Hej! Nazywam się Ida, walczę z wagą od ok 18 roku życia. Zatem minęło już prawie 10 lat, wprawdzie straciłam ok 50 kg.. ale moja waga nadal pozostawia wiele do życzenia. Dla jasności - w wieku 18 lat dobiłam do 120 kg!
poniedziałek, 23 września 2013
niedziela, 22 września 2013
Jem żeby żyć, nie żyję aby jeść! - moja historia walki z jedzeniem.
Jem żeby żyć, nie żyję aby jeść! - historia walki z jedzeniem, zaburzenia odżywiania i emocjonalne podejście do jedzenia, kompulsywne jedzenie.
Od jakiegoś czasu przyglądam się, w
jaki sposób kształtują się moje relacje z jedzeniem. Jestem
naprawdę niemile zaskoczona wynikami tej obserwacji.
Emocjonalne podejście do jedzenia,
czyli najzwyczajniej w świecie zburzenie odżywiania. Wbrew temu co
myślałam, jednak dotyczy to również mnie. Nie jest to może
skrajny przypadek , anoreksja czy bulimia, ale są to np. mdłości
przy śniadaniu. Walczę z tym od lat, staram się zawsze rano coś
przekąsić ale możecie mi wierzyć, po prostu chce mi się rzygać
na myśl o zjedzeniu rano czegokolwiek. Czasami jest to również
poczucie winy, bo zjadłam za dużo – tutaj ciężko określić ile
to za dużo, ale pierwsze myśli po większym jedzeniu (urodziny,
grille, święta) to – O Boże! Ile ja zjadłam, przytyje, znów
pójdzie mi w nogi itd. I wiem, że duża grupa kobiet nie potrafi
cieszyć się samym tym, że okazjonalnie możemy zjeść coś
naprawdę pysznego, tradycyjnymi świątecznymi daniami Polskiej
kuchni.. NIE! Bo to tuczy! - Zamiast myśleć o tym, że spędzimy
czas z rodziną, otworzymy prezenty, a na stole pojawią się znów
smaki dzieciństwa -babciny sernik, jabłecznik mamy i przekładana
sałatka cioci – my myślimy, że po takiej imprezie będziemy
musiały spędzić 10 dni na siłowni. Cały czar świąt pryska..
Kilka lat temu przerabiałam również
przykry temat kompulsywnego jedzenia – zabierałam ze sobą do
pokoju tyle żarcia ile tylko się dało i po 2 minutach wszystko
znikało z talerza. Najczęściej zdarzało się to na tle nerwowym i
wydaje mi się, że nie jest to po prostu efekt dużych nerwów,
raczej sposób na odwrócenie swojej uwagi od kłopotów. Lepiej
skupić się na tym, że zjadłam obiad za 3 osoby i przytyje, niż
na faktycznym problemie. Całe szczęście, mnie już to nie dotyczy.
Teraz na nerwy, słucham muzyki. Oczywiście na słuchawkach i tak
głośno żeby nic i nikt nie było w stanie mi przeszkodzić :)
Wracając do tytułu tego wpisu.
Jem żeby żyć, nie żyję aby jeść!
Emocjonalne podejście do jedzenia, jest wbrew pozorom poważnym problemem. Wiele razy słyszałam, że odchudzanie nie jest kwestią podejścia do pokarmu tylko jego racjonowania. Często jednak okazywało się to kłamstwem, kiedy walczy się z otyłością, walczy się z jedzeniem! Nikt nie przytył dlatego że najadł się powietrza, a ważąc (znów mój przykład :P ) 120 kg nie myśli się o niczym innym, tylko o wpływie tego jedzenia na proces tycia. Poza milionem innych czynników, które przeważały wówczas szalę zdrowego i niezdrowego jedzenia, zawsze zwraca się uwagę tylko na papu! Bo czasu nie da się cofnąć, ale można zmienić sposób odżywiania. Rodzi się wtedy swego rodzaju nienawiść do tego pokarmu, no bo dlaczego batonik jest sprzedawany jako przekąska skoro ma okrutny wpływ na nasze boczki? Dlaczego mama smaży naleśniki, przecież one tuczą? Po co babcia piecze ciasto, ja i tak go nie zjem! Koleżanka przyszła na kawę i przyniosła ciastka- wariatka! I tak bez końca.
A jeżeli sam fakt spożywania posiłku
zaczyna się źle kojarzyć? Nawet jeżeli jemy sałatkę, czy
tekturkę z twarogiem.. A co kiedy uczucie sytości przypomina nam o
tym, że miałyśmy się odchudzać? I zaczyna być dla nas sygnałem
o przejedzeniu? Kiedy żołądek się napełnia, a my myślimy że to
zły znak... wtedy jest już bardzo niedobrze.. I mimo że ja nigdy
ze skierowania do psychologa nie skorzystałam ( a miałam takich
wiele ), polecam wszystkim mającym takie problemy wizytę u
specjalisty.
