czwartek, 26 września 2013

Gdyby życie było takie piękne :)

odchudzanie

jak schudnąć

na odchudzanie

schudłam

Spodenki neoprenowe

Spodenki neoprenowe - czy działają?





Od 22 września jestem na etapie II orbitrekowego wyzwania, jak na razie wpisy w dzienniczku są następujące:

22.09 – 30 min
23.09 – 40 min
24.09 – 40 min
25.09 – 45 min

Wczoraj postanowiłam zakupić spodenki neoprenowe. Do tego zakupu skłoniła mnie lektura składającego się z 14 stron tematu na forum o orbitrekach. Uważam, że fora dla zapaleńców są jednak bardziej wiarygodnym źródłem informacji. Tam wszyscy są zadowoleni z efektów ćwiczeń w neoprenie, natomiast  na innych portalach opinie są bardzo podzielone. 
 
Czytając wpisy wielkich fanów orbitreka, mam pewność że przetestowali oni działanie takiego wdzianka właśnie na takim sprzęcie. Za to wyczytując historie z diety pl itp. nie mam pewności czy ktoś w ogóle w nich ćwiczył, czy może ćwiczył raz w tygodniu i czekał na cud..A może była to osoba bardzo szczupła, która po prostu nie miała czego ‘wytapiać’ :)

Wiem, że ludzie często kupują takie spodenki i pasy neoprenowe ponieważ sprzedawcy gwarantują ‘spalanie tkanki tłuszczowej’ nawet podczas zmywania garów! Ja oczywiście w taki cuda nie wierzę! Gdyby tak było, wszystkie chodziłybyśmy po wybiegach :)

Takie spodenki na pewno redukują skórkę pomarańczową (+) za samo to, myślę że warto je kupić. A jeżeli wspomogą trochę spalanie tłuszczu to będę po prostu zachwycona :)  Kupiłam wersję krótszą niż zamierzałam, ze względu na cenę. Sprawdzę jak to działa i wtedy zdecyduję czy warto kupić  takie spodenki, które zaczynają się pod biustem a kończą na kostkach… toż to kombinezon :P

W każdym razie, skoro ćwiczę regularnie to dlaczego miałabym ich nie wypróbować?
Z resztą, zakończę wyzwanie i opiszę efekty. Jeżeli będą zadowalające to na pewno nie wytrzymam i podzielę z Wami, taką informacją wcześniej :)

spodenki neoprenowe długie

pas neprenowy

opinie

efekty przed i po

orbitrek w pasie neoprenowym spdenkach neoprenowych


środa, 25 września 2013

Do jakiego stopnia media zniekształcają odbicie w lustrze?



Do jakiego stopnia media zniekształcają odbicie w lustrze?



Siedzę w pidżamie przed telewizorem i oglądam film ( jakikolwiek). Nie mam makijażu, ale za to na głowie wije się wielki turban z ręcznika :) Przyjemny wieczór, za oknem leje deszcz, na stole co chwilę pojawia się cieplutka herbatka, a mi w tym fotelu tak dobrze. Idealny, jesienny wieczór.. no prawie, bo jest jeszcze jedna rzecz, której bardzo bym chciała.



Filmu z normalnymi ludźmi.. takimi jakich mijam codziennie na ulicy!




Wiem, że jestem niezwykle zakompleksioną babką. Wszystko co w sobie widzę, jest złe i wymaga generalnego remontu. Moja rodzinka twierdzi, że to moje 120 kg siedzi mi dalej w głowie i nie pozwala czuć się ładną.. no cóż. Pomijając ten fakt, media też mi nie pomagają, nie pomagają mi faceci śliniący się do monitorów , nie pomagają mi wielkie bilboardy, z których błyszczą retuszowane zdjęcia, tak samo nie pomagają mi filmy..





Dlaczego? Proste! Dlatego, że mężczyzna będący jednym z głównych bohaterów w filmie, zawsze idealnie do swojej roli pasuje. Jeżeli ma być komandosem, który był na wojnie, będzie miał wielkie łapy, dziarę i pewnie bliznę na twarzy. Kiedy ma grać pracownika administracji, będzie pewnie miał lekki brzuszek, idealnie ogoloną buzię i najprawdopodobniej będzie nieudacznikiem, a ten będący typowym amerykańskim „Panem Domu” będzie po prostu gruby, nieogolony, spocony i jedyne co będzie umiał obsługiwać to śrubokręt. - proszę nie brać tych przykładów dosłownie :) Ale zawsze w wyglądzie męskiej postaci z filmu, można znaleźć niedoskonałości. Czasami nawet całą masę niedoskonałości.



