Hej! Nazywam się Ida, walczę z wagą od ok 18 roku życia. Zatem minęło już prawie 10 lat, wprawdzie straciłam ok 50 kg.. ale moja waga nadal pozostawia wiele do życzenia. Dla jasności - w wieku 18 lat dobiłam do 120 kg!
sobota, 6 września 2014
czwartek, 19 czerwca 2014
Klasyczny rower, a rower treningowy..
Klasyczny rower, a rower treningowy..
Dawno
dawno temu, w moim domu stał i kurzył się rowerek treningowy – zwany również
stacjonarnym. Nie jestem nawet w stanie
zliczyć ile razy próbowałam się do niego przekonać, wsiadałam i pedałowałam..
ale po 15 minutach dostawałam świra i uciekałam przed komputer.. Tylko po to,
aby następnego dnia spróbować raz jeszcze.
Wiem,
że rowerek stacjonarny jest ulubieńcem wielu kobiet, wygodny, cichy, a w
trakcie „jazdy” można sobie pooglądać TV.
Dlaczego
napisałam „jazdy” ? Bo wg mnie ćwiczenie na rowerku stacjonarnym nigdy nawet
nie leżało obok klasycznej rowerowej przejażdżki.
Oczywiście
nie twierdzę tutaj, że rower treningowy jest gorszy, albo nie warty uwagi.
Myślę jednak, że kalkulatory spalania kalorii – których pełno w sieci – nie są
wiarygodne, właśnie w kategorii „jazda na rowerze”.
Skąd
ta pewność?
Otóż
tocząc się na rowerku stacjonarnym przez 60 min ze średnią prędkością 20 km/h
mój organizm nie jest w stanie wycisnąć nawet kropelki potu.. tutaj muszę
podkreślić, że pocę się bardzo, bardzo, bardzo rzadko..
Natomiast
kiedy jadę na klasycznym rowerze przez 60 min i w tym czasie robię 20 km, mam
zupełnie mokre plecy i brzuch, czuję przyjemne mrowienie w nogach a mój tyłek
dochodzi do siebie jeszcze przez następne 60 min – co nie dzieje się w przypadku roweru treningowego.
Jazda
na rowerze po za domem, to nierówności terenu, wredny przeciwny wiatr,
wspaniałe pobocza, na których utrzymanie kierownicy wymaga sporej pracy rąk,
polne drogi i wiele innych. Za to trening na stacjonarnym to telewizor/muzyka i
co najwyżej zmiana tempa i obciążenia. Dlatego uważam, że rower klasyczny jest
zdecydowanie lepszy od swojego domowego odpowiednika.
Mój
wniosek jest następujący kategoria „ jazda na rowerze” w przypadku w/w
kalkulatorów przedstawia realne ilości spalonych kalorii tylko w przypadku
jazdy na prawdziwym rowerze… No chyba, że ktoś naprawdę zagina czasoprzestrzeń
na stacjonarnym :)
Za mną
dzisiaj ok 800 kalorii, a jak do tej pory z 400 km do przejechania w ciągu
miesiąca zrobiło się 330 km :) Jutro 12h pracy, ale w weekend znów wskakuję na
moje 2 kółka!
rower klasyczny a rowerek stacjonarny
na odchudzanie
jak schudłam
jak schudnąć
wyzwanie rowerowe
kalkulator kalorii
kalkulator spalania kalorii
piątek, 13 czerwca 2014
Wyzwanie rowerowe - Czyli jak się ruszać kiedy lekarz zabronił..
Już
wcześniej pisałam, że do końca leczenia nie wolno mi ćwiczyć. Długo się
zastanawiałam, jak włączyć do codzienności odrobinę aktywności. Oczywiście
internet mnie nie zawiódł i odpowiedź znalazła się stosunkowo szybko.
Nie
myślę już nawet o odchudzaniu, bo przy tak silnych hormonach nawet nie warto…
Dokładnie to samo powiedział mi dietetyk, więc na tym zakończmy temat diet,
wyczerpujących ćwiczeń, czy sałateczek – bo właśnie nimi się żywię, a i tak
tłuszczyk rośnie na potęgę.
No
ale, wracając do tematu aktywności..
Na
pierwsze miejsce w wyszukiwarce wskoczył po prostu ROWER..
