Hej! Nazywam się Ida, walczę z wagą od ok 18 roku życia. Zatem minęło już prawie 10 lat, wprawdzie straciłam ok 50 kg.. ale moja waga nadal pozostawia wiele do życzenia. Dla jasności - w wieku 18 lat dobiłam do 120 kg!
czwartek, 26 września 2013
Spodenki neoprenowe
Spodenki neoprenowe - czy działają?
Od 22 września jestem na etapie II orbitrekowego wyzwania,
jak na razie wpisy w dzienniczku są następujące:
22.09 – 30 min
23.09 – 40 min
24.09 – 40 min
25.09 – 45 min
Wczoraj postanowiłam zakupić spodenki neoprenowe. Do tego
zakupu skłoniła mnie lektura składającego się z 14 stron tematu na forum o orbitrekach.
Uważam, że fora dla zapaleńców są jednak bardziej wiarygodnym źródłem
informacji. Tam wszyscy są zadowoleni z efektów ćwiczeń w neoprenie,
natomiast na innych portalach opinie są
bardzo podzielone.
Czytając wpisy wielkich fanów orbitreka, mam pewność że
przetestowali oni działanie takiego wdzianka właśnie na takim sprzęcie. Za to
wyczytując historie z diety pl itp. nie mam pewności czy ktoś w ogóle w nich
ćwiczył, czy może ćwiczył raz w tygodniu i czekał na cud..A może była to osoba bardzo
szczupła, która po prostu nie miała czego ‘wytapiać’ :)
Wiem, że ludzie często kupują takie spodenki i pasy
neoprenowe ponieważ sprzedawcy gwarantują ‘spalanie tkanki tłuszczowej’ nawet
podczas zmywania garów! Ja oczywiście w taki cuda nie wierzę! Gdyby tak było,
wszystkie chodziłybyśmy po wybiegach :)
Takie spodenki na pewno redukują skórkę pomarańczową (+) za
samo to, myślę że warto je kupić. A jeżeli wspomogą trochę spalanie tłuszczu to
będę po prostu zachwycona :) Kupiłam wersję krótszą niż zamierzałam, ze
względu na cenę. Sprawdzę jak to działa i wtedy zdecyduję czy warto kupić takie spodenki, które zaczynają się pod
biustem a kończą na kostkach… toż to kombinezon :P
W każdym razie, skoro ćwiczę regularnie to dlaczego miałabym
ich nie wypróbować?
Z resztą, zakończę wyzwanie i opiszę efekty. Jeżeli będą
zadowalające to na pewno nie wytrzymam i podzielę z Wami, taką informacją
wcześniej :)
spodenki neoprenowe długie
pas neprenowy
opinie
efekty przed i po
orbitrek w pasie neoprenowym spdenkach neoprenowych
środa, 25 września 2013
Do jakiego stopnia media zniekształcają odbicie w lustrze?
Do jakiego stopnia media zniekształcają odbicie w lustrze?
Siedzę w pidżamie przed telewizorem i oglądam film (
jakikolwiek). Nie mam makijażu, ale za to na głowie wije się wielki turban z
ręcznika :) Przyjemny wieczór, za oknem leje deszcz, na stole co chwilę pojawia
się cieplutka herbatka, a mi w tym fotelu tak dobrze. Idealny, jesienny
wieczór.. no prawie, bo jest jeszcze jedna rzecz, której bardzo bym chciała.
Filmu z normalnymi ludźmi.. takimi jakich mijam codziennie na
ulicy!
Wiem, że jestem niezwykle zakompleksioną babką. Wszystko co w
sobie widzę, jest złe i wymaga generalnego remontu. Moja rodzinka twierdzi, że
to moje 120 kg siedzi mi dalej w głowie i nie pozwala czuć się ładną.. no cóż.
Pomijając ten fakt, media też mi nie pomagają, nie pomagają mi faceci śliniący
się do monitorów , nie pomagają mi wielkie bilboardy, z których błyszczą
retuszowane zdjęcia, tak samo nie pomagają mi filmy..
Dlaczego? Proste! Dlatego, że mężczyzna będący jednym z
głównych bohaterów w filmie, zawsze idealnie do swojej roli pasuje. Jeżeli ma
być komandosem, który był na wojnie, będzie miał wielkie łapy, dziarę i pewnie
bliznę na twarzy. Kiedy ma grać pracownika administracji, będzie pewnie miał
lekki brzuszek, idealnie ogoloną buzię i najprawdopodobniej będzie
nieudacznikiem, a ten będący typowym amerykańskim „Panem Domu” będzie po prostu
gruby, nieogolony, spocony i jedyne co będzie umiał obsługiwać to śrubokręt. -
proszę nie brać tych przykładów dosłownie :) Ale zawsze w wyglądzie męskiej
postaci z filmu, można znaleźć niedoskonałości. Czasami nawet całą masę
niedoskonałości.