A kobieta w filmie? Wysoka, zgrabna, ładne piersi – zazwyczaj bardzo na widoku, śnieżnobiały uśmiech, wielkie usta i potężne wręcz oczy. Talia osy i 14 centymetrowe szpilki, których nie zdejmuje nawet do toalety.

Bez względu na to jaką rolę odgrywa, zawsze będzie nieskazitelnie piękna. I nie ważne jak mało prawdopodobne jest to, że sekretarka biegnie w 14 centymetrowych szpilkach po kostce brukowej tak samo jak Usain Bolt po torze.. oni po prostu muszą mieć taką kobietę w filmie, a najlepiej mieć takich kilka..




Bo co? Bo inaczej facet nie zechce oglądać?  Szczerze wątpię, jeżeli fabuła będzie interesująca to na pewno taki film zobaczy. 



A co gdyby nagle, wszystkie te cud kobiety, genezę ich 'pięknych ciał' opisałam  tutaj -> „Dlaczego faceci lubią chude?” zostały zastąpione nami? Takimi zgarniętymi z kolejki w biedronce? :) Haaa.. to mogłoby być bardzo ciekawe doświadczenie.

Ale warunek ten musiałby dotyczyć również męskich postaci filmowych.



A teraz krótka historyjka.



Siedzę w fotelu, bez makijażu z wielgachnym turbanem na głowie i za dużej pidżamie. Popijam herbatkę oglądając film. Całkiem ciekawy, miejscami śmieszny... W filmie dziewczyna podobna do mojej sąsiadki biegnie w trampkach z Pepco za menelem, który ukradł jej torebkę. Do akcji wkracza typowy Wojtek, w swoich lekko za dużych spodniach stara się dogonić złodzieja, trzymając lewą ręką swoje portki na miejscu.



Nie jestem dobra w pisaniu scenariuszy :D Ale chyba każdy wie co mam na myśli.

Na moje kompleksy nikt jeszcze nic nie poradził, albo może nikt się nie starał :) Mniejsza o to, zmierzam do tego, że to co nas otacza, media w każdej postaci, ludzie i ich oczekiwania, a nawet coraz bardziej zaniżane rozmiary ubrań w sklepach.. wszystko po prostu.. podważa w nas poczucie własnej wartości. I chociaż zawsze piszę, że trzeba być sobą i siebie kochać, mnie też dopadają złe dni.. ostatnio bardzo często.



Skupiłam się akurat na filmach, bo ostatnio jakoś bardziej zaczęłam przywiązywać do nich uwagę, tzn. do postaci.



Dlatego oglądam programy dokumentalne, tam nie ma aktorów, najczęściej są tam naukowcy i inni specjaliści, których wygląd jest jaki jest :) Mało tego, zawsze mają coś ciekawego do powiedzenia.



Dlaczego kobiety mają kompleksy



filmy są dla facetów



jaki wpływ na kompleksy mają media


wtorek, 24 września 2013

O kobietach i mężczyznach :)


Dieta słoiczkowa – Baby Food Diet

 Dieta słoiczkowa – Baby Food Diet


Niedawno dowiedziałam się, że jest to nowy hit w kategorii diet cud....
Nie koniecznie taki nowy, na pewno nie dla mnie :) 


Ale zacznę od początku, dieta słoiczkowa to jedna prosta zasada, prawie wszystkie posiłki zastępuję się w niej jedzeniem dla niemowląt – słoikami. Tylko raz dziennie można skonsumować normalny posiłek, oczywiście im mniej kaloryczny tym lepiej.


Papki dla niemowlaków są z zasady zdrowe, nie zawierają soli i innych zbędnych przypraw, a produkty wykorzystywane do ich produkcji pochodzą z ekologicznych upraw. Brzmi zachęcająco prawda?

Zdecydowanym plusem tej diety jest fakt, że nie musimy codziennie gotować wymyślnych dietetycznych potraw, bo wystarczy tylko odkręcić słoik..

 
Minusem jest koszt. Nie ukrywajmy, słoiczki dla dzieci są dosyć drogie, a dorosła osoba zje ich jednak więcej niż bobas:) Wg diety powinno się zjadać 14 słoiczków dziennie, tych większych – dla dzieci powyżej 1 roku życia. Kalkulacje pozostawię zainteresowanym :)


Stosuje się ją przez 7 dni, a w czasie jej trwania można stracić nawet 5 kg. Natomiast dzienna dawka kalorii wynosi od 500 do 1400. Oczywiście przy zakupie takiego jedzonka należy wybierać te, które mają najmniej kalorii. 