Poczytałam,
pooglądałam, policzyłam i doszłam do wniosku, że koniecznie muszę załatwić takie dwa kółka! Przypomniałam sobie, że jeszcze kilka lat temu wycieczki
po 40 km pojawiały się w moim kalendarzu naprawdę regularnie. Niestety mój rower przepadł bez wieści, a o
towarzystwo na przejażdżki było coraz trudniej.
Po
dociekliwym (2tygodniowym) śledztwie rower odnalazł się, cały ale nie zdrowy.
Do pełni świetności jeszcze sporo mu brakuje, ale jeździ. Nie mam licznika, a łańcuch spadł mi 3 razy w ciągu 50 min… ale
przejechałam 15 km i poczułam się
fantastycznie ! Co najważniejsze, nic mnie nie bolało, nie swędziało i nie
kłuło :)
Tak
więc postanowiłam, do urlopu zrobić 400 km.. no w zasadzie już 385. Nie wiem w
jakim stopniu to pomoże mojej sylwetce (obecnie błagającej o zakończenie
przyjmowania leków – najlepiej oczywiście z pozytywnym skutkiem), ale wiem
że regularne przejażdżki poprawią mi
samopoczucie :)
Zatem,
jaki wpływ na organizm ma rower? A właściwie rowerowe wycieczki :)
- Poprawia
kondycję
-
poprawia samopoczucie - endorfiny
-
kształtuje sylwetkę
- zmniejsza
poziom złego cholesterolu
-
poprawia wydolność wielu organów (zwłaszcza płuc)
- poprawia
krążenie
- przy
odpowiednim ustawieniu siodełka i kierownicy ma wspaniały wpływ na kręgosłup
- zwiększa siłę mięśni
-
pomaga pozbyć się tłuszczu i cellulitu
- pomaga
utrzymać stawy w dobrej formie
- poprawia
się wygląd naszej skóry, czyli zdrowa promienna cera
Same
zalety prawda?
Tak więc, z okazji dnia wolnego od pracy, z wizją 2x12h postaram się
wykorzystać ten dzień jak najlepiej i za jakieś 2h wskakuję na rower :)
Kto
wie, może za jakiś czas znajdę kilka groszy, które zainwestuję w rower i bez obaw będę mogła wyjechać po za miasto :)
Odpowiedzi na możliwe pytania:
- Skąd wiem ile przejechałam? Z
google maps :)
- Jaki
mam rower? Zwykły, żółto- niebieski :)
-
Jakie lubię wycieczki? Dalekie, ale sama na takim rowerze boję się jechać 20 -
30 km poza miasto :)
Wpływ roweru na zdrowie
Jak wpływa jazda rowerem na organizm
wyzwanie rowerowe 2014
jak jeździć na rowerze
rower na odchudzanie
jak schudnąć
Odchudzanie
Jak schudnąć
Jak schudłam
piątek, 2 maja 2014
Tymczasem u mnie..
Podczas wielu miesięcy walki o nową
pracę uświadomiłam sobie, że znalezienie jej na dzień dzisiejszy
graniczy z cudem. W miasteczku takim jak moje ( ok 70 tys) miejsc
pracy jest niewiele, a bezrobotni wyrastają jak grzyby po deszczu.
W kwietniu byłam na dwóch rozmowach (
to naprawdę dużo jak na naszą mieścinę ), na pierwszej miałam
starać się o pracę kasjerki w punkcie banku, tak się składa że
już to robiłam i wiem doskonale na czym owa praca polega,
przychodzi klient wpłaca albo wypłaca pieniążki... to tyle.
Ku mojemu zaskoczeniu rozmowa nabrała
bardziej charakteru przesłuchania na komisariacie, stanęły nade
mną 3 babeczki i zaczęły maltretować pytaniami z podręcznika od
haeru... żal i smutek ogarnął moją duszę, a cała rozmowa
zakończyła się klapą, nie jestem w stanie udawać, że zdaję
sobie sprawę jak wiele umiejętności wymaga taka praca... bo byłoby
to większym kłamstwem niż 2+2=5 . No i oczywiście nie dam sobie
wcisnąć pełnej odpowiedzialności za najniższą krajową..
Tydzień później zadzwonił telefon,
sprzedawca E papierosów na pasażu. No może nie jest to robota
marzeń ale wymagań nie mieli prawie wcale, rozmowa trwała 3 minuty
i już na 2 dzień wiedziałam że mam tę pracę...
Ale, no właśnie ALE!