To jest błąd mojej młodości, brak
zdrowego rozsądku i czysta nienawiść do jedzenia. Może jestem
silna, a może miałam szczęście, bo sama pokonałam te schody i
pogodziłam się wreszcie z tym co jem. Baaaa...! teraz lubię moje
jedzenie. Ale to była długa i męcząca droga, męcząca dla mnie i
straszna dla moich bliskich.
Wcześniej żyłam bo jedzenie było
rozwiązaniem wszystkich problemów, w tym także sposobem na nudę.
Później przyjmowanie pokarmów było wyzwaniem, cały mój świat
krążył wokół jedzenia, było ono pierwszą myślą rano i
ostatnią przed snem. Myślę, że fobia to dobre słowo. Bałam się
go jak ognia i obwiniałam je za całe zło tego świata, za moje
niepowodzenia za to, że otyłość stała się chorobą
cywilizacyjną.. za głód, za dzieci umierające z powodu jego
braku.
Minęło bardzo dużo czasu, zanim
uświadomiłam sobie, że między jedzeniem a pożywieniem jest
ogromna różnica. Jedzeniem może być tabliczka czekolady,
hamburger czy batonik. Jedzeniem, bo możemy to po prostu zjeść.
Pożywieniem natomiast, jest wszystko to co jest pożywne, co odżywia
nasz organizm, nie odkłada się w boczkach i udach, a pozwala nam
poprawnie funkcjonować.
Teraz jem żeby żyć :) Bo bez
pożywienia, po prostu się nie da :)
Jem żeby żyć nie żyję żeby jeść
kompulsywne jedzenie
odchudzanie
emocjonalne podejście do jedzenia
nienawiść do jedzenie
wstręt do jedzenia
jak walczyć z kompulsywnym jedzeniem
piątek, 20 września 2013
30 dni Wyzwanie orbitrekowe – podsumowanie miesiąca :)
Wyzwanie 30 dni z orbitrekiem
efekty 30 dni na orbitreku
30 min dziennie na orbitreku
Na początek, bez bicia przyznam się,
że nie ćwiczyłam 30 dni.. To jest po prostu niewykonalne. Po
pierwsze, jestem przekonana że nikt nie jest w stanie zaplanować
sobie całego miesiąca co do minuty, po drugie każdy miewa gorsze
dni, gdzieś po drodze pojawiają się spadki formy, dziwne bóle
albo .. kobiece dolegliwości. Po trzecie, nie można ćwiczyć dzień
w dzień.. a przynajmniej ja nie mogę, po 25 dniach czułam bardzo
nieprzyjemne mrowienie w udach, zwłaszcza kiedy siedziałam z nogą
na nogę i kiedy próbowałam cokolwiek przejechać na orbitreku.
Oprócz tego, pojawiał się ból 'piszczeli' przy spacerowaniu. Mówi
się, że trzeba dać mięśniom odpocząć.. no cóż, cykl 26 dni
bez przerwy to trochę za dużo.
Dlatego następne wyzwanie (przypominam
wszystkim chętnym 22.09 – 22.10.2013) będzie trwało owszem 30
dni ( dokładniej 31), ale z rozpisem na przerwy i takie dni, kiedy można będzie
pojechać więcej niż 30 min, np. 40 czy 50 :)
|
22.09.2013 |
30 min |
|
|
23.09.2013 |
30 min |
|
|
24.09.2013 |
40 min |
|
|
25.09.2013 |
40 min |
|
|
26.09.2013 |
Przerwa |
|
|
27.09.2013 |
40 min |
|
|
28.09.2013 |
30 min |
|
|
29.09.2013 |
50 min |
|
|
30.09.2013 |
30 min |
|
|
1.10.2013 |
Przerwa |
|
|
2.10.2013 |
30 min |
|
|
3.10.2013 |
40 min |
|
|
4.10.2013 |
30 min |
|
|
5.10.2013 |
50 min |
|
|
6.10.2013 |
Przerwa |
|
|
7.10.2013 |
40 min |
|
|
8.10.2013 |
30 min |
|
|
9.10.2013 |
40 min |
|
|
10..10.2013 |
30 min |
|
|
11.10.2013 |
40 min |
|
|
12.10.2013 |
50 min |
|
|
13.10.2013 |
Przerwa |
|
|
14.10.2013 |
30 min |
|
|
15.10.2013 |
30 min |
|
|
16.10.2013 |
Babskie sprawy |
|
|
17.10.2013 |
Babskie sprawy |
|
|
18.10.2013 |
Babskie sprawy |
|
|
19.10.2013 |
40 min |
|
|
20.10.2013 |
40min |
|
|
21.10.2013 |
40min |
|
|
22.10.2013 |
40 min |
|
A podsumowanie?