A kobieta w filmie? Wysoka, zgrabna, ładne piersi – zazwyczaj
bardzo na widoku, śnieżnobiały uśmiech, wielkie usta i potężne wręcz oczy.
Talia osy i 14 centymetrowe szpilki, których nie zdejmuje nawet do toalety.
Bez względu na to jaką rolę odgrywa, zawsze będzie
nieskazitelnie piękna. I nie ważne jak mało prawdopodobne jest to, że
sekretarka biegnie w 14 centymetrowych szpilkach po kostce brukowej tak samo
jak Usain Bolt po torze.. oni po prostu muszą mieć taką kobietę w filmie, a
najlepiej mieć takich kilka..
Bo co? Bo inaczej facet nie zechce oglądać? Szczerze wątpię, jeżeli fabuła będzie
interesująca to na pewno taki film zobaczy.
A co gdyby nagle, wszystkie te cud kobiety, genezę ich
'pięknych ciał' opisałam tutaj ->
„Dlaczego faceci lubią chude?” zostały zastąpione nami? Takimi zgarniętymi z
kolejki w biedronce? :) Haaa.. to mogłoby być bardzo ciekawe doświadczenie.
Ale warunek ten musiałby dotyczyć również męskich postaci
filmowych.
A teraz krótka historyjka.
Siedzę w fotelu, bez makijażu z wielgachnym turbanem na
głowie i za dużej pidżamie. Popijam herbatkę oglądając film. Całkiem ciekawy, miejscami
śmieszny... W filmie dziewczyna podobna do mojej sąsiadki biegnie w trampkach z
Pepco za menelem, który ukradł jej torebkę. Do akcji wkracza typowy Wojtek, w
swoich lekko za dużych spodniach stara się dogonić złodzieja, trzymając lewą
ręką swoje portki na miejscu.
Nie jestem dobra w pisaniu scenariuszy :D Ale chyba każdy wie
co mam na myśli.
Na moje kompleksy nikt jeszcze nic nie poradził, albo może
nikt się nie starał :) Mniejsza o to, zmierzam do tego, że to co nas otacza,
media w każdej postaci, ludzie i ich oczekiwania, a nawet coraz bardziej
zaniżane rozmiary ubrań w sklepach.. wszystko po prostu.. podważa w nas
poczucie własnej wartości. I chociaż zawsze piszę, że trzeba być sobą i siebie
kochać, mnie też dopadają złe dni.. ostatnio bardzo często.
Skupiłam się akurat na filmach, bo ostatnio jakoś bardziej
zaczęłam przywiązywać do nich uwagę, tzn. do postaci.
Dlatego oglądam programy dokumentalne, tam nie ma aktorów,
najczęściej są tam naukowcy i inni specjaliści, których wygląd jest jaki jest
:) Mało tego, zawsze mają coś ciekawego do powiedzenia.
Dlaczego kobiety mają kompleksy
filmy są dla facetów
jaki wpływ na kompleksy mają media
wtorek, 24 września 2013
Dieta słoiczkowa – Baby Food Diet
Dieta słoiczkowa – Baby Food Diet
Niedawno dowiedziałam się, że jest
to nowy hit w kategorii diet cud....
Nie koniecznie taki nowy, na pewno nie
dla mnie :)
Ale zacznę od początku, dieta słoiczkowa to jedna prosta zasada, prawie wszystkie posiłki zastępuję się w niej jedzeniem dla niemowląt – słoikami. Tylko raz dziennie można skonsumować normalny posiłek, oczywiście im mniej kaloryczny tym lepiej.
Papki dla niemowlaków są z zasady
zdrowe, nie zawierają soli i innych zbędnych przypraw, a produkty
wykorzystywane do ich produkcji pochodzą z ekologicznych upraw.
Brzmi zachęcająco prawda?
Zdecydowanym plusem tej diety jest
fakt, że nie musimy codziennie gotować wymyślnych dietetycznych
potraw, bo wystarczy tylko odkręcić słoik..
Minusem jest koszt. Nie ukrywajmy,
słoiczki dla dzieci są dosyć drogie, a dorosła osoba zje ich
jednak więcej niż bobas:) Wg diety powinno się zjadać 14
słoiczków dziennie, tych większych – dla dzieci powyżej 1 roku
życia. Kalkulacje pozostawię zainteresowanym :)
Stosuje się ją przez 7 dni, a w czasie jej trwania można stracić nawet 5 kg. Natomiast dzienna dawka kalorii wynosi od 500 do 1400. Oczywiście przy zakupie takiego jedzonka należy wybierać te, które mają najmniej kalorii.