Wg ogłoszenia umowa o pracę na pełny
etat, na rozmowie sprostowanie – zlecenie ( ale z szansą na
umowę), nie jest to do końca moje marzenie, ale pomyślałam co mi
tam? Pieniądze na drzewie nie rosną to idę.. No i poszłam..
Oczywiście moje nadzieje na umowę o
pracę zostały zgaszone bardzo szybko, moja zmienniczka robi tutaj
ponad rok i cały czas ciśnie śmieciową. Zero premii, bonusów i
równe jak od linijki 1200 zł miesięcznie, praca świątek, piątek
i niedziela, bez urlopu oczywiście i broń Cie Panie Boże od
choroby bo L4 jest tutaj traktowane jak wypowiedzenie...
TRUDNO – pomyślałam i poszłam do
pracy, w pierwszym tygodniu poznałam 3 dziewczyny, które robią za
5 zł/h – o zgrozo! W 2 tygodniu dostałam uczulenia na „Zeskanuj
swoją kartę clubcard”, a pod koniec trzeciego zorientowałam się,
że pracuję na czarno...
Zadzwoniłam zatem do szefa, pospieszyć
go z wypisaniem umowy. W odpowiedzi usłyszałam „ A czego Ty się
boisz, że Ci nie zapłacę? Możesz przecież w każdej chwili
wyciągnąć pieniądze z kasetki i uciec”... Nie do końca tego
się spodziewałam, ale zawsze to jakaś myśl :)
I tak sobie siedzę, w majówkę po 12h
dziennie słońce widzę tylko z samego rana – o ile nie ma mgły.
Następny dzień mam wolny, ale jestem padnięta i wolny czas ucieka
mi przez palce zanim się rozbudzę wstaję na następne 12h pracy.
Nie mam jak zrobić sobie kawy ani herbaty, na stoisku nie ma nawet
czajnika. Na cotygodniowe rozliczenie stanowiska muszę przynosić
swojego laptopa, a żeby wysłać owe rozliczenie jestem zmuszona
prosić się ludzi z innych sklepów i stanowisk o chwilowy chociaż
dostęp do internetu... Toaleta, co tu dużo mówić każdy wie jak
wyglądają kibelki w tesco, klucz do pracowniczego wc? Zapomnij,
firma nie zapłaci za dorobienie – muszę go wyrobić na własny
koszt.
Może gdybym miała 20 lat taka praca mogłaby mnie satysfakcjonować.. niestety mam 26 i w tym momencie czuję się już wykorzystywana..
Za dużo opowiadania..
chciałam pracę, mam pracę, a w pracy
szukam pracy...
poniedziałek, 10 marca 2014
Często podkreślam, że życie weryfikuje wszystkie nasze plany.. i mam rację
Jedno się układa, drugie rozpada.
Udało mi się zmienić mieszkanie,
malutkie ale ładne z oknami wychodzącymi na gimnazjum do którego
miałam okazję uczęszczać. Po prawej stronie bloku mam park i
sporych rozmiarów polanę, na wprost nie widzę już okien innych
ludzi, mogę za to spoglądać na całkiem sporą ilość drzew i
szkolne boisko. Z czego jestem niezmiernie zadowolona :)
I chociaż nadal brakuje nam połowy
mebli, a pieniądze dalej nie rosną na drzewach to jestem
zachwycona!
Przeprowadzka zabrała nam sporo czasu,
poprzednia landlordka po raz kolejny chciała nas wrobić w dziwnego
pochodzenia długi. Na szczęście w tej kwestii sprawa jest
zawieszona, aż do przedłożenia nam zadłużenia na papierze w
postaci rachunku wystawionego przez odpowiednią instytucję.
Nie było czasu na siłownie, ani
spacery zresztą każdy kto miał okazję przeprowadzać się w
1dzień wie z jakim chaosem to się później wiąże :)
Niestety, straciłam prawo do
bezpłatnej opieki zdrowotnej. Zostałam zwyczajnie oszukana przez
firmę która zapewniała mnie o złożeniu w Urzędzie Pracy
imiennego wniosku o staż. Jak możecie się domyślić, wniosek ów
nie wpłynął, a ja za karę zostałam pozbawiona statusu osoby
bezrobotnej.