Właściwie już je opisałam :)
o tutaj o -
http://jakschudlam50kg.blogspot.com/2013/09/30-dniowe-wyzwanie-orbitrekowe.html
Ciężko mi powiedzieć co chciałaby przekazać mi waga, bo
ostatnio pokazuje tylko napis LOW – podejrzewam, że już pora
wymienić baterię.
Nie zapisywałam dokładnie dat, ale
sumowałam minuty i wyszło ich – 760 ( 760 min/25 dni = 30,4 min
dziennie). Miło byłoby dobić do 900 min w II etapie tego wyzwania,
ale zobaczymy na co czas pozwoli, po 760 minutach widzę różnicę,
więc na pewno chcę ten wynik utrzymać i oczywiście w miarę
możliwości podkręcić :)
Polecam każdej osobie zainteresowanej
wspólnym podjęciem tego wyzwania, stworzenie własnej prostej
tabelki – 3 kolumny, 31 wierszy. W pierwszej tak samo jak ja, wpisać
sobie datę, w 2 ilość planowanych minut, dni przerwy i rezerwę na
kobiece dolegliwości, a w trzeciej codziennie zaznaczać czy
założony cel na dany dzień został osiągnięty.
Drogie Panie, dwa dni leniuchowania i
wskakujemy na orbitrek! :)
Jak ćwiczyć na orbitreku
Ile minut dziennie na orbitreku
efekty ćwiczeń na orbitreku
wyzwanie 30 dni orbitrek
miesiąc ćwiczeń na orbitreku
czwartek, 19 września 2013
Tanie nie znaczy złe 2013 wrzesień – czyli kosmetycznie
Tanie nie znaczy złe - wrzesień 2013
krem brązujący Alterrra
Alterra pomadka do ust - rumiankowa
Dzisiaj nie będzie to nic wielkiego :)
Tylko dwa produkty z rossmanna.
Najpierw krótko o kremie brązującym
Alterra.
Opinie na jego temat są bardzo
podzielone, ale wydaje mi się że wszystko jest kwestią cery.
Zazwyczaj dziewczyny polecają go na lato, ja natomiast lubię takie
kremy zimą. Wtedy moja cera jest przesuszona i bardzo wrażliwa, a
krem który nawilża i wyrównuje koloryt jest dla mnie idealny.
Po pierwsze... nie jest to krem
brązujący, tylko tonizujący. Mi osobiście to nie przeszkadza, nie
lubię sztucznego 'zabarwiania' czy ' odbarwiania' skóry.
Plusy :
- ma bardzo lekkie krycie
- wyrównuje kolor skóry
- wygląda naprawdę naturalnie
- bardzo przyzwoicie pachnie
- CENA 7-10 zł
- pojemność 50 ml
- matowe wykończenie
- przypudrowany utrzymuje się cały dzień
- można go mieszać z innymi kremami, np. BB lub podkładami
Minusy:
- szybko 'zastyga' – ale w moim przypadku nie robi smug
- jest dostępny tylko w jednym odcieniu
To jeden z tych produktów, które po
prostu must have :)
Druga rzecz to rumiankowa pomadka do
ust Alterra.
Jak wszystkie produkty Alterry, ma
skład przyjazny dla naszej skóry.
Jest kosmetykiem wielozadaniowym!
Kosztuje niecałe 6 zł.
Zastosowanie:
- Stosuję ją oczywiście na usta i spełnia swoje pierwotne zadanie naprawdę dobrze.
- Na suche skórki :) Kiedy mam placek czegoś suchego na twarzy, po prostu miziam palec w pomadce i nakładam ją na dane miejsce.
- Na rzęsy. Wystarczy dobrze wyszorowana szczoteczka po tuszu i pomadka, a gwarantuję że różnica będzie zauważalna. Nie jest to RapidLash, ale pozytywne efekty używania tej pomadki będą widoczne najlepiej po ok 6 tygodniach, bo tyle trwa cykl 'życia' rzęsy :) Sama używam jej dopiero od 3 tygodni, ale już widzę jak zagęszczają się rzęsy, a co najważniejsze odrastają mi te, które wypadły sto lat temu i uparcie nie chciały odrosnąć.
krem brązujący Alterra brzoskwiniowy
pomadka Alterra rumiankowa
pomadka do ust Alterra rumiankowa na rzęsy
opinie rzesy pomadka do ust Alterra
środa, 18 września 2013
Dzień w kórym pęka niebo - PMS i zaburzenia odżywiania
PMS i napady głodu przed miesiączką, jak sobie z nimi radzić?
