie zabijają
wszystkie pożyteczne organizmy bytujące na danym terenie, tym samym
przerywając łańcuch pokarmowy określonego ekosystemu. Co za tym
idzie, gatunki drapieżne i pożyteczne, z powodu braku pokarmu giną.
Gromadzące się z pożywienia, wody i powietrza pestycydy, wywierają
duży wpływ na procesy rakotwórcze – zapoczątkowując je lub
nasilając – są one substancjami neurotoksycznymi zaburzającymi
regulacje enzymatyczną i hormonalną.
Pominę tutaj fakt, że prowadzą one do wyginięcia pszczół, a każde dziecko wie, że bez nich my też wyginiemy.
„No tak, przestaniemy pryskać pola i
co będziemy jeść?” Odpowiedź jest bardzo prosta, będziemy jeść
mniej, a raczej mniej się zmarnuje. Ile produktów spożywczych
trafia codziennie do śmietnika bo minął termin przydatności?
Setki milionów! Cierpimy na nadprodukcję, jeżeli można tak
powiedzieć. Niszczymy ekosystemy tylko po to, żeby za dwa tygodnie
dużą część z tego co wyprodukowaliśmy - wyrzucić.
Nasz dzień trwa mniej więcej 16
godzin, więc dlaczego już popołudniu jesteśmy zmęczeni? Skoro to
właśnie wtedy powinniśmy być pełni energii i gotowi na spędzenie
aktywnego popołudnia?
Dzieje się tak ponieważ źle się
odżywiamy, smażymy i gotujemy dosłownie wszystko, dopychamy się
ciasteczkami i zapijamy to wszystko gazowanymi napojami, albo
sklepowymi sokami – które obok soku nawet nie stały.
Jest kilka sposobów na poprawienie
samopoczucia, na poprawę stanu w jakim znajduje się nasz organizm.
Całe szczęście mamy do dyspozycji wiele roślin, które nie są
produkowane na tak masową skalę jak np. soja, pszenica itd. A ich
skład to bomba minerałów i witamin :) I wcale nie musimy żywić
się tylko nimi, wystarczy dodawać je najlepiej w formie płynnej do
naszej diety.
Super jedzenie dla Super Babek :)
TRAWA PSZENICZNA - Picie soku z takiej
trawki zwiększa ilość czerwonych komórek krwi, oczyszczając
przewód pokarmowy i większość organów. Rozszerza naczynia
krwionośne, pobudza przemianę materii, stymuluje tarczycę,
zwalcza otyłość, chroni przed czynnikami rakotwórczymi,
neutralizuje toksyny, przedłuża życie komórek i zdolność
naturalnego występowania enzymów w organizmie. Zawiera chlorofil,
minerały, enzymy, witaminy i aminokwasy.
JEŻÓWKA PURPUROWA – uważana za
najbardziej skuteczny środek odtruwający układ krążenia,
oddechowy i limfatyczny. Jej korzeń wykazuje dużo mocniejsze
działanie niż ziele. Stosuje się ją przy przeziębieniach,
wystarczą 3 filiżanki aby poczuć ulgę. Wzmacnia naturalną
odporność organizmu, przyspiesza leczenie pobudzając układ
immunologiczny, działa antywirusowo, przeciwzapalne i
przeciwbakteryjnie. Wykazuje również wewnętrzne działanie przy
chorobach skóry, grzybicach, czyrakach, pryszczach, ranach i
infekcjach górnych dróg oddechowych. Zewnętrznie stosowana przy
opryszczce, trądziku, łuszczycy i zainfekowanych urazach.
MORWA INDYJSKA – sok z tego owocka
wspomaga naturalną odporność organizmu, procesy lecznicze w wielu
różnych schorzeniach, ma działanie przeciwbólowe, antybakteryjne,
przeciwzapalne, antyoksydacyjne i znacznie wzmacnia organizm dręczony
chorobami układu krążenia i nowotworowymi. Spożywanie regularnie
soku z morwy indyjskiej, poprawia kondycję fizyczną. Zawarte w nim
duże ilości manganu chronią organizm przed utleniaczami. Także
miąższ owocu może zostać wykorzystany w celu złagodzenia bólu i
przyspieszenia gojenia się oparzeń i ran.