Pięć dni temu wybrałam się do
prywatnego lekarza, moje plany były zupełnie inne. Otóż po
rozpoczęciu stażu planowałam zrobić sobie kompleksowe badania –
bo ostatnio miewałam dziwne bóle, zwłaszcza podczas ćwiczeń,
jestem osłabiona, nie mogę się wyspać a moja twarz wygląda
jakbym codziennie waliła butelkę denaturatu :(
Dowiedziałam się, że moja
endometrioza znów dała się we znaki, prawego jajnika zostało mi
pół – ledwo widoczny na USG przypominający rozbity kotlet,
dowiedziałam się, że jestem raczej bezpłodna, a endometrioza
objawiła się tym razem tworząc na lewym jajniku sporych rozmiarów
torbiel.. no i co? No i nie mogę ćwiczyć – pozostają mi spacery
:( Mam rozpocząć leczenie, tylko jak? Lek bez refundacji kosztuje
ok 1200 zł! Potrzebuję ok 3-6 opakowań, a i one nie są gwarancją
że obejdzie się bez operacji. Nie stać mnie na to.. Obiecałam
lekarzowi, że po receptę zgłoszę się za kilka dni i średnio to
widzę, bo z pracą u nas jest naprawdę ciężko. Możesz dostać
1200 zł jeżeli znasz 3 języki, jesteś po studiach, masz prawko i
wieloletnie doświadczenie.. co dyskwalifikuje mnie na starcie.
Powiedziała bym, że jestem w kropce,
ale w tym momencie lepiej moją sytuację oddam jeżeli powiem, że
jestem w dupie!
Pomijając fakt, że nie jestem w
stanie teraz myśleć o odchudzaniu i ćwiczeniach – mogę się
tylko kontrolować, nie jestem też w stanie się leczyć, a
przynajmniej spróbować.
Mam nadzieję, że moja sytuacja będzie
dla was zrozumiała.. ale nie mogę teraz kontynuować projektu
odchudź mnie na blogu, nie mam do tego głowy..
teraz moim priorytetem jest znaleźć
jakiś magiczny sposób na rozpoczęcie leczenia..
Trzymajcie ze mnie kciuki, może jednak
uda się coś wykombinować :)
Odchudzanie
Jak schudnąć
Jak schudłam
endometrioza
torbiel jajnika
brak opieki zdrowotnej
brak ubezpieczenia
środa, 19 lutego 2014
Nieodchudzająco – Czyli luźne przemyślenia o wynajmowaniu mieszkania.
Nieodchudzająco – Czyli luźne
przemyślenia o wynajmowaniu mieszkania.
Witajcie w Polsce, rok 2014, perspektyw
na kupno mieszkania BRAK. Zdolność kredytowa? Max 1500 zł. A
jednak co miesiąc do cudzej kieszeni trafia 700 zł z naszego
budżetu + rachunki.
To jak jest? Stać nas na kredyt czy
nie? Bank mówi, że nie, historia pokazuje coś zupełnie innego.
Styczeń 2013 - wielka radość z
pierwszego wynajętego mieszkania, lokalizacja – centrum
(okropieństwo – zero drzew, ani grama trawy naprzeciwko stara
kamienica z której sypie się tynk, wszędzie pełno alkonów, za
oknem wojny pijaków, co 2 dni interwencja straży i policji) – na
ogłoszeniu brzmiało to lepiej. No nic, umowa podpisana więc już
po ptokach. Opóźnienie z zapłatą czynszu? W ciągu 15 miesięcy 3
razy, zapłata przed terminem 6 razy. Sms od właściciela mieszkania
? Ok 200 :/ Stan techniczny? Tragedia! Wszystko się psuje i rozpada,
a kuchenka i lodówka są w moim wieku – jak nie starsze.
Termin płatności – do 1 każdego
miesiąca, sms od właściciela ? Średnio 3 - 25,27,28 każdego
miesiąca. Tak dla przypomnienia.
Roczne rozliczenie za prąd – 400 zł,
za wodę 840 zł! Bez wglądu w samo rozliczenie – kwoty 'na gębę'.
Po głębszej analizie i postawieniu warunku – będzie rozliczenie
na papierze będą pieniądze – kwota magicznym sposobem zmniejsza
się o 240 zł, a wglądu w papiery nadal brak.
Wynajmujący mówi, że najemca jest
złym człowiekiem, że niszczy, nie płaci na czas, olewa, nie
oddzwania.. a co myśli najemca? Że wynajmujący jest zwykłym
oszustem.