Przed nami kolejny piękny, jesienny
dzień. Nareszcie przestało padać :) Aura sprzyja odchudzaniu, a
nastawienie? Jak najbardziej pozytywne.
Po przebudzeniu oczywiście szklanka
wody z cytryna, zamiast kawy ziołowa herbatka. Pierwszy posiłek,
jogurcik z płatkami, a w torebce gotowe drugie śniadanie – pyszna
sałateczka.
Mija 12 – czas na przerwę w pracy.
Pora zjeść 2 śniadanie.. schodzimy ze swojego stanowiska. Po
drodze atakują nas automaty z batonikami, przez szybę w biurze
widzimy cukiernię, a koleżanka jak na złość wciąga wielkiego,
oblepionego lukrem pączka..! Wszystko przeciwko nam!
Na co dzień taka sytuacja to nic
nowego, ale dzisiaj.. jakoś ciężko się opanować. Oczywiście,
jakby tego było mało, pojawia się ogromny żal do świata! „Boże
oni wszyscy jedzą takie pyszności, są tacy szczupli, rzygać mi
się chce tymi sałatkami, zjadłabym kawałek czekoladowego tortu,
no ewentualnie trzy kawałki”.... itd. itd. itd. Przecież nie będę
wychodziła teraz do sklepu, Boże jestem taka gruba i pryszczata jak
nastolatka. Spuchłam jak balon, spodnie wżynają mi się w boczki..
BOŻE JESTEM TAKA BRZYDKA!
Przez pół dnia walczymy same ze sobą,
o każdą kalorię. Przychodzi czas opuścić stanowisko pracy i
wybrać się do domu.. a po drodze tyle dobroci! Czekoladki,
ciasteczka, lody, cukierki i bułki słodkie.. Co najśmieszniejsze,
zamiast wejść do jednego ze sklepów i po prostu coś kupić,
przecież każdemu należy się nagroda! Jeżeli dwa dni w miesiącu
pojemy trochę słodkiego świat się nie zwali. My nie chcemy! Nie
dzisiaj.. bo przecież będziemy takie grube i takie brzydkie i w
ogóle nikt nas nie rozumie, nie lubi, nie przytuli bla bla bla.. tak
bez końca :) Za to wieczorem, przy okazji wyjścia po mleko do kawy,
czy spaceru z psem.. ojj wieczorem się dzieje, wbiegamy do
najbliższego sklepu i kupujemy wszystko co zwiera niedozwolone na
diecie ilości cukru..
A jak ja sobie z tym radzę? Ano nie
radzę sobie wcale :) Ta siła wyższa jest ponad moje możliwości.
Próbowałam już wszystkiego, dżemów, dżemików, kisieli,
budyniów, naleśników.. ogólnie, wszystkiego co słodkie ale nie
tuczy aż tak jak czekolada... Z mizernym skutkiem :)
Po co mówić sobie, że „zjem budyń
to nie ruszę czekolady”? Ja i tak ją zjem. Musiałam się z tym
pogodzić, po co oszukiwać się przekąskami po 200 – 300 kalorii,
skoro one i tak nie będą nigdy czekoladą, a efektem takich działań
będzie , zamiast 500 kalorii w słodyczach to 800...
Wiem, że nie wszystkie kobiety cierpią
na takie czekoladowe ataki, ale ja jestem ich podręcznikowym
przykładem :) Po prostu muszę, bo się zapłaczę! A żeby było
śmiesznie, wiem że taki dzień nadchodzi bo moja blizna na czole
puchnie :) Tak, jestem jak Harry Potter :P A PMS taki mój
Voldemort..czy jak on się tam nazywał. W każdym razie, kiedy jest
blisko, bardzo wyraźnie widzę to na swoim czole.
Tak więc drogie Panie! Jeżeli
jesteście wobec siebie fair, przez cały miesiąc stosujecie się do
założeń swoich diet. Nie odmawiajcie sobie czekolady, gyrosu,
frytek... czegokolwiek. PMS to siła wyższa, całe szczęście tylko
raz w miesiącu. Zamiast dołować się wtedy jeszcze bardziej, może
warto taki dzień lub dwa, potraktować jako nagrodę? - Wytrwałam
27-29 dni w diecie, dzisiaj będę jadła z myślą o swoim
samopoczuciu, a nie figurze.
Ja tak robię, wiem że nie chudnę w
maksymalnym tempie. Ale 5 kg zeszło, a dni z czekoladą miewam
regularnie :)
PMS i napaday głodu
PMS i zaburzenia odżywiania
Jak radzić sobie z napadami głodu przed miesiączką
Subskrybuj:
Posty (Atom)