Wydaje się, że mamy do czynienia z
niezwykle zdrową dietą. Niestety, zapotrzebowanie na pokarm osoby
dorosłej jest zupełnie inne niż niemowlaka. Słoiki takie
zawierają dużo węglowodanów, dlatego stosowanie jej dłużej niż
7 dni to tylko strata czasu i pieniędzy. Wszystkim znane gerberki i
inne nie dostarczają wystarczającej ilości błonnika, nie
znajdziemy w nich produktów pełnoziarnistych, które są przecież
podstawą piramidy żywieniowej.
Osobiście nikomu nie poleciłabym tej
diety, no chyba że ktoś faktycznie chce żyć na słoiczkach przez
lata. Oczywiście, na pewno zdrowo byłoby gdybyśmy np. nasze
codzienne desery zastąpiły owocowymi musami dla niemowląt, bo są
zdrowe i zaspokajają naszą potrzebę na słodkie. Ale to będzie na
tyle.
Śmiesznie być na diecie cud, nawet o
tym nie wiedząc
Nie stosowałam tej diety celowo, tak
po prostu wyszło :) Kiedy 5 lat temu wycięto mi migdałki, po
prostu nie mogłam przełknąć niczego innego. Właśnie wtedy przez
około tydzień czasu żywiłam się gerberkami. Efekty były, ok 6
kilogramów.. chociaż podejrzewam, że w tej wadze odznaczał się
też wyraźnie brak płynów, bo z piciem też miałam problemy.
Niestety, nie obeszło się bez rozstrojów żołądkowych i
wielkiego efektu JO JO. No.. może nie tak wielkiego, ale pamiętam
że kiedy wreszcie rozpuściły się szwy i zaczęłam jeść
normalnie.. bardzo szybko odnalazłam te zaginione 6 kilogramów,
oprócz tego oczywiście.. strawienie makaronu, ryżu, kaszy czy po
prostu dania dla dorosłego człowieka powodowało rewolucję w
żołądku i jelitach.. nic przyjemnego. Wszyscy wiemy czym jest
zgaga, biegunka i inne rozstroje układu trawienia. Z nimi trzeba
się liczyć podejmując się diety słoiczkowej.
Dieta słoiczkowa
Baby Foof Diet
Dieta słoiczkowa efekty i opinie
słoiczki dla niemowlaków dieta
odchudzanie słoiczki
ile można schudnąć
jadłospis
błonnik
poniedziałek, 23 września 2013
niedziela, 22 września 2013
Jem żeby żyć, nie żyję aby jeść! - moja historia walki z jedzeniem.
Jem żeby żyć, nie żyję aby jeść! - historia walki z jedzeniem, zaburzenia odżywiania i emocjonalne podejście do jedzenia, kompulsywne jedzenie.
Od jakiegoś czasu przyglądam się, w
jaki sposób kształtują się moje relacje z jedzeniem. Jestem
naprawdę niemile zaskoczona wynikami tej obserwacji.
Emocjonalne podejście do jedzenia,
czyli najzwyczajniej w świecie zburzenie odżywiania. Wbrew temu co
myślałam, jednak dotyczy to również mnie. Nie jest to może
skrajny przypadek , anoreksja czy bulimia, ale są to np. mdłości
przy śniadaniu. Walczę z tym od lat, staram się zawsze rano coś
przekąsić ale możecie mi wierzyć, po prostu chce mi się rzygać
na myśl o zjedzeniu rano czegokolwiek. Czasami jest to również
poczucie winy, bo zjadłam za dużo – tutaj ciężko określić ile
to za dużo, ale pierwsze myśli po większym jedzeniu (urodziny,
grille, święta) to – O Boże! Ile ja zjadłam, przytyje, znów
pójdzie mi w nogi itd. I wiem, że duża grupa kobiet nie potrafi
cieszyć się samym tym, że okazjonalnie możemy zjeść coś
naprawdę pysznego, tradycyjnymi świątecznymi daniami Polskiej
kuchni.. NIE! Bo to tuczy! - Zamiast myśleć o tym, że spędzimy
czas z rodziną, otworzymy prezenty, a na stole pojawią się znów
smaki dzieciństwa -babciny sernik, jabłecznik mamy i przekładana
sałatka cioci – my myślimy, że po takiej imprezie będziemy
musiały spędzić 10 dni na siłowni. Cały czar świąt pryska..