Jakiś czas temu czytałam cykl
artykułów dotyczących wynajmowanych mieszkań i złapałam się
za głowę. Bo zamiast owocnej dla obu stron współpracy pojawiają
się wieczne zarzuty - wynajmujący najemcy i odwrotnie.
Przejrzystość umów jest raczej słaba, a kwestie finansowe są jak
puzzle, których sporo brakuje.
Średnio co 3 miesiące pojawia się
pytanie ' Kiedy się Państwo wyprowadzacie?' - Boże!? Naprawdę
jesteśmy tacy straszni? Nie robimy imprez, staramy się płacić na
czas, sami naprawiamy usterki... czego ona jeszcze chce?!
Czy jestem w stanie czuć się tutaj
jak w domu? Nie ma takiej możliwości, nie mogę czuć się jak w
domu mając wrażenie, że ktoś ciągle zagląda mi przez ramię
próbując na siłę wyciągnąć ze mnie ostatni grosz.
50 % tego co mamy przeznaczamy na
wynajem, czynsz i rachunki. Jak tu się odchudzać mając w lodówce
pasztet i serek topiony?! Są dni kiedy nie mogę wyjść z podziwu
że jeszcze nie przytyłam, bo co człowiekowi z dobrych chęci skoro
sytuacja niespecjalnie pomaga je realizować?
Czas zmienić mieszkanie, wynajmujący
otrzymuje informację że do końca marca opuścimy lokal. I znów
pojawiają się pytania: „ Kiedy się Państwo wyprowadzicie?”, „
Kiedy się rozliczymy?”, „ Kiedy zdacie klucze?”, „ Macie to
odmalować”.. i tak bez końca. W mojej głowie rodzi się
pytanie.. Czy ona naprawdę nie wie kiedy kończy się marzec?! Ja
wiem, chociaż jestem o jakieś 25 lat młodsza, więc chyba nie jest
to żadną wielką filozofią.
Kwestia odmalowania – bardzo
zastanawiająca, już przy przeprowadzce wszyscy, którzy pomagali mi
przewieźć- przenieść graty zwrócili uwagę na obrzydliwie
pociapaną kuchnię. Czy odmaluję? Ani mi się śni, na ścianach i
sufitach jest 10 warstw farby która zwinie się i pod wałkiem i pod
pędzlem, przy każdej próbie kolejnego zamalowania. Czy nie jest
przypadkiem tak, że mieszkania wynajmowane z kaucją mają jakiś
fundusz na naprawy? Kaucja do nas nie wróci, to wiem na pewno nawet
nie muszę pytać, zatem pędzla do ręki nie wezmę!
I ciągle się zastawiam, czy to był
wielki pech? Czy w tym kraju, w którym na starcie należy zapomnieć
o pomocy Państwa, nie można nawet liczyć na uczciwość 2
człowieka? A może wszyscy najemcy mają takie problemy? I będę
musiała się tak męczyć przez następne nie wiadomo ile lat z
każdym kolejnym wynajmującym?
Zmiana mieszkania jest w toku, luksusów
nie ma ale jest przytulnie i kilka drzew za oknem – sukces! Ale
siedzę i myślę, czy tam będę czuła się jak w domu? A może
ktoś znów będzie mi zaglądał przez ramię? Czy zrozumie, że
jestem tylko człowiekiem i czasami nie będę w stanie zapłacić
czynszu na czas? .. Mam 25 lat i coraz częściej myślę, że może
lepiej byłoby wrócić do rodziców.. Bo chociaż nie mają dużo,
to wiem że tam nikt nie będzie do mnie wydzwaniał jeżeli spóźnimy
się o kilka dni z czynszem, nikt nie będzie męczył smsami, jeżeli
zajdzie potrzeba remontu nie będzie to malowanie na ostatnią
chwilę, a w lodówce obok pasztetu i sera topionego zawsze będzie
kilka warzyw, twarożek, mleko i garnek zupy.
Ciekawa jestem czy wśród
zaglądających tutaj osób, są takie które wynajmują mieszkania?
Bo nie wiem, czy to ja mam pecha czy powinnam się takich utrudnień
spodziewać w każdym kolejnym lokalu?
Na co zwracać uwagę
wynajmowanie mieszkania
najemca
wynajmujący
czynsz
Subskrybuj:
Posty (Atom)