KOLCOWÓJ CHIŃSKI (jagody goji)-
zwierają mnóstwo witamin, minerałów i składników odżywczych.
Zawierają 8 aminokwasów egzogennych, czyli takich które występują
jedynie w pokarmach- ludzki organizm ich nie produkuje. Są naprawdę
potężnym źródłem pierwiastków śladowych takich jak wapno,
german, fosfor, selen, miedź, cynk i żelazo. Dla przykłady jest w
nich 3 razy więcej żelaza niż w szpinaku. Mało tego, w 100 g goji
jest 50 razy więcej witaminy C niż w połówce pomarańczy. W ich
skład wchodzą również witaminy B6, B2, B1 oraz E, karoten,
nienasycone kwasy tłuszczowe, beta-sitosterol. Zawierają
polisacharydy, spowalniające proces starzenia i wzmacniające
organizm, no i oczywiście antyoksydanty.
SPIRULINA – alga morska która w
dużej mierze przyczyniła się do powstania tlenu na ziemi,
doceniana już przez Azteków. Składa się w 65-72% z białek
dlatego jest ich idealnym źródłem, zawiera 18 aminokwasów, w tym
8 niezbędnych do budowy białek. Gwarantuję, że nigdzie nie
znajdziecie ich więcej :) Aminokwasy te wyrównują poziom cukru we
krwi. W tej małej niepozornej aldze znajdziemy również, kwasy
tłuszczowe RNA i DNA, enzymy, glikolipidy, sulfolipidy, komplet
witamin z grupy B, minerały, chlorofil, kwas gamma linolenowy i
gamma linolowy . Wspomaga pracę nerek i wątroby ( detoks), wzmacnia
system immunologiczny, regeneruje komórki centralnego układu
nerwowego, obniża zły cholesterol, ma hamujące działanie na
rozwój grypy, świnki, odry, opryszczki, przeziębienia a nawet HIV.
Wspomaga procesy trawienia i wydalania, jest źródłem łatwo
przyswajalnego żelaza, stymuluje tworzenie krwi oraz szpiku
kostnego, zmniejsza skutki radioterapii i chemioterapii, pomaga w
oczyszczaniu organizmu, ogranicza działanie złych bakterii i
grzybów, przywraca równowagę kwasowo-zasadową , pobudza naprawę
uszkodzeń DNA.
Podsumowując...
Mamy niewielki wpływ na agrokulturę i
szczerze wątpię żeby moje narzekania do pani z warzywniaka
przyniosły wielkie zmiany na skalę światową :) Ale nie warto też
się załamywać i poddawać wyniszczającemu nasze organizmy
przemysłowi spożywczemu. Jesteśmy tym co jemy, jeżeli nasze
jedzenie jest 'smutne', my też będziemy smutni..
Dlatego warto wybrać się do zielarni
( Boże jak ja kocham takie miejsca :) i poszukać czegoś, co w
naturalny sposób będzie pomagało nam poprawnie funkcjonować.
Zdrowy organizm, to piękna cera, błyszczące włosy, długie
paznokcie, wspaniała kondycja i genialne samopoczucie. Wszystkie
tego chcemy.
Jeżeli zdecydujecie się wypróbować
którąś z wyżej opisanych zieleninek, pamiętajcie że trzeba je
stosować regularnie przez dłuższy czas. Nie wolno się zniechęcić
bo po tygodniu nie ma efektów :)
Sama wybieram się dzisiaj do zielarni
z moją nową listą :) Jeszcze trochę i wykupię tam dosłownie
wszystko :)
Spirulina
jagody goji
morwa indyjska
jeżówka purpurowa
trawa pszeniczna
jakie ma właściwości
na co wpływa
jak działa
co zawiera
Subskrybuj:
Posty (Atom)