 



Wydaje się, że mamy do czynienia z niezwykle zdrową dietą. Niestety, zapotrzebowanie na pokarm osoby dorosłej jest zupełnie inne niż niemowlaka. Słoiki takie zawierają dużo węglowodanów, dlatego stosowanie jej dłużej niż 7 dni to tylko strata czasu i pieniędzy. Wszystkim znane gerberki i inne nie dostarczają wystarczającej ilości błonnika, nie znajdziemy w nich produktów pełnoziarnistych, które są przecież podstawą piramidy żywieniowej.


 
Osobiście nikomu nie poleciłabym tej diety, no chyba że ktoś faktycznie chce żyć na słoiczkach przez lata. Oczywiście, na pewno zdrowo byłoby gdybyśmy np. nasze codzienne desery zastąpiły owocowymi musami dla niemowląt, bo są zdrowe i zaspokajają naszą potrzebę na słodkie. Ale to będzie na tyle.




Śmiesznie być na diecie cud, nawet o tym nie wiedząc

Nie stosowałam tej diety celowo, tak po prostu wyszło :) Kiedy 5 lat temu wycięto mi migdałki, po prostu nie mogłam przełknąć niczego innego. Właśnie wtedy przez około tydzień czasu żywiłam się gerberkami. Efekty były, ok 6 kilogramów.. chociaż podejrzewam, że w tej wadze odznaczał się też wyraźnie brak płynów, bo z piciem też miałam problemy. Niestety, nie obeszło się bez rozstrojów żołądkowych i wielkiego efektu JO JO. No.. może nie tak wielkiego, ale pamiętam że kiedy wreszcie rozpuściły się szwy i zaczęłam jeść normalnie.. bardzo szybko odnalazłam te zaginione 6 kilogramów, oprócz tego oczywiście.. strawienie makaronu, ryżu, kaszy czy po prostu dania dla dorosłego człowieka powodowało rewolucję w żołądku i jelitach.. nic przyjemnego. Wszyscy wiemy czym jest zgaga, biegunka i inne rozstroje układu trawienia. Z nimi trzeba się liczyć podejmując się diety słoiczkowej.


Dieta słoiczkowa

Baby Foof Diet

Dieta słoiczkowa efekty i opinie

słoiczki dla niemowlaków dieta

odchudzanie słoiczki

ile można schudnąć

jadłospis

błonnik


niedziela, 22 września 2013

Jem żeby żyć, nie żyję aby jeść! - moja historia walki z jedzeniem.

Jem żeby żyć, nie żyję aby jeść! - historia walki z jedzeniem, zaburzenia odżywiania i emocjonalne podejście do jedzenia, kompulsywne jedzenie.




Od jakiegoś czasu przyglądam się, w jaki sposób kształtują się moje relacje z jedzeniem. Jestem naprawdę niemile zaskoczona wynikami tej obserwacji.




Emocjonalne podejście do jedzenia, czyli najzwyczajniej w świecie zburzenie odżywiania. Wbrew temu co myślałam, jednak dotyczy to również mnie. Nie jest to może skrajny przypadek , anoreksja czy bulimia, ale są to np. mdłości przy śniadaniu. Walczę z tym od lat, staram się zawsze rano coś przekąsić ale możecie mi wierzyć, po prostu chce mi się rzygać na myśl o zjedzeniu rano czegokolwiek. Czasami jest to również poczucie winy, bo zjadłam za dużo – tutaj ciężko określić ile to za dużo, ale pierwsze myśli po większym jedzeniu (urodziny, grille, święta) to – O Boże! Ile ja zjadłam, przytyje, znów pójdzie mi w nogi itd. I wiem, że duża grupa kobiet nie potrafi cieszyć się samym tym, że okazjonalnie możemy zjeść coś naprawdę pysznego, tradycyjnymi świątecznymi daniami Polskiej kuchni.. NIE! Bo to tuczy! - Zamiast myśleć o tym, że spędzimy czas z rodziną, otworzymy prezenty, a na stole pojawią się znów smaki dzieciństwa -babciny sernik, jabłecznik mamy i przekładana sałatka cioci – my myślimy, że po takiej imprezie będziemy musiały spędzić 10 dni na siłowni. Cały czar świąt pryska..