Kilka lat temu przerabiałam również
przykry temat kompulsywnego jedzenia – zabierałam ze sobą do
pokoju tyle żarcia ile tylko się dało i po 2 minutach wszystko
znikało z talerza. Najczęściej zdarzało się to na tle nerwowym i
wydaje mi się, że nie jest to po prostu efekt dużych nerwów,
raczej sposób na odwrócenie swojej uwagi od kłopotów. Lepiej
skupić się na tym, że zjadłam obiad za 3 osoby i przytyje, niż
na faktycznym problemie. Całe szczęście, mnie już to nie dotyczy.
Teraz na nerwy, słucham muzyki. Oczywiście na słuchawkach i tak
głośno żeby nic i nikt nie było w stanie mi przeszkodzić :)
Wracając do tytułu tego wpisu.
Jem żeby żyć, nie żyję aby jeść!
Emocjonalne podejście do jedzenia, jest wbrew pozorom poważnym problemem. Wiele razy słyszałam, że odchudzanie nie jest kwestią podejścia do pokarmu tylko jego racjonowania. Często jednak okazywało się to kłamstwem, kiedy walczy się z otyłością, walczy się z jedzeniem! Nikt nie przytył dlatego że najadł się powietrza, a ważąc (znów mój przykład :P ) 120 kg nie myśli się o niczym innym, tylko o wpływie tego jedzenia na proces tycia. Poza milionem innych czynników, które przeważały wówczas szalę zdrowego i niezdrowego jedzenia, zawsze zwraca się uwagę tylko na papu! Bo czasu nie da się cofnąć, ale można zmienić sposób odżywiania. Rodzi się wtedy swego rodzaju nienawiść do tego pokarmu, no bo dlaczego batonik jest sprzedawany jako przekąska skoro ma okrutny wpływ na nasze boczki? Dlaczego mama smaży naleśniki, przecież one tuczą? Po co babcia piecze ciasto, ja i tak go nie zjem! Koleżanka przyszła na kawę i przyniosła ciastka- wariatka! I tak bez końca.
A jeżeli sam fakt spożywania posiłku
zaczyna się źle kojarzyć? Nawet jeżeli jemy sałatkę, czy
tekturkę z twarogiem.. A co kiedy uczucie sytości przypomina nam o
tym, że miałyśmy się odchudzać? I zaczyna być dla nas sygnałem
o przejedzeniu? Kiedy żołądek się napełnia, a my myślimy że to
zły znak... wtedy jest już bardzo niedobrze.. I mimo że ja nigdy
ze skierowania do psychologa nie skorzystałam ( a miałam takich
wiele ), polecam wszystkim mającym takie problemy wizytę u
specjalisty.
To jest błąd mojej młodości, brak
zdrowego rozsądku i czysta nienawiść do jedzenia. Może jestem
silna, a może miałam szczęście, bo sama pokonałam te schody i
pogodziłam się wreszcie z tym co jem. Baaaa...! teraz lubię moje
jedzenie. Ale to była długa i męcząca droga, męcząca dla mnie i
straszna dla moich bliskich.
Wcześniej żyłam bo jedzenie było
rozwiązaniem wszystkich problemów, w tym także sposobem na nudę.
Później przyjmowanie pokarmów było wyzwaniem, cały mój świat
krążył wokół jedzenia, było ono pierwszą myślą rano i
ostatnią przed snem. Myślę, że fobia to dobre słowo. Bałam się
go jak ognia i obwiniałam je za całe zło tego świata, za moje
niepowodzenia za to, że otyłość stała się chorobą
cywilizacyjną.. za głód, za dzieci umierające z powodu jego
braku.
Minęło bardzo dużo czasu, zanim
uświadomiłam sobie, że między jedzeniem a pożywieniem jest
ogromna różnica. Jedzeniem może być tabliczka czekolady,
hamburger czy batonik. Jedzeniem, bo możemy to po prostu zjeść.
Pożywieniem natomiast, jest wszystko to co jest pożywne, co odżywia
nasz organizm, nie odkłada się w boczkach i udach, a pozwala nam
poprawnie funkcjonować.
Teraz jem żeby żyć :) Bo bez
pożywienia, po prostu się nie da :)
Jem żeby żyć nie żyję żeby jeść
kompulsywne jedzenie
odchudzanie
emocjonalne podejście do jedzenia
nienawiść do jedzenie
wstręt do jedzenia
jak walczyć z kompulsywnym jedzeniem
Subskrybuj:
Posty (Atom)