Kilka lat temu przerabiałam również przykry temat kompulsywnego jedzenia – zabierałam ze sobą do pokoju tyle żarcia ile tylko się dało i po 2 minutach wszystko znikało z talerza. Najczęściej zdarzało się to na tle nerwowym i wydaje mi się, że nie jest to po prostu efekt dużych nerwów, raczej sposób na odwrócenie swojej uwagi od kłopotów. Lepiej skupić się na tym, że zjadłam obiad za 3 osoby i przytyje, niż na faktycznym problemie. Całe szczęście, mnie już to nie dotyczy. Teraz na nerwy, słucham muzyki. Oczywiście na słuchawkach i tak głośno żeby nic i nikt nie było w stanie mi przeszkodzić :)



Wracając do tytułu tego wpisu.

Jem żeby żyć, nie żyję aby jeść!






Emocjonalne podejście do jedzenia, jest wbrew pozorom poważnym problemem. Wiele razy słyszałam, że odchudzanie nie jest kwestią podejścia do pokarmu tylko jego racjonowania. Często jednak okazywało się to kłamstwem, kiedy walczy się z otyłością, walczy się z jedzeniem! Nikt nie przytył dlatego że najadł się powietrza, a ważąc (znów mój przykład :P ) 120 kg nie myśli się o niczym innym, tylko o wpływie tego jedzenia na proces tycia. Poza milionem innych czynników, które przeważały wówczas szalę zdrowego i niezdrowego jedzenia, zawsze zwraca się uwagę tylko na papu! Bo czasu nie da się cofnąć, ale można zmienić sposób odżywiania. Rodzi się wtedy swego rodzaju nienawiść do tego pokarmu, no bo dlaczego batonik jest sprzedawany jako przekąska skoro ma okrutny wpływ na nasze boczki? Dlaczego mama smaży naleśniki, przecież one tuczą? Po co babcia piecze ciasto, ja i tak go nie zjem! Koleżanka przyszła na kawę i przyniosła ciastka- wariatka! I tak bez końca.



A jeżeli sam fakt spożywania posiłku zaczyna się źle kojarzyć? Nawet jeżeli jemy sałatkę, czy tekturkę z twarogiem.. A co kiedy uczucie sytości przypomina nam o tym, że miałyśmy się odchudzać? I zaczyna być dla nas sygnałem o przejedzeniu? Kiedy żołądek się napełnia, a my myślimy że to zły znak... wtedy jest już bardzo niedobrze.. I mimo że ja nigdy ze skierowania do psychologa nie skorzystałam ( a miałam takich wiele ), polecam wszystkim mającym takie problemy wizytę u specjalisty.



To jest błąd mojej młodości, brak zdrowego rozsądku i czysta nienawiść do jedzenia. Może jestem silna, a może miałam szczęście, bo sama pokonałam te schody i pogodziłam się wreszcie z tym co jem. Baaaa...! teraz lubię moje jedzenie. Ale to była długa i męcząca droga, męcząca dla mnie i straszna dla moich bliskich.



Wcześniej żyłam bo jedzenie było rozwiązaniem wszystkich problemów, w tym także sposobem na nudę. Później przyjmowanie pokarmów było wyzwaniem, cały mój świat krążył wokół jedzenia, było ono pierwszą myślą rano i ostatnią przed snem. Myślę, że fobia to dobre słowo. Bałam się go jak ognia i obwiniałam je za całe zło tego świata, za moje niepowodzenia za to, że otyłość stała się chorobą cywilizacyjną.. za głód, za dzieci umierające z powodu jego braku.



Minęło bardzo dużo czasu, zanim uświadomiłam sobie, że między jedzeniem a pożywieniem jest ogromna różnica. Jedzeniem może być tabliczka czekolady, hamburger czy batonik. Jedzeniem, bo możemy to po prostu zjeść. Pożywieniem natomiast, jest wszystko to co jest pożywne, co odżywia nasz organizm, nie odkłada się w boczkach i udach, a pozwala nam poprawnie funkcjonować.





Teraz jem żeby żyć :) Bo bez pożywienia, po prostu się nie da :)

 

Jem żeby żyć nie żyję żeby jeść

kompulsywne jedzenie

odchudzanie

emocjonalne podejście do jedzenia

nienawiść do jedzenie

wstręt do jedzenia

jak walczyć z kompulsywnym jedzeniem